Rozdział 8: Udawaliśmy!
Punkt widzenia Evelyn
Potrzebują czegoś, na czym mogliby się skupić, powiedział nagle mój wilk. Czegoś, co przyciągnie ich uwagę.
Rozejrzałam się i zauważyłam platformę do pokazów na środku - około trzy metry wysokości, gdzie instruktorzy zwykle pokazywali techniki. Stamtąd mogłam zobaczyć całe pole.
Wskoczyłam z powrotem w chaos, lawirując między spanikowanymi dzieciakami. Mały Tomek, Bella... te słodkie dzieci wyglądały na przerażone, nie rozumiejąc, co się z nimi dzieje.
Dokładnie tak jak ja, kiedy miałam czternaście lat. Ten strach, kiedy mój wilk obudził się wcześniej - wiedziałam dokładnie, co czuli.
Dotarłam do platformy i wzięłam rozbieg. Moje ręce złapały krawędź i podciągnęłam się, przeskakując na powierzchnię.
"Dzieciaki! Patrzcie tutaj!" krzyknęłam najgłośniej, jak mogłam.
Mój głos rozniósł się po polu, ale tylko kilka dzieci spojrzało w górę. Większość nadal biegała dziko.
Potrzebujemy czegoś mocniejszego.
Wtedy sobie przypomniałam - podczas sesji treningowych zawsze używałam specyficznego gwizdka, żeby ich zebrać. Nasz sygnał "zbierzcie się".
Przyłożyłam palce do ust i mocno zagwizdałam.
Ostry dźwięk przeciął hałas. Kilka dzieci przestało robić, co robiło, rozglądając się zdezorientowane.
Zagwizdałam ponownie, dłużej i głośniej tym razem.
"To Evelyn!" nagle krzyknęła dziewczynka.
Więcej dzieci przestało i zaczęło szukać, skąd pochodzi dźwięk. Kiedy zobaczyły mnie na platformie, rozpoznanie błysnęło w ich oczach.
"Evie?" Mały chłopiec spojrzał na mnie, łzy spływały mu po twarzy.
"Tak, to ja." Mówiłam łagodnie, ale stanowczo. "Podejdźcie tutaj, wszyscy."
Niektóre dzieci zaczęły niepewnie zbliżać się do platformy, ale wiele nadal panikowało.
"Słuchajcie," podniosłam głos, żeby wszyscy mogli usłyszeć. "Wiem, że teraz jesteście przestraszeni."
Kucnęłam, żeby wyglądać mniej groźnie. "Pamiętacie to ćwiczenie oddechowe, które was uczyłam?"
To była podstawowa rzecz, którą im pokazywałam podczas regularnych treningów - jak kontrolować oddech, kiedy się denerwują.
"Pamiętamy..." kilka dzieci odpowiedziało cicho.
"Dobrze. Zróbmy to razem." Zaczęłam demonstrować. "Głęboki wdech... jeden, dwa, trzy, cztery... teraz wypuśćcie powoli... jeden, dwa, trzy, cztery..."
Niektóre dzieci zaczęły mnie naśladować. Ich ruchy były jeszcze chwiejne, ale przynajmniej teraz zwracały uwagę.
"Świetnie. Zróbmy to jeszcze raz. Wdech... i wydech..."
Więcej dzieci dołączyło. Ich oddechy zaczęły się stabilizować, a szalona energia w powietrzu zaczęła się uspokajać.
Ale kilka dzieci nadal traciło kontrolę, w tym ten siedmioletni chłopiec, który niszczył sprzęt.
"Tomek," zwróciłam się do niego bezpośrednio. "Spójrz na mnie."
Przestał machać drewnianym kijem i spojrzał na mnie, zdezorientowany. Jego oczy były czerwone od płaczu.
"Pamiętasz, jak w zeszłym tygodniu powiedziałeś mi, że chcesz być najsilniejszym wojownikiem?"
Pokiwał głową.
"Prawdziwi wojownicy nie niszczą rzeczy. Kontrolują swoją moc. Myślisz, że dasz radę?"
Tomek zawahał się, a potem energicznie pokiwał głową.
"To rzuć to, co trzymasz, i podejdź tutaj." Wyciągnęłam rękę.
Spojrzał na kij, rzucił go na bok i powoli podszedł do platformy.
Pozostałe niepewne dzieci zobaczyły Tommy'ego i zaczęły odkładać swoje prowizoryczne bronie, zbierając się wokół mnie.
Wkrótce większość dzieci była zgromadzona wokół platformy, patrząc na mnie. Wciąż przestraszone, ale ufające.
"Jesteście wszyscy dzielnymi małymi wojownikami," powiedziałam, czując ciepło rozchodzące się po mojej piersi. "To, co się dzisiaj wydarzyło, było straszne, ale przetrwaliście."
"Evie," zaszlochała mała dziewczynka. "Czy zrobiliśmy coś źle?"
"Nie ma mowy. Nic nie zrobiliście źle." Mój głos był stanowczy. "To nie wasza wina. Teraz wszyscy się uspokójmy, dobrze?"
"Usiądźcie wszyscy." Dzieci usiadły po turecku na ziemi.
"Zamknijcie oczy i pomyślcie o swoim ulubionym miejscu. Może o swoim przytulnym łóżku w domu, albo o tym, jak mama was przytula..."
Ich oddech stał się równomierny. Przemocna atmosfera zaczęła zanikać.
Spojrzałam w stronę Nadii - obserwowała z boku, oczy pełne podziwu. Pokazała mi kciuk do góry, a ja uśmiechnęłam się w odpowiedzi.
Kryzys wydawał się zakończony. Dzieci wszystkie się uspokoiły. Wciąż zmęczone i zdezorientowane, ale już nie poza kontrolą.
Właśnie miałam zejść, gdy to poczułam. Oczy na mnie. Wiele oczu.
Spojrzałam w stronę wejścia.
Mój uśmiech zniknął natychmiast.
Wszyscy przywódcy stada stali tam - Alfa Adam, Luna Isabella, Delta Griffin, Gamma Thomas... i pięciu chłopców.
Po prostu nas obserwowali w ciszy.
Kiedy oni tu przyszli? Serce zaczęło mi bić szybciej.
Dzieci również zauważyły przywódców i znów się zdenerwowały. Niektóre z maluchów zaczęły płakać.
"Nic się nie stało," szybko ich uspokoiłam. "Nie bójcie się."
Musiałam wyjaśnić, co się stało. Krawędź platformy była śliska - prawdopodobnie od wody, którą jedno z dzieci wylało wcześniej. Nie zauważyłam i zrobiłam krok do przodu, przygotowując się do skoku.
Wtedy moje stopa się poślizgnęła.
Cholera!
Całkowicie straciłam równowagę. Platforma była dziesięć stóp nad ziemią - to miało boleć. Zamknęłam oczy, przygotowując się na uderzenie.
Ale ono nigdy nie nadeszło.
Zamiast tego, silne ramiona mnie złapały.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam głębokie zielone oczy. Magnus trzymał mnie, jego twarz była o cale od mojej. Czułam jego oddech.
"Wszystko w porządku?" zapytał, głosem niskim i zaniepokojonym.
Zdałam sobie sprawę, że trzyma mnie na rękach jak pannę młodą. Moja twarz zrobiła się gorąca. "Ja... jestem w porządku. Dzięki."
Ostrożnie postawił mnie na ziemi, upewniając się, że stoję stabilnie, zanim mnie puścił.
Wtedy cały plac treningowy wybuchł okrzykami radości.
"Tak!!!"
"To było niesamowite!"
"Evie jest super!"
Patrzyłam na dzieci w szoku. Te, które przed chwilą były "poza kontrolą", teraz skakały radośnie, przybijając sobie piątki. Nawet "nieprzytomne" dzieci siedziały, uśmiechając się psotnie.
"Co do..." byłam oszołomiona.
"Przepraszamy, Evelyn!" Kilka dzieci podbiegło. "Tylko udawaliśmy!"
"Udawaliście?" wciąż nie mogłam tego przetrawić.
"Alfa Adam nas o to poprosił!" Bella podskoczyła. "Powiedział, żeby sprawdzić, kto potrafi nas uspokoić!"
Mój mózg w końcu nadążył. Dlatego ich "szał" wyglądał na prawdziwy, ale nigdy nie zrobili sobie krzywdy. Dlatego "nieprzytomne" dzieci upadły w bezpieczne miejsca. Dlatego sprzęt został zniszczony tak perfekcyjnie.
To wszystko było ustawione.
