Rozdział 6

Wróciwszy do kawiarni, mężczyzna kontynuował swoje niechciane zaloty.

Zirytowana, Willow wstała, żeby znaleźć inne schronienie—jeśli nie mogła go skonfrontować, mogła przynajmniej go unikać.

„Dokąd idziesz? Pozwól, że cię podwiozę!” zawołał, idąc tuż za nią.

Willow zmarszczyła brwi, gotowa odpowiedzieć, gdy cień padł na jej drogę.

Głos Blake'a przeciął napięcie, "Pani Spencer, kim jest ten dżentelmen?"

Spojrzała w górę, by zobaczyć, jak Sterling góruje nad nią, jego wyraz twarzy wyraźnie niezadowolony. Prawdopodobnie zakładał, że zabawia innego mężczyznę zaledwie kilka dni po ślubie z Charlesem.

„Nie znam go,” wyjaśniła. „Czekam tylko na koniec deszczu, a on do mnie podszedł.”

Gdy mówiła, wzrok Sterlinga przesunął się na mężczyznę za nią.

Nieznajomy poczuł się, jakby patrzył w lufę pistoletu, a po jego kręgosłupie przebiegł dreszcz.

Spojrzał pomiędzy Willow a Sterlingiem, po czym zająknął się, „Po prostu zobaczyłem ją czekającą samotnie i pomyślałem, że zaoferuję podwózkę. Skoro się znacie, już sobie pójdę...”

Szybko się wycofał.

Gdy błogosławiona cisza wróciła, Willow podziękowała Sterlingowi wdzięcznie. „Dziękuję, wujku Sterling.”

Pomógł jej znowu.

Sterling poczuł zapach jej słodkich perfum, a nieproszone wspomnienia tamtej nocy zalały jego umysł. Jego oczy na chwilę pociemniały, zanim odzyskał panowanie nad sobą.

„Jeśli nie możesz sobie radzić w takich sytuacjach, niech Charles przydzieli ci kogoś do towarzystwa,” doradził chłodno. „Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby takie sceny były fotografowane i rozpowszechniane.”

Willow doskonale wiedziała, co miał na myśli. „To się nie stanie,” odpowiedziała sztywno. „Niewiele osób wie o moim małżeństwie z Charlesem, więc nawet jeśli ktoś zrobiłby zdjęcia, nie wpłynie to na rodzinę Lancaster.”

Wiedziała, że Penelope jej nie lubi, uważając ją za niegodną Charlesa. Ich ślub został utrzymany w tajemnicy właśnie z tego powodu.

Sterling, przypomniany o tym fakcie, porzucił temat. „Blake, odwieź panią Spencer do domu.”

Blake skinął głową na znak zgody.

Gdy przygotowywali się do wyjścia, ktoś wbiegł do kawiarni.

„Will—” Gloria Brown zauważyła Willow i zaczęła wołać jej imię, ale zauważając Blake'a za nią, szybko zmieniła ton. „O, Willa! Jakie zaskoczenie cię tu spotkać.”

Zwróciła się przepraszająco do mężczyzn. „Panowie Bailey, Lancaster, przepraszam, że na chwilę wyszłam.”

Blake spojrzał między dwie kobiety. „Znacie się?”

Willow pozostała chłodno milcząca.

Gloria uśmiechnęła się promiennie. „Zanim znalazła mnie rodzina Brown, mieszkałam z rodziną Spencer. Pan Spencer był moim ojczymem—kiedyś też byłam Spencer.”

Wyraz twarzy Blake'a stał się skomplikowany.

Kilka dni temu Sterling dał mu rozdarty kawałek materiału. Korzystając z nagrań z monitoringu, łatwo zidentyfikował jego właściciela i zaaranżował dzisiejsze spotkanie.

Nie spodziewał się, że te dwie kobiety będą ze sobą powiązane—jedna będąca żoną Charlesa, a druga...

Spojrzał na swojego szefa, zastanawiając się, jak ta relacja się rozwinie. Oczywiście, Sterling niekoniecznie musiałby się z nią ożenić.

„To było dawno temu,” wtrąciła Willow lodowato. „Przeszłość nie jest warta wspominania.”

„Willa...” Gloria zmarszczyła brwi.

„Nie nazywaj mnie tak.” Głos Willow stał się lodowaty. Bez kolejnego spojrzenia na Glorię, zwróciła się do Blake'a, „Panie Bailey, możemy już iść?”

