Rozdział 1 Tajne szkolenie
Perspektywa Trixie
– Trixie, musisz odpocząć, za bardzo się zajeżdżasz – mówi do mnie Calvin, gamma.
– Ale Calvin, przecież wiesz, jak bardzo to dla mnie ważne. Dla mojego przetrwania. Calvin, ty ze wszystkich ludzi wiesz to najlepiej.
– Wiem, ale Trix, na nic się nie zdasz, jak mi tu padniesz na twarz nieprzytomna – mruczy Calvin.
– Calvin, przyniosłam wam kawę i śniadanie.
– Trix, skarbie. Usiądź, odpocznij, zjedz coś – mówi Margaret, podchodząc do nas i wciskając nam w dłonie śniadanie i kubki z kawą.
– Dzięki, kochanie. Naprawdę nam się to przyda – mówi Calvin do swojej partnerki i uśmiecha się do niej ciepło.
Zanim za bardzo wybiegnę do przodu… Cześć, jestem Trixie WhiteClaw. Jestem z watahy Biała Pazura. Urodziłam się jako podwójna alfa. Tak, moja mama i mój tata byli oboje alfami i byli alfą oraz Luną tej watahy. Do czasu, aż zginęli w ataku wyrzutków na naszą ziemię.
Byłam ich jedynym dzieckiem. Dziedziczką. To ja powinnam przejąć przywództwo, ale mój wujek przejął władzę, mówiąc, że tylko „tymczasowo” wchodzi na ich miejsce, dopóki nie będę pełnoletnia. Twierdził, że tylko chce pomóc, bo miałam wtedy dwanaście lat i byłam „za młoda”, żeby prowadzić watahę.
Mieszkałam na piętrze alfy w domu watahy, kiedy moi rodzice zginęli. Gdy wujek został alfą, wprowadził tam swoją partnerkę i swoje dzieci, a mnie wyrzucił na strych. Powiedział, że „nie ma już dla mnie miejsca”. Że potrzebują przestrzeni dla siebie.
W dniu śmierci rodziców straciłam wszystko. Rodziców, pokój, swoje rzeczy i większość przyjaciół.
Każdy dzień był koszmarem. Byłam szykanowana, głodzona i bita. Kara za rzeczy, których nie zrobiłam. Miesiącami zamykali mnie w lochu. Odebrano mi tytuł alfy i wciśnięto mi łatkę omegi. Dla nich nie jestem nikim więcej niż służącą. Niewolnicą.
Czekam tylko, aż skończę osiemnaście lat i stąd ucieknę. Już dawno bym odeszła, ale dopóki nie jestem pełnoletnia, będą mnie za każdym razem ściągać z powrotem. No i jest jeszcze coś. Spadek. Moi rodzice mieli się bardzo dobrze. Mieli ziemię, pieniądze, firmy. Dopóki nie skończę osiemnastu lat, nie mogę tego tknąć. W pewnym sensie czuję, jakby wiedzieli, że tak trzeba to zabezpieczyć, żeby nikt nie mógł mi tego odebrać.
Przez pięć lat cierpiałam. Wszystko mi wyrwano z rąk.
Jeszcze tylko miesiąc – powtarzam sobie w kółko. Jeszcze jeden miesiąc i będę wolna.
Każdego roku jest turniej, na którym elitarni wojownicy walczą o rangę, tytuły, uznanie i miejsce w królewskiej armii. W tym roku… ooo, w tym roku będzie inaczej. Widzicie, mój wujek zgłosił mnie do turnieju. Wiem, że coś knuje.
On zawsze coś knuje. To jego ostatnia próba, żeby zabrać to, co moje. To, co zostawili mi rodzice. Wszystko, co kiedykolwiek miałam, mi odebrał. Ale nigdy nie zdołał zabrać mojego spadku. Nigdy nie był w stanie położyć łap na moich pieniądzach. O, ale próbował. Udawał zatroskanego opiekuna, mówił, że potrzebuje dostępu do majątku, żeby się mną „zajmować”. Na szczęście nic z tego. Nie udało mu się też legalnie przejąć firm. Tak, zarządza nimi, ale to wszystko przechodzi na moje nazwisko w dniu, w którym skończę osiemnaście lat.
Miesiąc. Powtarzam sobie: został mi tylko jeden miesiąc.
– Wiemy już, co knuje alfa Melvin? – pyta Margaret, siadając obok Calvina i upijając łyk swojej kawy.
– Nie jestem pewien, kochanie, ale na sto procent coś planuje. To widać jak na dłoni. Zgłoszenie jej do turnieju, żeby stanęła naprzeciwko najbardziej elitarnych wojowników… On jest przekonany, że polegnie, i dam sobie rękę uciąć, że na to właśnie liczy – odpowiada Calvin i uśmiecha się do niej krzywo.
Patrzę na niego z własnym chytrym uśmieszkiem i puszczam mu oczko. Właśnie o to chodzi. Wujek Melvin chce, żebym przegrała. Wiem, że to wszystko jest ustawione. Jeszcze nie mam dowodów, ale czuję to w kościach. Jedyne, co „wie”, to to, że niby miałam tylko minimalne szkolenie. Zapisał mnie, myśląc, że nie umiem walczyć. Że padnę po kilku ciosach. Wiem, że to jego sposób, żeby się mnie pozbyć. Dlatego właśnie teraz jestem tutaj, z Calvinem, i jak zwykle trenujemy w tajemnicy.
Odkąd zginęli moi rodzice, wielu ludzi się ode mnie odwróciło. Wielu zastraszono, żeby trzymali się z daleka. Niektórzy próbowali mi pomóc, ale drogo za to zapłacili. Karano ich za samo okazanie mi odrobiny życzliwości. Wielu wojowników wzięło mnie pod swoje skrzydła i pomagali, jak tylko mogli.
Calvin z partnerką Margaret i moja najlepsza przyjaciółka Roxie trwali przy mnie przez to wszystko. Calvin szkoli mnie od dwunastego roku życia. Nie żebym się chwaliła, ale tak, jestem dobra. Calvin i inni wojownicy zawsze powtarzali, że muszę trenować ciężko, pracować jeszcze ciężej i być gotowa na wszystko. Zabierali mnie ze sobą na patrole. Pomagałam pilnować granic i walczyłam z wieloma wyrzutkami, kiedy byłam jeszcze bardzo młoda.
