Rozdział 5
Po długiej chwili Charles w końcu odpowiedział: "Dlaczego nagle zainteresowałaś się pracą? Czy nie uzgodniliśmy, że będę się tobą opiekował przez całe życie?"
Uklęknął przed Willow, trzymając jej ręce. Jego ton był lekki, ale nie mógł spojrzeć jej w oczy.
Willow lekko zmarszczyła brwi. "Co złego w tym, że chcę pracować? Kiedy jesteś w biurze, mogłabym być z tobą."
"Willow, wiesz, że nie lubię, gdy inni mężczyźni na ciebie patrzą," odpowiedział Charles, powtarzając swoje zwykłe wymówki.
Gorycz narosła w jej gardle, gdy wyrwała ręce z jego uścisku. "Ale to w porządku, że ty jesteś wśród innych kobiet?"
Charles spojrzał na nią z uśmiechem. "Jesteś zazdrosna?"
Kiedy Willow milczała, usiadł obok niej i kontynuował: "Rachel dorastała ze mną. Jest dla mnie jak siostra. Moja mama czuje to samo - nie ma w tym nic więcej."
Nawet teraz bronił Rachel. Może nadal myślał, że Willow go zawstydziła swoim "wybuchem" podczas lunchu.
"Po prostu chcę pracować," powiedziała stanowczo. "Jeśli uważasz, że posada sekretarki nie jest odpowiednia, mogę znaleźć coś sama."
Charles przyglądał się jej zdezorientowany. Willow wspominała wcześniej o chęci pracy, ale nigdy z taką determinacją jak dziś.
"Coś się stało? Potrzebujesz pieniędzy? Ile?" Wstał i wyjął kartę. "Tu jest milion dolarów. Użyj na razie, a jeśli będziesz potrzebować więcej, powiedz mi."
Willow patrzyła na kartę bankową. Nie mogła zaprzeczyć, że Charles zawsze był hojny, ale już mu nie ufała.
"To nie tylko o pieniądze," powiedziała cicho. "Chodzi o godność."
"Godność?" Charles zmarszczył brwi. "Czy nie szanowałem cię wystarczająco przez te wszystkie lata?"
Z wyjątkiem powstrzymywania jej od pracy, zazwyczaj spełniał jej większość próśb.
"Ty mnie szanujesz," odpowiedziała Willow. "Ale co z twoją rodziną?"
Charles zamilkł.
"Willow..." próbował ją uspokoić jak zawsze.
Przerwała mu. "Nie lubią mnie, bo myślą, że nic nie mam do zaoferowania. Że jestem pasożytem żyjącym na twój koszt. A prawdę mówiąc, dokładnie tym byłam."
"To nie tak. To był mój wybór," wyjaśnił Charles, czując jej powagę. "To ja nie chciałem, żebyś pracowała."
Willow spojrzała na niego, ironia zalewała ją. Może to była prawda, ale przed jego rodziną nigdy jej nie bronił.
"Po prostu chcę cię poinformować, że od jutra będę szukać pracy."
Widząc jej determinację, Charles niechętnie się zgodził.
Tej nocy Willow użyła wymówki przygotowania CV, by spać w gabinecie. Charles, zaniepokojony, że ślady na jego ciele zostaną odkryte, nie protestował.
Minęło kilka dni, a CV Willow znikały w próżni bez odpowiedzi. Charles monitorował jej postępy w poszukiwaniu pracy i wielokrotnie namawiał ją do rezygnacji.
Willow nie była zaskoczona. Pomimo prestiżowego wykształcenia, roczna przerwa od ukończenia studiów osłabiła jej konkurencyjność. Postanowiła spróbować w mniej znanych małych firmach.
Niespodziewanie, w ciągu kilku godzin od wysłania aplikacji, jedna firma odpowiedziała, zapraszając ją na rozmowę kwalifikacyjną tego popołudnia.
Czas był napięty, ale czas był jedyną rzeczą, której Willow miała pod dostatkiem.
Przyjechała godzinę wcześniej niż zaplanowano. Starannie wybrała tę firmę - choć małą, to znajdowała się w centrum miasta w budynku komercyjnym i wydawała się być wiarygodna.
Jej rozmówczynią była młoda kobieta, która zadawała podstawowe pytania zawodowe, zanim odesłała Willow do domu, by czekała na ich decyzję.
Willow czuła się pewnie co do tej pracy. Wydawało się, że była jedyną kandydatką przesłuchaną tego dnia, a opinie rozmówczyni były pozytywne.
Wszystko zdawało się poprawiać.
Gdy opuszczała budynek, zaczęło mocno padać.
Z przyzwyczajenia Willow zadzwoniła do Charlesa. Dopiero po wybraniu numeru przypomniała sobie, że wszystko się zmieniło - Charles mógł być "zajęty".
Gdy miała już się rozłączyć, odebrał. "Kochanie?" - w jego głosie słychać było zaniepokojenie.
Willow odsunęła na bok swoje podejrzenia. "Masz czas? Właśnie skończyłam rozmowę kwalifikacyjną, pada deszcz i nie mogę złapać taksówki."
Charles zgodził się natychmiast. "Wyślij mi swoją lokalizację. Znajdź jakieś miejsce, gdzie możesz poczekać w środku, żebyś nie zmokła."
Jego instrukcje były takie same jak zawsze, jakby nic się nie zmieniło.
Willow poczuła ukłucie emocji. "Dobrze," odpowiedziała cicho.
Po zakończeniu rozmowy znalazła pobliską kawiarnię i zamówiła kawę, by poczekać.
Czas płynął wolno. Charles powiedział, że przyjedzie za trzydzieści minut, ale minęły już trzy godziny.
Willow ponownie próbowała zamówić taksówkę, ale z powodu deszczu i korków niewielu kierowców przyjmowało kursy.
Gdy jej frustracja rosła, obok niej odezwał się nieznajomy męski głos.
"Hej piękna, czekasz na podwózkę?"
Mężczyzna podszedł do jej stolika, patrząc na nią z zainteresowaniem. Obserwował ją już od jakiegoś czasu - samotna kobieta w deszczowy dzień, ciągle sprawdzająca telefon, lekko przemoczone ubrania. Było jasne, że była uwięziona.
"Gdzie jedziesz? Mogę cię podwieźć," zaproponował, machając kluczami do samochodu.
Willow grzecznie odmówiła. "Dziękuję, ale już znalazłam podwózkę."
Mężczyzna nie ustępował. "Naprawdę? Zobaczmy, ile jeszcze do przyjazdu twojego kierowcy. Przy takim deszczu może to trochę potrwać." Sięgnął po telefon Willow.
Wyraz twarzy Willow stał się chłodny. "Mogę poczekać. Proszę zostawić mnie w spokoju."
Jej eleganckie rysy stwardniały, tworząc lodowate piękno, które natychmiast stworzyło dystans.
Mężczyzna zawahał się, zanim odzyskał pewność siebie, uznając ją za jeszcze bardziej atrakcyjną. "Nie zrozum mnie źle, nie jestem złym facetem, po prostu..."
Kawiarnia miała okna wychodzące na ulicę, więc mężczyzna nie odważył się zrobić nic naprawdę niestosownego. Mimo to ignorował wszystkie odmowy Willow i nie chciał odejść.
Ponieważ nie zrobił nic jawnie obraźliwego, personel kawiarni nie interweniował.
Zdesperowana Willow sięgnęła po telefon, by zadzwonić na policję.
W tym momencie przed kawiarnią zatrzymał się elegancko Bentley.
Blake wysiadł, trzymając parasol dla kogoś za sobą, narzekając pod nosem.
"W taki deszcz mogliśmy to przełożyć. Ta młoda dama jest naprawdę nieodpowiedzialna."
Mówiąc to, zerknął w stronę kawiarni, by zobaczyć, czy kobieta rzeczywiście czekała, jak twierdziła. Zamiast tego, jego wzrok padł na Willow.
"Pan Lancaster, czy to nie jest panna Spencer?"