Blake wyczuł dziwne napięcie między siostrami, ale nie drążył. Odprowadził Willow na zewnątrz.

W kawiarni Gloria podeszła do Sterlinga.

"Między mną a Willą zaszło nieporozumienie. Kiedyś była dla mnie bardzo miła," wyjaśniła. "Proszę, nie myśl o niej źle."

Dodała ostrożnie, "Czy mogę zapytać, dlaczego szukałeś mojej siostry, panie Lancaster?"

Obawiała się, że Sterling mógł odkryć coś na temat tamtej nocy.

Sterling rzucił jej lekceważące spojrzenie. "Sprawy rodzinne Lancasterów."

Jego ton jasno dawał do zrozumienia, że nie powinna zadawać dalszych pytań.

Gloria przyjrzała się jego wyrazowi twarzy, dochodząc do wniosku, że nie połączył faktów. Willa była żoną siostrzeńca Sterlinga—nigdy by jej nie podejrzewał w tym kontekście.

Uspokojona, Gloria się rozluźniła.


Tymczasem deszcz przestał padać, gdy Blake wysadził Willę przy willi.

Po krótkim pożegnaniu Blake odjechał, a Willa weszła do środka, zataczając się. To, co przypisywała irytującemu nieznajomemu, okazało się gorączką.

Po gorącym prysznicu wyszła, aby znaleźć dzwoniącego Charlesa.

"Kochanie, jestem tutaj. Gdzie jesteś?" zapytał.

Na twarzy Willi pojawił się cień gorzkiej ironii. "Właśnie wróciłam do domu."

Charles brzmiał niezadowolony. "Dlaczego nie poczekałaś? Mówiłem, że cię odbiorę."

"Na co miałam czekać?" Willa masowała skronie, wyczerpana.

Głos Charlesa stał się obronny. "Kiedy nie dotrzymałem obietnicy? Jeśli powiedziałem, że cię odbiorę, to bym to zrobił..."

Willa zamknęła oczy, wspomnienia przelewały się przez nią.

Kiedyś, podczas innej burzy, była chora w akademiku i nie mogła jeść. Wspomniała mimochodem, że ma ochotę na ravioli z restauracji kilka przecznic dalej, a Charles przyniósł jej je, mimo ulewy.

Wspomnienie tej troski wciąż ją poruszało.

"Charles..."

Upadając na łóżko, Willa poczuła się wyjątkowo bezbronna, może z powodu gorączki. Jej głos był przytłumiony i mały.

Chciała mu powiedzieć, że jest chora i potrzebuje go w domu, ale nagle przez telefon odezwała się Rachel.

"Willa, nie bądź zła na Charliego. To moja wina. Byłam uwięziona i nie mogłam się z nikim skontaktować, więc poprosiłam Charliego, żeby mnie odebrał. Potem utknęliśmy w korku..."

Ton Rachel mieszał fałszywe przeprosiny z subtelną satysfakcją.

Głowa Willi wypełniła się szokiem, pozostawiając ją na chwilę bez słowa.

Po drugiej stronie Charles zauważył coś niepokojącego w jej głosie. Odebrał telefon od Rachel. "Kochanie, co się stało? Jesteś chora? Czekaj na mnie—już jadę!"

Ale Willa już się rozłączyła.

Charles patrzył na ich ostatnią rozmowę, potem na zegar, w jego oczach pojawił się żal.

"Wyjdź," warknął do Rachel.

Ona wydęła usta niechętnie. "Charlie, wciąż boli mnie talia..."

Charles spojrzał na nią gniewnie. "Powiedziałem, wyjdź!"

Rachel uparcie nalegała. "Willa jest na mnie zła. Nie spiesz się. Pozwól mi pojechać z tobą, żeby wyjaśnić."

Charles wysiadł z samochodu, otworzył drzwi pasażera, wyciągnął Rachel i zatrzasnął drzwi, zanim wrócił na miejsce kierowcy.

"Charlie, nie możesz mnie tak traktować! Wcześniej taki nie byłeś!" krzyknęła Rachel, jej twarz skrzywiła się z bólu, gdy Charles uruchomił silnik.

Nie zaszczycił jej nawet drugim spojrzeniem. Samochód ruszył, ochlapując ją deszczówką.

Rachel wrzasnęła ze złości. Kiedy znów spojrzała, nawet tylne światła zniknęły z widoku.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział