Mściwy kumpel Alfy Cameron

Godzinę później usłyszałam wystrzały fajerwerków i dowiedziałam się, że jest już północ. To, że urządzają fajerwerki na imprezę z okazji wejścia w dorosłość, jest niedorzeczne — i właśnie dlatego prawie nie mają już pieniędzy. Kompletnie nie mają do nich głowy. Jakby pojęcie planowania budżetu było im zupełnie obce. Mój telefon brzęczy, więc sprawdzam go i widzę powiadomienie z banku, że wszystkie środki zostały przelane na moje konto, oraz prośbę, żebym jutro się z nimi skontaktowała, jeśli będę czegoś potrzebować.

W końcu wstałam, otrzepałam się i pobiegłam z powrotem do domu watahy, prosto do swojego pokoju. Poszłam do łazienki i wzięłam prysznic, po czym ubrałam koszulkę do spania i majtki. Leżałam w łóżku, czekając, aż w domu zapadnie cisza, a potem przemknęłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę. Wolno mi jeść, ale nie wtedy, gdy ktoś jest w pobliżu. Mówią, że to dlatego, że jestem zbyt obrzydliwa, żeby na mnie patrzeć, ale tak naprawdę chodzi o to, że Mark i kilku innych chłopaków nie potrafią przestać się na mnie gapić, a to denerwuje ich małą księżniczkę.

Kiedy zrobiłam kanapkę, szybko pobiegłam z powrotem do pokoju, żeby ją zjeść, a gdy skończyłam, znów położyłam się na łóżku i zaczęłam myśleć. Myśli odpłynęły mi do wspomnień o rodzicach i o czasach, kiedy miałam przyjaciół, a życie nie było takie trudne. Marzyłam o tym, że mój partner mnie odnajdzie i zabierze do watahy, w której każdego członka traktuje się jak należy. Zamiast tego utknęłam z pozerem, który chciał się wspinać po drabinie towarzyskiej i nie potrafił myśleć samodzielnie. Chyba i tak uniknęłam z nim kuli. Kto wie, może po prostu próbowałby dorwać się do moich pieniędzy, jak Alfa i Luna. Dostęp do moich środków na pewno zapewniłby mu ich przychylność i pozwoliłby mu być z ich córką. Bez względu na to, jak bardzo Amelia go lubi, wie — tak samo jak ja — że jej rodzice chcą, żeby została sparowana z jednym z Alf albo z ich synów, których zaproszono na jej imprezę. Jest córką Alfy i nikt inny nie będzie dość dobry dla ich małej żmii. Kiedyś modliłam się do Bogini Księżyca, żeby albo nigdy nie miała partnera, albo żeby została sparowana z niskiej rangi demonem. Tak, demony istnieją, i wampiry też, wilkołaki, banshee, czarownice, syreny, wróżki oraz cała masa innych istot, ale się nie mieszamy. Każdy w zasadzie trzyma się własnego gatunku, chociaż w historii zdarzały się przypadki, gdy ktoś został sparowany z kimś z innego gatunku. To bardzo rzadkie, ale się zdarzało.

Ustawiłam budzik tak, by obudzić się wyjątkowo wcześnie, zjeść śniadanie, zanim wszyscy wstaną, i pójść pobiegać. Kiedy budzik był już nastawiony, pomodliłam się do Bogini Księżyca, by zapewniła mi bezpieczną drogę ucieczki stąd, i miałam nadzieję, że nikt mnie nie złapie, zanim dotrę do granicy. Moja torba sportowa była już spakowana i gotowa. Gdy dotrę do miasteczka, spotkam się z prawnikiem, żeby odebrać dokumenty i kartę bankową, a potem będę musiała znaleźć gdzieś miejsce do życia. Może trochę po podróżuję, zanim gdzieś osiądę. Opuszczenie tego miejsca zrobi ze mnie wyrzutka, więc będę musiała uważać i dopilnować, żebym nie weszła na terytorium innej watahy. Ostatnie, czego mi trzeba, to wyrwać się z tego piekła tylko po to, by zostać więźniem w kolejnej watasze.

Następnego ranka obudziłam się o czwartej i zeszłam na dół do kuchni. Śniadanie przygotowywali kateringowcy, więc nie musiałam się martwić gotowaniem, ale musiałabym sprzątać, kiedy wszyscy się obudzą. Ich problem — bo ja planowałam, że będę już wtedy bardzo daleko. Najpewniej będą wstawać późno przez całe to wczorajsze imprezowanie i picie. Zamierzałam to wykorzystać i uciec, kiedy będą spać, a patrole nie będą tak trudne do ominięcia przez zmiany warty.

Po śniadaniu poszłam do lasu i kiedy znalazłam się wystarczająco głęboko między drzewami, rozebrałam się do naga i przemieniłam w moją srebrną wilczycę. Przeciągnęła się, po czym ruszyła przez las jak błyskawica. Oddałam jej pełną kontrolę, gdy przebiegła kilka okrążeń, a potem dotarła na polanę i przemieniłam się z powrotem w człowieka. Leżąc nago na trawie, chłonęłam pierwsze poranne promienie. Wiatr powiewał, a trawa wokół mnie łaskotała mnie po bokach. Jeszcze kilka minut spokoju, a potem wstałam, znów przemieniłam się w wilka i ruszyłam z powrotem do ubrań.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział