Rozdział 3
Atmosfera zamarła w niezręcznym impasie. Willow milczała, boleśnie świadoma spojrzenia wlepionego w czubek jej głowy.
Każdy nerw w jej ciele był napięty, kiedy w myślach gorączkowo układała wymówki na wypadek, gdyby jednak ją rozpoznał.
– Willow, przywitaj się – syknął Charles, zaciskając jej dłoń z coraz większą siłą.
Otrząsnęła się i zmusiła, by zabrzmieć spokojnie:
– Wujku Sterling.
Po chwili badawcze spojrzenie powoli powędrowało gdzie indziej. W głosie Sterlinga brzmiała jednoznaczna dezaprobata:
– A więc jednak nie jesteś niema.
Willow zesztywniała, po czym szybko zrozumiała, że jedynie zganił ją za brak ogłady. Biorąc pod uwagę jej wcześniejsze milczenie, sama sprowokowała to nieporozumienie.
W duchu odetchnęła z ulgą – Sterling naprawdę jej nie pamiętał.
Kiedy podniosła wzrok, chcąc się wytłumaczyć, podeszło więcej członków rodziny Lancasterów, skwapliwie witając się ze Sterlingiem. Willow przełknęła słowa i ruszyła za Charlesem do środka.
– Mój wujek zawsze taki jest – nawet rodzina się go boi. Nie przejmuj się. I tak nie będziesz go często widywać – pocieszał ją Charles, przekonany, że Sterling ją spłoszył.
Willow tylko skinęła głową, świadoma, jak wiele żalu Charles żywi do Sterlinga.
Choć formalnie był jego wujkiem, Sterling był od Charlesa starszy tylko o pięć lat. To oznaczało, że dopóki Sterling trzymał władzę, Charles – choćby był nie wiadomo jak zdolny – nigdy nie miał szans naprawdę wypłynąć w rodzinie Lancasterów.
Nie chcąc tkwić w cieniu Sterlinga, Charles postanowił iść własną drogą – zaczynał od zera, zaciągając się do pracy, biorąc na siebie niejedno upokorzenie.
Gdy weszli do salonu, kilku starszyzny było już na miejscu.
Na widok Charlesa niemal się na niego rzucili, obsypując go przesadną uwagą, podczas gdy Willow ledwie obdarzyli pojedynczym, zdawkowym spojrzeniem. Jakby wczoraj Charles ożenił się z powietrzem.
Matka Charlesa, Penelope Lancaster, przybyła z ostentacyjnym spóźnieniem, prowadząc przy sobie skromnie wyglądającą Rachel.
– Charles, Rach zatrzymała się w tym samym miejscu co wy. Czemu jej nie przyprowadziłeś? – zganiła syna Penelope, zupełnie ignorując stojącą obok Willow.
Charles zmarszczył brwi.
– Mamo, dzisiejsze rodzinne spotkanie jest dla mnie i Willow – żeby uczcić nasze małżeństwo.
Penelope zbyła jego słowa machnięciem ręki:
– Rach wychowała się razem z tobą. Jest jak twoja siostra. Co złego w tym, że weźmie udział w rodzinnym spotkaniu?
Pociągnęła Rachel, sadzając ją po prawej stronie Charlesa.
– Chodź, Rach, usiądź obok Charlesa.
Wszystkie spojrzenia w pokoju zwróciły się w ich stronę. Wszyscy wiedzieli, że Rachel od dziecka była blisko Charlesa, a z wiekiem coraz bardziej się do niego przywiązywała. Gdyby nie Willow, to Rachel byłaby wczoraj panną młodą.
Teraz, gdy Rachel siedziała tuż przy Charlesie, aż trudno było stwierdzić, która z nich tak naprawdę jest jego żoną.
Nawet anielska cierpliwość Willow miała swoje granice. Upokorzenie było nie do zniesienia, zwłaszcza po tym, co wydarzyło się poprzedniej nocy. Widok Rachel u boku Charlesa wywołał w niej mdłości.
Pod czujnym wzrokiem całej rodziny Willow wstała.
– Willow! – warknął Charles, chwytając ją za rękę, czując wyraźną satysfakcję innych. – Wiem, że to nie na miejscu, ale wszyscy patrzą… proszę, usiądź. Później cię przeproszę.
Willow opuściła wzrok prosto na rozczulone, „sarnie” spojrzenie Rachel – jakby to ona była tu pokrzywdzona.
– Willow, jeśli czujesz się nieswojo, to ja mogę… – zaczęła Rachel, udając, że chce wstać.
Willow natychmiast usiadła z powrotem, posyłając jej lodowate spojrzenie.
– A więc jednak dostrzega pani niestosowność tej sytuacji, pani Smith.
Początkowo zamierzała po prostu się przesiąść, ale pewność siebie Rachel zmieniła jej zdanie. Gdyby odeszła teraz, czyż nie zrobiłaby im dokładnie tej przysługi, na jaką liczyli?
Wyrachowana odpowiedź Willow zostawiła Rachel stojącą jak kołek, w niezręcznym zawieszeniu – ani usiąść z powrotem, ani odejść z klasą.
Gdy cała uwaga skupiła się na niej, Rachel spojrzała błagalnie na Penelope.
Penelope natychmiast zrugała Willow:
– Rachel wychowała się razem z Charlesem. Jeśli nawet jej nie potrafisz zaakceptować, to co – Charles ma już do końca życia nie podnosić wzroku na żadną inną kobietę?
Oskarżenie było aż nadto czytelne: Willow brakowało wielkoduszności.
Willow odpowiedziała tonem z pozoru uległym:
– Mamo, skoro to spotkanie rodziny Lancasterów, to jeśli pozostali starsi członkowie zechcą uznać Rachel za część naszej rodziny, może usiąść, gdzie tylko zechce.
Unosząc lekko podbródek, dodała:
– Sama chętnie ustąpię jej miejsca, bez słowa skargi.
Pozostali krewni, którzy przyszli raczej „pooglądać teatrzyk” niż się w cokolwiek angażować, milczeli jak zaklęci.
Twarze Penelope i Rachel wyraźnie pociemniały.
Charles zmarszczył brwi. Wyraźnie prosił Willow, żeby dziś nie robiła scen.
– Willow…
Nie zdążył dokończyć, bo od strony wejścia rozległ się szmer poruszenia.
Do sali wszedł Sterling, otoczony przez służbę. Od razu wyczuł napiętą atmosferę; jego wzrok padł najpierw na niezręcznie stojącą Rachel, potem przesunął się na Charlesa i Willow. Jego twarz stężała.
– Peter, proszę wyprowadzić wszystkich, którzy nie należą do rodziny Lancasterów – polecił chłodno.
Na te słowa lokaj natychmiast podszedł do Rachel.
– Pani Smith, proszę za mną.
Rachel nie śmiała sprzeciwić się Sterlingowi, więc, cała spalona wstydem, poszła za Peterem.
Willow odetchnęła z ulgą i rzuciła Sterlingowi krótkie, wdzięczne spojrzenie. Celowo czy nie, wyrzucenie Rachel zdjęło jej z ramion potężny ciężar.
Sterling zajął miejsce u szczytu stołu. W sekundę w całym pomieszczeniu dało się wyczuć niewidzialną presję.
– Ster… – zaczęła Penelope, z wyraźnym poczuciem winy.
Sterling uciął ją lodowatym tonem:
– Penelope, wiesz, że nie znoszę wracać do domu w sam środek awantury.
Mówił cicho, ale jego głos niósł się w każdy kąt pokoju:
– Tym razem przymknę na to oko. Niech to się więcej nie powtórzy.
Penelope spuściła głowę i przytaknęła bez protestu.
Rodzinny obiad oficjalnie się rozpoczął. Służący właśnie skończyli podawać dania, a wszyscy czekali, aż Sterling pierwszy sięgnie po sztućce.
W ciszy rozległ się dźwięk telefonu Charlesa.
Siedząca obok niego Willow zerknęła na ekran i zobaczyła imię Rachel. Charles przeprosił i wyszedł, żeby odebrać.
W słuchawce Rachel łkała, że utknęła w połowie drogi w dół góry, nie może złapać taksówki i błaga, żeby Charles sam przyjechał i ją odwiózł.
Charles westchnął.
– Nie mogę wyjść. Wyślę po ciebie kierowcę.
Rachel dalej szlochała:
– Charlie, tak mnie boli kręgosłup, nogi mam jak z waty… Boję się, że kierowca się domyśli…
Charles nagle przypomniał sobie wczorajsze „atrakcje” i poczuł ulgę, że Willow wcześniej niczego nie zauważyła.
– Dobrze. Poczekaj na mnie.
Rozłączył się i wrócił do Willow.
– Muszę zjechać na dół w pewnej sprawie. Później po ciebie wrócę.
Willow zachowała kamienną twarz.
– Po prostu niech kierowca odwiezie mnie do domu.
To jej idealnie pasowało – musiała kupić tabletkę „dzień po”, a Charles nie mógł się o tym dowiedzieć.
Charles przytaknął i pospiesznie wyszedł.
Kiedy rodzinne spotkanie dobiegło końca i wszyscy się rozeszli, Willow została z tyłu, próbując zamówić przejazd w aplikacji.
Nie mogła dopuścić, by którykolwiek z Lancasterów – włącznie z ich kierowcami – dowiedział się, że potrzebuje tabletki po stosunku.
Ale posiadłość Lancasterów leżała na kompletnym odludziu i mimo że trochę poczekała, żaden kierowca nie przyjął zlecenia. Kierowcy rodziny Lancasterów zostali wysłani w inne miejsca.
Obolała, z ciężkim ciałem i jeszcze cięższymi myślami, Willow pogodziła się z tym, że będzie musiała zejść z góry pieszo, gdy tuż przed nią zatrzymał się znajomy Bentley.
