Rozdział 3: Możemy to zrobić

Punkt widzenia Evelyn

Zamknęłam oczy i skupiłam się na oddychaniu. Wdech przez nos, wypełniając płuca całkowicie, a potem powolny wydech. Delta Griffin wpajał mi to - ból to tylko uczucie, które można pokonać wystarczającą siłą woli.

Kiedy otworzyłam oczy, Nadia wpatrywała się we mnie.

„Co?” zapytałam, przesuwając się niespokojnie.

„Twoja twarz wciąż jest czerwona.” Zmarszczyła brwi. „Na pewno tylko uderzyłaś się o drzwi?”

„Wszystko w porządku.” Odwróciłam wzrok i ruszyłam w stronę drążka do podciągania.

W momencie, gdy podskoczyłam i złapałam drążek, ogień przeszył moje plecy. Zacisnęłam zęby i zmusiłam się do kontynuowania. Jeden, dwa, trzy... każde podciągnięcie było agonią, ale nie mogłam tego pokazać.

Ból czyni cię silniejszą, wyszeptał mój wilk. Przetrwaliśmy gorsze.

Tak, przetrwaliśmy. Zimą zeszłego roku Acacia zamknęła mnie na noc w pomieszczeniu ze sprzętem, rozsypując wszędzie srebrny proszek. Kiedy Delta Griffin znalazł mnie następnego ranka, byłam już nieprzytomna. Luna Isabella potrzebowała całego tygodnia, żeby wyleczyć te oparzenia.

Ale nigdy nie doniosłam na Acacię. Następnego dnia dostałam zdjęcie jakiegoś młodego Omega z wiadomością - jeśli komukolwiek powiem, co się stało, on będzie następny.

„Piętnaście? Nie, szesnaście... siedemnaście...” Nadia liczyła obok mnie, zaskoczenie w jej głosie.

Zatrzymałam się na dwudziestu i opadłam na ziemię. Moje ramiona bolały, plecy płonęły, ale skończyłam standardową rutynę.

Gdy rozgrzewka się skończyła, na polu treningowym pojawiło się więcej osób. Starsi uczniowie zaczęli się zjawiać, w tym ta grupa przyszłych liderów, którą wszyscy wielbili.

Elliot stał na środku pola z przyjaciółmi, promieniując pewnością siebie, która pochodziła z wiedzy, że jest się przeznaczonym do wielkości. Wyglądał dokładnie jak tata, kiedy był młody - wysoki, przystojny, miedziano-złote włosy, te ostre, dymne niebieskie oczy. Rozmawiał z Orionem, całkowicie ignorując moje istnienie w rogu.

Nie że spodziewałam się czegoś innego.

Pamiętam siódmą klasę, kiedy Acacia popchnęła mnie na korytarzu i rozlałam wszędzie swój napój. Elliot przechodził obok i nasze oczy spotkały się na może dwie sekundy. Wyraz jego twarzy nie był zatroskany - był zirytowany i zażenowany. Po prostu pokręcił głową do swoich przyjaciół, jakby mówił „taka ona jest” i poszedł dalej.

To był ostatni raz, kiedy pomyślałam, że może mi pomoże.

„Ustawcie się!” Głos Delty Griffina przeciął moje wspomnienia.

Wszyscy szybko ustawili się w rzędach na środku pola. Automatycznie poszłam na swoje zwykłe miejsce na tylnym skraju, ale Nadia złapała mnie za ramię i pociągnęła do przodu.

„Przestań się ciągle chować z tyłu,” powiedziała cicho.

Delta Griffin stanął przed nami, przeglądając grupę. Jego oczy znalazły mnie i zatrzymały się - zauważył ślad na mojej twarzy.

„Dziś robimy trening wytrzymałościowy i zwinności,” ogłosił. „Zespołuję was. To nie chodzi o walkę - chodzi o współpracę. Będziecie wykonywać serię wyzwań jako zespoły.”

Moje serce zamarło. Ćwiczenia grupowe oznaczały, że będę wybierana ostatnia albo wcale. Ostatnim razem skończyłam z asystentem Delty Griffina, bo nikt nie chciał mnie.

„Evelyn i Nadia, jesteście partnerkami,” powiedział Delta Griffin bezpośrednio, nie dając nikomu czasu na sprzeciw.

Mrugnęłam z szokiem. Wokół mnie usłyszałam zwykłe mruczenia.

„Dlaczego z tą marnotrawstwem...”

„Nowa dziewczyna jeszcze nie wie...”

„To będzie dobre...”

Nadia zignorowała każde słowo i uśmiechnęła się do mnie. „Fajnie, jesteśmy partnerkami.”

Trening rozpoczął się od biegów z obciążeniem - każda drużyna na zmianę nosiła swojego partnera przez 400 metrów.

„Najpierw cię poniosę,” zaproponowała Nadia.

