Rozdział 1

Punkt widzenia Loli

— Ja, Grayson Dawson, Alfa Moonlit Pack, odrzucam ciebie, Lola Ashton, jako swoją partnerkę i Lunę tej watahy — usłyszałam głos Graysona tuż przy uchu, a po lewym policzku spłynęła pojedyncza łza, gdy poczułam, jakby ktoś wyrywał mi serce z piersi.

Dlaczego ja? Dlaczego to zawsze ja jestem po tej złej stronie? Co takiego zrobiłam, że na to zasłużyłam? Chciałam na niego wrzeszczeć, krzyczeć. Jestem jego partnerką, jego przeznaczeniem, a on mnie odrzuca, bo jestem cherlakiem w stadzie? Kolejne łzy popłynęły po moich policzkach, a ja zobaczyłam, jak uśmiecha się na widok mojego nieszczęścia.

— Ja, Lola Ashton, przyjmuję… — nie zdążyłam dokończyć zdania, zanim chwycił mnie za gardło i zawisłam w powietrzu, a on warknął mi prosto w twarz. Jego oczy zmieniły już kolor, więc wiedziałam, że to jego wilk przejął kontrolę.

— Nie odrzucisz mnie, szmato. Należysz do mnie i to ja ci mówię, co masz robić i kiedy — spoliczkował mnie, a potem cisnął mną o ziemię.

Z trudem łapałam oddech, a łzy spływały po mojej twarzy bez żadnej kontroli. Nie powinnam się była urodzić, nie zrobiłam nic, żeby zasłużyć na to wszystko.

Jasmine zawyła z bólu w mojej głowie, a ja zgięłam się w pół, obejmując się za klatkę piersiową. Chcę tylko, żeby to się skończyło, żeby było już po wszystkim, może kiedy umrę, ten cały ból wreszcie zniknie.

Usłyszałam kpiący śmiech nad sobą i podniosłam wzrok, by zobaczyć Freyę. Freya jest córką obecnego Bety i przyszłą Luną. Jest wszystkim tym, czym ja nie jestem — ma piękne, niebieskie oczy, lśniące blond włosy, zabójcze ciało, promienną skórę, jest silna i skrajnie podła.

Stała tam ze swoimi przybocznymi, patrząc na mnie z czymś, co wyglądało jak litość. Nie potrafiłam dokładnie określić, co kryło się w jej spojrzeniu. Nagle roześmiała się i kopnęła mnie w brzuch. Szarpnęła mnie za włosy i spoliczkowała, przez co znów upadłam na podłogę.

— Naprawdę myślałaś, że możesz być Luną? Że Grayson wybierze ciebie zamiast mnie? Jesteś tylko bezwartościową suką, której nikt nigdy nie pokocha, przynosisz pecha i nieszczęście wszystkim wokół. Jesteś dziwką, która umrze sama, bo nikt nie będzie chciał z tobą być — wypluła mi te słowa prosto w twarz, po czym kopnęła mnie obcasem w żebra.

Nie mogłam nic powiedzieć, bo uznano by to za niegrzeczne, a to tylko pogorszyłoby moją karę. Jej przyboczne trzymały mnie, kiedy ona raz za razem wymierzała mi policzki i uderzała pięścią w brzuch.

Śmiała się jak szalona, gdy ja krzyczałam z bólu, a łzy płynęły po moich policzkach. Kiedy skończyła ze mną, cisnęła mną o ziemię, przez co uderzyłam głową.

Jasmine milczała w mojej głowie, zawsze stara się zabrać ode mnie cały ból, ale te znęcania nigdy się nie kończą. Przez osiem lat miałyśmy nadzieję, że w końcu znajdziemy naszego partnera, naszą jedyną prawdziwą miłość zesłaną przez Boginię Księżyca, i że on pokocha nas bezwarunkowo — po to są przecież partnerzy. Naprawdę wierzyłyśmy, że uwolnimy się z tego niewolnictwa, ciągłych drwin i przemocy, ale teraz wszystko poszło na marne.

To całe cierpienie zaczęło się osiem lat temu, kiedy moi rodzice, ówczesny Alfa i Luna Moonlit Pack, zginęli w ataku łotrów, a całą winę zrzucono na mnie. Miałam wtedy zaledwie dziesięć lat, nie wiedziałam, co tak naprawdę się stało — w jednej chwili rozmawiałam z mamą i tatą wesoło, a w następnej zniknęli, zanim zdążyłam mrugnąć.

Stado obwiniło mnie i odebrało mi moce Alfy, nie mogli pozwolić, by zdrajca nimi rządził. Do dziś wciąż nie wiem, co zrobiłam źle, nie wiem, co poszło nie tak, po prostu musiałam przyjąć na siebie cały ciężar, bo obecny Alfa, który był Betą mojego ojca, tak powiedział.

Zdegradowano mnie do Omegi, najniższej rangi dla każdego wilka, największej zniewagi dla wilka wysokiego szczebla. W młodym wieku stałam się niewolnicą stada, wszyscy ludzie, którzy byli dla mnie mili, stali się moimi wrogami i traktowali mnie jak śmieć.

„Jasmine, tak mi przykro, że muszę nas przez to wszystko prowadzić, gdybym tylko nie była taka słaba, gdybym tylko potrafiła się za nas postawić. Wiem, że zawsze pragnęłaś swojego partnera, tak mi przykro, Jas” – płakałam przez naszą więź umysłu.

„To wcale nie jest twoja wina, Lola, przepraszam, że nie mogę lepiej cię chronić. Gdybym tylko potrafiła się przemienić i zabrać cały twój ból” – wyszeptała Jasmine żałośnie w mojej głowie.

Nikt nigdy nie widział Jasmine, ja sama spotkałam ją tylko raz i to jeszcze zanim Mama i Tata odeszli. Jest czysto białym wilkiem ze złotymi oczami. Jest bardzo piękna, ale Mama i Tata mówili, że muszę ją trzymać w ukryciu, nigdy nie powiedzieli dlaczego.

Wiedziałam, że jestem wyjątkowa, Mama zawsze nazywała mnie „swoim wyjątkowym małym wilkiem”. Inni dostawali swojego wilka w wieku szesnastu lat, Alfy w wieku czternastu, ale ja miałam Jas, odkąd skończyłam osiem lat, i poza tym nigdy nie widziałam nikogo z czysto białym wilkiem i złotymi oczami.

Wszyscy myśleli, że nie mam wilka i z tego powodu na mnie patrzyli z góry. Nie byłyśmy w stanie się przemienić, nawet gdybyśmy chciały, bo nie miałyśmy na to siły. Ledwo mamy co jeść, a lanie, jakie dostajemy każdego dnia, wystarczyłoby, żeby osłabić każdego wilka. Dziwi mnie, że Jasmine wciąż jest ze mną.

Nagle poczułam ogień w podbrzuszu i krzyknęłam z bólu, ludzie przechodzili obok, ale nikt nie zwrócił na mnie uwagi, nikogo nie obchodziło, czy umrę, oni właściwie chcieli, żebym umarła.

Jasmine zawyła z bólu w mojej głowie, gdy cierpienie dziko rozlało się po każdej żyle mojego ciała, i wiedziałam, że Grayson już się zabawia z Freyą. Dlatego nie pozwolił mi go odrzucić, wiedział, że będę cierpieć, jeśli będzie z inną kobietą niż ja, a po moich policzkach znów zaczęły płynąć świeże łzy.

Słabo podniosłam się i ruszyłam w stronę mojego pokoju w zimnej piwnicy, ból nie ustawał, tylko się nasilał. Ledwo widziałam, dokąd idę, i dwa razy się potknęłam. Chciałam się zwinąć w kłębek i umrzeć, czułam, jakby lawa płynęła w moich żyłach. Zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania i położyłam się na kamiennym posłaniu, na którym zawsze śpię.

Ból stopniowo zelżał, a Jasmine ucichła w mojej głowie. Była bardzo smutna, ja też byłam bardzo smutna. Chciałam tylko być dla kogoś wyjątkowa, nie pragnęłam wiele.

Wiedziałam, że muszę jakoś uciec z tego piekła, znosiłam to wszystko tylko ze względu na myśl o partnerze, ale skoro nie ma tu już dla mnie nic, muszę odejść.

Koronacja Graysona i Freyi na nowego Alfę i Lunę jest jutro wieczorem, muszę się stąd zabrać. Jasmine i ja zasługujemy na coś lepszego i muszę jej to dać.

Trzymaj się, Jasmine, wyciągnę nas stąd tak szybko, jak tylko się da, obiecuję – powiedziałam do Jasmine i usłyszałam jej ciche skomlenie, potwierdzające moje słowa, gdy odpływałam w sen.

Następny Rozdział