Rozdział 1
Dzisiaj miał być ten dzień, kiedy Willow wyjdzie za mąż za Charlesa Lancastera – swojego chłopaka od ośmiu lat.
Zamiast tego znalazła w jego samochodzie koronkowy stanik. Z podejrzanymi białymi plamami.
Każdy dorosły wiedział, co to było. Sperma.
Kiedy ona siedziała u makijażystki i wsuwając się w suknię ślubną, dopinała na ostatni guzik swoje marzenia, jej ukochany pan młody posuwał inną babę na tylnym siedzeniu auta.
Teraz Willow Spencer siedziała sama w pokoju dla panny młodej. Na zewnątrz sala dudniła śmiechem i brzękiem kieliszków. Nie była w stanie wykrzesać z siebie ani cienia uśmiechu.
Czekała cały dzień. Ani jednego słowa wyjaśnienia.
Kroki zbliżyły się. Drzwi się otworzyły.
W progu stanął Charles Lancaster, cuchnący alkoholem, a jednak, cholera, wyglądał obłędnie – idealnie skrojony smoking opinał jego sylwetkę, diabelnie przystojny, charyzma odkręcona na pełen regulator.
Starannie wystylizowane włosy, teraz lekko rozwichrzone po godzinach zabawy, tylko dodawały mu uroku.
– Kochanie – powiedział, a oczy mu rozjaśniały na widok jej wciąż jeszcze w sukni ślubnej. Podszedł i objął ją, jakby przepraszająco.
– Ci ludzie są wykańczający. Przepraszam, że tak kazałem ci czekać. – Ściszył głos, nadając mu chropawy, intymny ton. – Reszta nocy jest już tylko nasza.
Jego rozpalone spojrzenie przywarło do jej ust, kiedy pochylił się, by ją pocałować.
Ułamek sekundy przed tym, jak ich wargi się zetknęły, Willow odwróciła głowę i jego pocałunek trafił w policzek. Na jego czole pojawiła się zmarszczka zdumienia.
– Jest coś, o czym chcesz mi powiedzieć? – zapytała, tonem celowo spokojnym, wypranym z emocji.
Charles zawahał się, po czym na jego twarzy rozlał się powolny, pewny siebie uśmiech.
– Że cię kocham? Po ośmiu latach razem naprawdę jeszcze nie wiesz, co do ciebie czuję?
Rozczarowanie spłynęło po niej jak lodowata fala. Opuściła wzrok. Nadal nie zamierzał o tym wspomnieć.
Biorąc jej milczenie za zgodę, Charles dalej szeptał jej do ucha czułe słówka, a jego dłoń wsunęła się pod suknię, badając jej ciało z oczywistą żądzą.
Willow chwyciła go za nadgarstek i zatrzymała go w pół ruchu.
Po jego twarzy przemknął cień irytacji.
– Co znowu jest nie tak?
Willow przyjrzała się mężczyźnie stojącemu przed nią – jak to możliwe, że po ośmiu latach wspólnego życia czuła się tak, jakby patrzyła na obcego?
– Śmierdzisz alkoholem – powiedziała, łapiąc się wymówki. – Nie lubię tego. Idź się najpierw wykąpać.
Irytacja w oczach Charlesa stopniała, ustępując miejsca czułości. Ujął jej twarz w dłonie, musnął jej usta szybkim pocałunkiem.
– Czyli o to ci chodzi. Dobra, zaraz się ogarnę i wracam. Poczekaj na mnie!
Willow wymusiła uśmiech, patrząc, jak znika w łazience.
Apartament wypełnił szum lecącej wody, a do jej głowy zaczęły wracać wspomnienia.
Ich historia wydawała się bajką. Ona – dziewczyna z przeciętnego, zwyczajnego domu, on – Lancaster, arystokracja biznesu, złote dziecko z okładek.
Na początku była przekonana, że jego zabiegi to zwykła gra bogatego chłopaka, chwilowa zachcianka – dopóki ta „zabawa” nie przeciągnęła się na trzy lata upartego, konsekwentnego adorowania.
Kiedy wreszcie zostali parą, Charles niemal ją ubóstwiał, wszędzie i przy każdej okazji z dumą ogłaszając światu, jak bardzo ją kocha.
Przez całe osiem lat ani razu nie podniósł na nią głosu.
Nie miała pojęcia, co on tak właściwie w niej zobaczył; wolała wierzyć, że to po prostu magia miłości.
Jak ktoś, kto kochał ją tak głęboko, mógł ją zdradzić? Willow nie potrafiła w to uwierzyć. Może ten stanik to po prostu prezent, który dla niej kupił i zapomniał wyjąć z samochodu...
Od rozmyślań oderwał ją odgłos spadających ubrań. Charles w pośpiechu odwiesił marynarkę, która zsunęła się na podłogę.
Willow podniosła ją i wtedy z kieszeni wypadła szminka.
Zamarła, zaciskając palce na gładkim materiale.
Wzięła głębszy oddech, schyliła się po szminkę, przekręciła ją i sprawdziła końcówkę – była wyraźnie używana.
Ten smoking został uszyty na miarę specjalnie na dzisiejszy ślub – Charles miał go na sobie pierwszy raz.
To znaczyło, że szminka trafiła do kieszeni właśnie dziś.
Ból ścisnął jej serce, a obraz przed oczami zamazał się jak za mokrą szybą. Wszystkie pieczołowicie budowane w głowie wytłumaczenia rozsypały się w jednej chwili jak domek z kart.
