Rozdział 1

POV Cassandry**

Zanim zapał w sypialni w końcu ustąpił, minęły pełne dwie godziny.

Odgłos bieżącej wody odbił się echem z łazienki, i leżałem rozciągnięty na tym masywnym antycznym łóżku z baldachimem przez solidne pięć minut, zanim zdążyłem nawet zebrać siłę do poruszania się.

Biorąc głęboki oddech, ciągnąłem się na drżące nogi i poszedłem odzyskać moją jedwabną koszulę nocną rozrzuconą po dywanie damascene.

Aleksander był dziś szczególnie trudny. Boże, moja głowa ciągle się kręciła.

Zaledwie pół godziny temu kazał mnie mocno przypiąć do aksamitnego materaca, te zimne, potężne ramiona zamknięte wokół mojej talii jak żelazne kajdany. Jego uderzenia były brutalne i głębokie, każdy z nich precyzyjnie uderzał w to wrażliwe miejsce, sprawiając, że całe moje ciało drżało. Kontrast między jego zimną temperaturą a moją płonącą skórą był szalony, a kiedy ta przytłaczająca przyjemność rozbiła się na mnie jak fala pływowa, jego palący język prześledził moją szyję, zanim nie mógł dłużej powstrzymać - te śmiertelne kły pojawiły się i przebijały się przez moją delikatną skórę.

Oszałamiające uczucie utraty krwi zmieszane ze szczytem stymulacji sensorycznej sprawiło, że byłem zdolny do niczego poza złamanymi kapryśkami, całkowicie zniechęconymi pod nim.

Teraz strasznie bolało mnie wnętrze ud, a po boku szyi — gdzie pozostały dwa płytkie, świeżo wyleczone ślady ugryzień — wciąż czuł się tępy, pulsujący ból.

To była cena, którą zapłaciłem za bycie jego ekskluzywnym workiem krwi i żoną.

Kilkakrotnie drżałem koronkowymi krawatami mojej koszuli nocnej, nie mogąc ich zapiąć, moje palce wciąż drżały niekontrolowanie.

Wkrótce drzwi łazienki otworzyły się i wyłonił się Aleksander.

Był wysoki i imponujący, o smukłej, ale dowodzącej budowie, jego rysy tak rzeźbione, że mógł zostać wyrzeźbiony przez samego Michała Anioła. Jako stworzenie nocy, jego skóra nosiła tę chorą, ale hipnotyzującą bladość, unikalną dla jego rodzaju.

Świeży po prysznicu, czysty biały ręcznik wisiał luźno wokół jego talii, a krople wody prześledziły jego marmurowe, zdefiniowane mięśnie brzucha, zanim zniknęły pod krawędzią ręcznika.

Kiedy zauważył, że wciąż stoję nago przy łóżku, jego ciemnoniebieskie oczy lekko zwężyły się, a jego ostre brwi bruzdały się tylko ułamek.

Nie spojrzałem na niego ponownie, tylko trzymałem głowę w dół, kontynuując walkę z tym przeklętym koronkowym krawatem.

„Serena zostanie jutro wypuszczona z sanatorium”.

Przeszedł obok mnie, przynosząc ze sobą zimną, uciążliwą falę zapachu drzewa cedrowego i nagle przemówił. „Pójdziesz do posiadłości św. Cecylii, żeby ją odebrać. Obiecałem już twojej matce, że może zostać w naszej posiadłości przez jakiś czas, dopóki jej żądza krwi nie ustabilizuje się całkowicie.

Moje ręce zamarły w trakcie ruchu.

Odwróciłem głowę, patrząc na mężczyznę przede mną z niedowierzaniem.

To był mój dwuletni mąż — Alexander, najpotężniejszy władca wampirów Nowego Jorku i dyrektor generalny najbardziej wpływowego konglomeratu inwestycyjnego na Wall Street.

A Serena, kobieta, o której wspomniał, była moją przyrodnią siostrą.

Kiedy miałem pięć lat, zgubiłem się w Central Parku na Manhattanie. Podczas gdy moja biologiczna matka szukała mnie gorączkowo przez trzy dni i noce, ojczym skorzystał z okazji, by zabrać do domu złotowłosą, niebieskooką dziewczynkę, która wyglądała jak idealna porcelanowa lalka - Serena. Zastąpiła mnie, stając się najbardziej ukochaną małą księżniczką rodziny. Nawet gdy policja znalazła mnie trzy lata później, stałem się już przezroczystą, niepotrzebną obecnością w tym domu.

Bardziej ironicznie, kiedy Serena skończyła osiemnaście lat, została przypadkowo ugryziona przez nieuczciwego wampira. Aby uratować jej życie, Alexander osobiście dał jej Uścisk. Od tego momentu stała się jedną z klanu krwi, podczas gdy ja pozostałem zwykłym człowiekiem — śmiertelnym, starzejącym się, skazanym na śmierć.

„Chcesz, żeby tu mieszkała?” W końcu znalazłem swój głos, chociaż moje gardło było suche. „Aleksandrze, to jest nasz dom. I... wiesz, że nigdy mnie nie lubiła.

Alexander poszedł do ogromnej garderoby i od niechcenia wybrał czarną jedwabną koszulę do założenia. Jego ruchy były eleganckie i niespieszne, a on nawet się nie odwrócił.

„Cassandra, nie bądź taka drobna”, jego głos był niski, magnetyczny, ale zimny jak lód. „Serena właśnie przeżyła pobudzenie okresu transformacji. Jest teraz bardzo wrażliwa i potrzebuje bezpiecznego schronienia. Poza tym moja krew przepływa przez jej żyłki — muszę wziąć za nią odpowiedzialność.

*Muszę wziąć za nią odpowiedzialność. *

Te słowa przecinają moje serce jak zardzewiałe, tępe ostrze.

A co ze mną? Jestem twoją prawowitą żoną. Każdej nocy niszczysz mnie w łóżku, karmisz się moją krwią, zaznaczasz mnie tym charakterystycznym zapachem zimnego drzewa cedrowego.

Nie musisz brać za mnie odpowiedzialności?

Ale nie wyraziłem tych myśli. Wiedziałem, że w tym małżeństwie nigdy nie miałem prawa negocjować warunków od samego początku.

Dwa lata temu, kiedy firma mojej matki stanęła w obliczu bankructwa, Alexander wkroczył z kapitałem - pod warunkiem, że go poślubię. Ponieważ moja krew niosła rzadki słodki czynnik, który mógł uspokoić jego brutalną naturę starożytnego wampira.

„Rozumiem” - opuściłem oczy, wygładzając koszulę nocną, aby zakryć fioletowo-niebieskie ślady namiętności na moim ciele. „Jutro ją odbieram”.

Alexander wydawał się zadowolony z mojej zgodności. Odwrócił się i podszedł do mnie, a jego wysoka rama całkowicie otacza moją. Wyciągnął rękę długimi, zimnymi palcami, chwytając mnie za brodę i zmuszając mnie do spojrzenia na niego.

„Dobra dziewczyno” - mruknął cichym głosem, a jego spojrzenie migało nutą szkarłatu, gdy pozostawało na śladzie ugryzienia na mojej szyi. Pochylił się, a jego zimne usta delikatnie ocierały się o tę ranę, wywołując mimowolne dreszcze przez moje ciało.

„Twój gust był dziś znakomity, Cassandro. Odpocznij teraz”.

Dzięki temu wypuścił mnie i wyszedł z sypialni. Ciężkie rzeźbione drewniane drzwi zamknęły się za nim tępym uderzeniem.

Po raz kolejny byłem sam w pokoju. Powietrze wciąż nosiło zapach naszej niedawnej intymności, zmieszany z zimną aurą, którą pozostawił.

Podszedłem do okna sięgającego od podłogi do sufitu i spojrzałem na błyszczące neonowe światła Nowego Jorku.

Jestem Cassandra, ludzka dziewczyna z jasnym uśmiechem i ciepłymi bursztynowymi oczami. Wszyscy moi przyjaciele mówią, że mam wesołą osobowość, jak kalifornijskie słońce.

Ale nikt nie wie, że w tej bogatej gotyckiej rezydencji żyję jak zwierzak uwięziony w złoconej klatce.

Następny Rozdział