Rozdział 1: Miło poznać wszystkich
Z perspektywy Evelyn
"Dzisiaj dołącza do nas nowa uczennica." Mój nauczyciel matematyki odchrząknął na przedzie klasy.
Szepty rozeszły się jak pożar. Uczniowie na przeniesieniu byli rzadkością w Liceum Polaris, szczególnie w środku semestru. Siedziałam na swoim stałym miejscu w tylnym rogu - wystarczająco daleko od wszystkich, by być niewidzialną.
Technicznie rzecz biorąc, bycie córką Beta Raymonda powinno umieszczać mnie tuż poniżej rodziny Alfy w hierarchii. Rzeczywistość? Byłam niżej niż jakikolwiek Omega. Prosty powód: moja matka zmarła, rodząc mnie, a tata nigdy nie pozwolił mi zapomnieć, czyja to była wina.
Morderczyni. Piętnaście lat z tym piętnem.
Tata nie mógł już na mnie patrzeć. Dla niego nie byłam córką - byłam tym, co zabiło jego partnerkę. Wszyscy mówili, że wyglądam dokładnie jak ona. Te same jasnoblond włosy, te same dymne niebieskie oczy. Za każdym razem, gdy mnie widział, przypominał sobie, co stracił.
Mój brat Elliot kiedyś mnie chronił, gdy byliśmy mali, ale powoli też się oddalał. Trening przyszłego Betę zajmował mu czas, a trzymanie taty zadowolonego było łatwiejsze, gdy trzymałam się z dala.
Szkoła była gorsza. Nikt nie chciał być przyjacielem dziewczyny, która "zabiła swoją matkę". Acacia pilnowała, żeby tak zostało, wykorzystując pozycję swojego ojca w radzie szkoły, by uprzykrzać mi życie, kiedy tylko chciała.
Wysoka dziewczyna weszła do sali, przerywając moje myśli. Miała ciemne falowane włosy i jasne bursztynowe oczy. Tylko dżinsy i biała koszulka, ale nosiła się, jakby była właścicielką miejsca.
"Cześć wszystkim, jestem Nadia." Jej głos był jasny i przyjazny. "Miło was poznać."
Nauczyciel przeskanował salę. "Wybierz dowolne wolne miejsce, Nadia."
Schowałam głowę, udając, że studiuję podręcznik. Mnóstwo wolnych miejsc z przodu, gdzie siadały normalne dzieciaki. Nikt nigdy nie wybierał tylnego rogu. Nikt nie wybierał siedzenia obok dziwaka.
Doświadczenie nauczyło mnie, że nawet ciekawscy ludzie szybko się wycofywali, gdy poznawali moją historię. Albo Acacia dbała, żeby tak się stało.
Po prostu bądź niewidzialna, przypomniałam sobie. Łatwiej dla wszystkich.
Nowa dziewczyna skierowała się prosto do tylnego rzędu. Pod szokującymi spojrzeniami wszystkich, wyciągnęła krzesło tuż obok mojego.
"Ktoś tu siedzi?" zapytała cicho.
Spojrzałam w górę, zaskoczona. Z bliska była jeszcze ładniejsza - zdrowa oliwkowa skóra i ten rodzaj atletycznej budowy, który mówił, że umie walczyć.
"Nie... nikt." Jąkałam się. "Ale pewnie nie chcesz..."
"Idealnie." Przerwała mi z uśmiechem, siadając. "Jestem Nadia, oczywiście. A ty?"
Gapiłam się na nią. Naprawdę wybrała siedzenie obok mnie? Musiała to być pomyłka. Gdy tylko zorientuje się, o co chodzi, zniknie do jutra. Atmosfera w klasie się zmieniła - czułam zaskoczone spojrzenia, litość. Wszyscy wiedzieli, że właśnie popełniła ogromny błąd.
"Evelyn," wyszeptałam. "Możesz mówić Evie."
"Super, Evie." Jej uśmiech wyglądał na szczery, co całkowicie mnie zbiło z tropu.
Nauczyciel rozpoczął lekcję. Zaawansowana analiza matematyczna - tylko najlepsi uczniowie mogli brać ten przedmiot. Wybrałam go dla wyzwania, a także dlatego, że Acacia i jej ekipa byli zbyt głupi, by się zakwalifikować. Przynajmniej tutaj miałam trochę spokoju.
"Wygląda na trudne," szepnęła Nadia, szybko notując.
"Jeśli potrzebujesz pomocy, mogę..." przerwałam sobie. Po co oferować? To tylko przyniosłoby jej kłopoty. Gdyby Acacia dowiedziała się, że ktoś zbliża się do mnie, gra skończona.
"To by było super!" Jej oczy rozbłysły. "Przerabiałam podobne rzeczy w mojej starej szkole, ale każdy nauczyciel jest inny. Partner do nauki byłby zbawienny."
Partner do nauki. Obce pojęcie.
To nie potrwa długo, mój wilk szepnął z głębi mojej głowy. Tak, mój wilk. Moja największa tajemnica - obudziłam się w wieku czternastu lat, dwa lata za wcześnie. Stało się to po najgorszym pobiciu przez Acacię, mój wilk pojawił się, żeby mnie chronić. Gdyby ktoś się dowiedział, że obudziłam się przed przyszłymi liderami, byłabym martwa.
Wiem, odpowiedziałam jej. Ale udawanie, że mam przyjaciółkę, jest miłe.
W połowie lekcji dziewczyny z przodu ciągle się na nas oglądały. Ich wyrazy twarzy krzyczały litość - biedna nowa dziewczyna nie wiedziała, w co się wpakowała.
"To rozwiązanie jest całkiem sprytne," Nadia wskazała na tablicę, zupełnie ignorując spojrzenia. "Twój nauczyciel zna się na rzeczy."
Kiwnęłam głową, skupiając się na notatkach. Jej spokój imponował mi. Większość ludzi uciekłaby po wyczuciu dziwnej atmosfery, ale ona wydawała się zupełnie niewzruszona. Może po prostu jeszcze nie znała zasad.
Gdy zadzwonił dzwonek, szybko się spakowałam. Następny był trening fizyczny, a ja musiałam się przebrać, zanim szatnia się zapełni. Mniej ludzi oznaczało mniejsze szanse na spotkanie Acacii, a nikt nie zobaczyłby... śladów.
"Co teraz?" zapytała Nadia, chowając książki.
"WF. Jest obowiązkowy." Odpowiedziałam krótko. "Masz już strój do ćwiczeń, prawda?"
"Tak, jest w mojej szafce." Wstała. "Chcesz się przebrać razem?"
Zawahałam się. Pójście do szatni z kimś oznaczało możliwość spotkania Acacii i jej paczki. Ale patrząc na wyczekującą twarz Nadii, nie mogłam odmówić. Może tylko tym razem mogłabym udawać, że jestem normalna.
"Pewnie," powiedziałam niechętnie, modląc się, żeby Acacia była zajęta gdzie indziej.
Idąc korytarzem, czułam spojrzenia palące mnie w plecy. Szept podążał za nami.
"To ta nowa dziewczyna..."
"...naprawdę z nią rozmawia..."
"...Evelyn? Ta, która zabiła swoją matkę..."
"...Acacia się wścieknie..."
Opuściłam głowę i przyspieszyłam kroku. Te komentarze były już rutyną. Ale Nadia zdawała się je całkowicie ignorować, oglądając dekoracje na korytarzu.
"To miejsce jest ogromne," powiedziała. "Znacznie większe niż moja poprzednia szkoła."
"Polaris High obejmuje cały teren stada," wyjaśniłam, starając się brzmieć normalnie. "Musi pomieścić wszystkich."
Szatnia była już pełna, gdy tam dotarłyśmy. Szybko rozejrzałam się - żadnej Acacii w zasięgu wzroku. Może dzisiaj będę miała szczęście.
"Przebiorę się tam." Wskazałam na kabinę w rogu. Moje zwykłe miejsce - ukryte, bezpieczne, gdzie nikt nie mógł zobaczyć tego, czego nie chciałam pokazać.
"Czemu nie tutaj?" Nadia wyglądała na zdezorientowaną, wskazując na otwartą przestrzeń.
"Wolę prywatność," powiedziałam niejasno, chwytając torbę i śpiesząc się do kabiny.
Nie mogłam pozwolić, by ktoś zobaczył. Ślady po biczu, blizny po oparzeniach srebrem, wszystkie "pamiątki", które Acacia i jej przyjaciółki zostawiły na moim ciele. Gdyby ktoś to zobaczył i zgłosił, sytuacja tylko by się pogorszyła. Ojciec Acacii miał wystarczająco dużo władzy w radzie szkoły, żeby przekręcić każdą prawdę.
W kabinie oparłam się o drzwi i wzięłam drżący oddech. Szybko się przebrać i wyjść, zanim Acacia się pojawi. Zrzuciłam mundurek i sięgałam po strój do ćwiczeń, gdy usłyszałam głos, którego bałam się najbardziej.
"No proszę, proszę. Kto to tutaj." Głos Acacii przeciął gwar jak nóż. "Nasza mała bezużyteczna kryjąc się w swoim kącie. Jak zawsze żałosna."