Po kilku sekundach zdołała się na tyle opanować, by drżącymi dłońmi wsunąć szminkę z powrotem do jego kieszeni.
Kiedy Charles wyszedł z łazienki, ona udawała, że śpi.
– Kochanie? – zawołał cicho.
Gdy nie doczekał się odpowiedzi, westchnął. – Nie mówiłem ci, żebyś na mnie poczekała?
Mruknął z lekkim wyrzutem, ale jej nie obudził, przekonany, że jest wykończona po tych wszystkich szalonych dniach przygotowań do ślubu.
Zamiast tego jego uwagę przyciągnął SMS, od którego na jego twarzy mignął cień wahania, wewnętrznej walki. Po chwili zwłoki sięgnął po marynarkę i po cichu wymknął się z pokoju.
Ledwo zamek kliknął, Willow otworzyła gwałtownie oczy. Odczekała kilka uderzeń serca, po czym wymknęła się za nim na korytarz.
Zobaczyła, jak jakaś kobieta wciąga Charlesa do pokoju gościnnego na samym końcu korytarza.
Pokój należał do Rachel Smith – córki rodu Smithów i przyjaciółki Charlesa z dzieciństwa.
Rachel od zawsze się do niego przyklejała. On powtarzał, że traktuje ją tylko jak siostrę, i Willow, mimo złych przeczuć, dała mu wiarę.
Teraz, przez szparę w drzwiach, prawda rozgrywała się przed jej oczami.
Rachel stanęła na palcach, próbując go pocałować. On odepchnął ją stanowczo, a w jego głosie zabrzmiało ostrzeżenie:
– To moja noc poślubna. Ogarnij się, bo inaczej…
– Charlie – nadąsała się Rachel – w pokoju socjalnym dziś wcześniej wcale nie byłeś taki święty. Gdybyśmy mieli trochę więcej czasu, to moglibyśmy…
Pod lodowatym spojrzeniem Charlesa urwała w pół zdania. Jej dłonie zaczęły wodzić po nim wyzywająco, kiedy osunęła się na kolana, bezwstydnie odsłaniając dekolt.
– Twoja żoneczka jest taka wredna, wyrzuciła cię z sypialni w noc poślubną. Na pewno chodzisz wściekły i niewyżyty. Pozwól, że cię… rozładuję…
Charles patrzył na Rachel z czymś, co wyglądało jak pogarda.
Pomyślał o żonie, która czekała w ich pokoju, i jego twarz całkiem stężała, zesztywniała z chłodu. Chciał tylko przyjść i postawić Rachel do pionu, a ona okazała się aż tak bezczelna.
Słowa odmowy już formowały się wyraźnie na jego wargach, kiedy Rachel rozpięła mu spodnie i wzięła go do ust.
Doskonale wiedziała, jak mu dogodzić. Charles przełknął ślinę, a jego myśli coraz bardziej rozmywały się w rozkoszy.
Poddał się. A mimo to, jakby dla usprawiedliwienia, próbował wyobrazić sobie, że kobieta klęcząca przed nim to Willow, ta, którą wciąż kochał.
Willow z przerażeniem patrzyła, jak jego opór się kruszy. Charles zamknął oczy, szarpnął Rachel za włosy i jęknął z przyjemności.
Wściekłość, obrzydzenie i mdłości uderzyły w nią naraz. Odwróciła się i uciekła z powrotem korytarzem, zanim naprawdę zwymiotuje, z sercem cięższym niż kiedykolwiek wcześniej.
Osiem lat razem – prawie trzy tysiące dni i nocy. Ile razy Charles spał z Rachel? Kiedy to się zaczęło?
Chwile, które kiedyś uważała za błogosławieństwo, teraz ciągnęły ją na dno, topiły w zwątpieniu.
Kiedy tak nalegał, że musi odprowadzić ją bezpiecznie do domu, czy potem pędził prosto w ramiona Rachel?
Kiedy opiekował się nią czule, gdy była chora, czy te troskliwe dotknięcia były już wcześniej „przećwiczone” na ciele innej kobiety?
Była naiwna, dała się wciągnąć w jego bajkę o czystej, idealnej miłości.
Mówił, że ją szanuje, dlatego chce czekać ze współżyciem do ślubu, a ona zapomniała o jednym prostym fakcie: on był mężczyzną, a ciało ma swoje potrzeby, których piękne słowa nie są w stanie zagłuszyć.
Łzy lały się po jej policzkach, zamazując obraz, gdy przyjmowała do siebie tę ohydną prawdę. Charles, który rzekomo kochał ją przez osiem lat, zdradził ją – może dopiero dziś, a może już od lat.
Wróciwszy pod drzwi ich pokoju – albo raczej tego, który za ich pokój uważała – Willow ze zmęczeniem sięgnęła po klamkę.
W następnej sekundzie rozgrzana dłoń zacisnęła się na jej nadgarstku. Zanim zdążyła zareagować, wpadła na twardą, gorącą męską pierś, otulona intensywnym, dusznym zapachem męskości.
Pomyliła pokój!
Dopiero po chwili dotarło do jej świadomości, co się stało.
Podniosła głowę, chcąc się wytłumaczyć, ale było już za późno – rozpalone wargi nieznajomego przycisnęły się do jej ust, dławiąc wszelkie słowa, które mogłaby wypowiedzieć.