„Nie, ja powinnam -”

"Nie kłóć się." Przerwała mi. "Będziemy się zmieniać. Poza tym, masz kontuzjowane plecy."

Zamarłem. Skąd ona to wiedziała?

"Nawet nie próbuj zaprzeczać," obniżyła głos. "Widziałam twoją twarz podczas tych podciągnięć. Pozwól mi iść pierwszej, daj sobie czas na regenerację."

To było dla mnie tak obce - ktoś, kto się naprawdę przejmuje - że nie wiedziałem, jak odpowiedzieć. Wspiąłem się na jej plecy, starając się nie obciążać jej całkowicie swoim ciężarem.

Kiedy przyszła moja kolej, by ją nieść, srebrzyste oparzenia krzyczały przy każdym kroku. Zacisnąłem zęby i biegłem dalej, dostosowując oddech, jak nauczył mnie Delta Griffin.

Jesteś silniejszy, niż myślą, mój wilk dodawał mi otuchy.

Musiałem być. Nikt inny nie przyjdzie mnie uratować.

Następny tor przeszkód był czystą torturą. Każdy skok i wspinaczka ciągnęły za świeże rany, ale nie mogłem tego pokazać. Musiałem udowodnić, że nawet "odpad" może ukończyć trening.

"Jesteś niesamowity!" powiedziała Nadia, gdy ukończyliśmy szczególnie trudne wspólne zadanie.

"Dzięki," mruknąłem, czując ciepło rozlewające się po piersi.

Kiedy ostatni raz ktoś powiedział coś pozytywnego o mnie? Może nigdy.

Przy przeszkodzie z siatką zauważyłem grupę Elliota w pobliżu. On i Orion poruszali się razem perfekcyjnie, zdobywając pochwały od wszystkich obserwujących.

Widok ich bezbłędnej współpracy przywołał znajomy ból. Kiedyś też tak było. W pierwszych latach po śmierci mamy, był jedynym, który ze mną zostawał. Ale gdy dorastaliśmy, postawa taty zatruła także jego. Teraz mieszkaliśmy w tym samym domu jak obcy.

"Evie?" Głos Nadii wyrwał mnie z zamyślenia. "Nasza kolej."

Zaczęliśmy się wspinać. W połowie drogi usłyszałem znajome głosy.

"Spójrz na tego odpada," mówiła Zoey. "Udaje, że jest jakimś wojownikiem."

"Nauczymy ją podczas sparingu," odpowiedział inny głos.

Moja ręka zadrżała i prawie straciłem uchwyt.

"Zignoruj ich," powiedziała stanowczo Nadia, sięgając, by mnie ustabilizować. "Skup się na tym, co robimy."

"Dam radę," spojrzała mi w oczy. "Prawda?"

"Tak," skinąłem głową, zaskoczony własną pewnością siebie. "Dam radę."

Te słowa mnie zaskoczyły. Kiedy zacząłem składać obietnice ludziom?

Może dlatego, że jest tego warta, mój wilk powiedział cicho. Wszyscy inni traktują cię jak śmiecia, ale ona nie uciekła.

Przeszliśmy przez siatkę. Nie jako najszybszy zespół, ale zrobiliśmy to. Razem.

Po raz pierwszy od dawna poczułem, że mogę naprawdę gdzieś należeć.

"Świetna robota, wszyscy!" Głos Delty Griffina rozległ się po polu. "Teraz ostatni segment - sparing bojowy."

Rozległy się podekscytowane rozmowy. Sparing był ulubioną częścią wszystkich, a także momentem, kiedy najbardziej uwidaczniały się różnice w umiejętnościach. Mój żołądek się ścisnął - to była najlepsza okazja dla ekipy Acacii, by "legalnie" mnie zranić.

"Te same zasady co zawsze," kontynuował Delta Griffin. "Zwycięstwa przez dotyk, bez nadmiernej siły. Te same partnerstwa - będziecie sparować ze sobą."

Nadia i ja spojrzeliśmy na siebie. Przynajmniej moim przeciwnikiem nie była tym razem Acacia.

"Nie martw się, będę delikatna," zażartowała Nadia.

"Ja też," odpowiedziałem, choć już kalkulowałem, ile umiejętności pokazać.

Lata doświadczeń nauczyły mnie delikatnej równowagi. Zbyt słaby zdobywał pogardę, zbyt silny zapraszał kłopoty. Musiałem walczyć nieco gorzej od przeciwnika - pozwolić mu wygrać, ale nie zbyt wyraźnie, ani nie przegrać zbyt sromotnie.

To było żałosne, ale trzymało mnie przy życiu.

Poszliśmy na wyznaczone miejsce sparingu. Inne grupy wokół nas już walczyły, w tym Elliot i Orion.

"Gotowy?" zapytała Nadia, przyjmując standardową pozycję bojową.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział