Rozdział 8
Serce Charlesa było w gardle, dopóki nie usłyszał odpowiedzi Willow na temat snu o szczurze.
"Czemu nie powiedziałaś wcześniej? Wymienię wszystkie łóżka," powiedział, natychmiast wyciągając telefon, aby załatwić sprawę.
Willow uśmiechnęła się lekko, milcząco akceptując jego rozwiązanie. Rzeczywiście była zniesmaczona przez ostatnie dni.
Jeśli mógł zabawiać się z Rachel w Lancaster Manor w noc ich ślubu, kto wie, co mogło się dziać w ich własnych łóżkach?
Po śniadaniu Willow otrzymała wiadomość, że zdała rozmowę kwalifikacyjną. Miała stawić się w firmie w przyszły poniedziałek - pierwsza dobra wiadomość od kilku dni. Na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech.
"Co cię tak cieszy?" Charles zmienił ubranie i naturalnie objął ją ramionami od tyłu.
Znajomy zapach jego perfum sprawił, że uśmiech Willow nieco przygasł.
"Zdałam rozmowę kwalifikacyjną. Zaczynam pracę w poniedziałek," powiedziała, niedbale chowając telefon.
Z kąta, którego nie mogła zobaczyć, Charles zmarszczył brwi na chwilę, zanim wymusił uśmiech. "Naprawdę? To świetnie," powiedział, tonem nieco sztywnym.
Willow nie myślała o tym za dużo - nigdy nie chciał, żeby pracowała poza domem.
"Ale czy twoja firma nie jest blisko tej kawiarni, w której byliśmy wczoraj? W tamtej okolicy trudno złapać taksówkę, a ja nie mogę cię codziennie wozić do pracy i z powrotem." Charles zrobił pauzę. "Będziesz musiała sama jeździć. Dasz sobie radę?"
Palce Willow zacisnęły się nieświadomie, a oczy zamarły, jakby wpadła w koszmar.
Widząc jej wyraz twarzy, Charles natychmiast pożałował swoich słów. Odbieranie jej z pracy każdego dnia nie było wielkim problemem - mógłby wstawać wcześniej, a w dni, kiedy nie mógłby tego zrobić, kierowca firmy mógłby przejąć to zadanie.
Po prostu nie lubił, gdy Willow była poza jego kontrolą.
"To wydarzenie miało miejsce lata temu. Czas ruszyć dalej," powiedział, uspokajająco chwytając ją za ramiona. "Pomogę ci poćwiczyć jazdę przez te parę dni. Po prostu rób to powoli, a nic się nie stanie."
Choć wciąż niechętna, Willow niechętnie się zgodziła. W końcu potrzebowała transportu do pracy.
Tego popołudnia Willow usiadła za kierownicą samochodu Charlesa, podczas gdy on zajął miejsce pasażera.
"Nie martw się, jestem tuż obok, wszystko będzie dobrze," uspokajał ją Charles.
Jeszcze zanim ruszyli na drogę, Willow była spięta, jej twarz była blada.
Otrzymała prawo jazdy zaraz po szkole średniej, ale pewne wydarzenia sprawiły, że od tamtej pory nie prowadziła.
Charles prowadził ją krok po kroku - uruchomienie samochodu, powolne włączenie się do ruchu.
"Skup się tylko na tym, co przed tobą," powiedział, zauważając, że ciągle sprawdzała lusterko wsteczne. "Ten samochód jest wart milion dolarów. Wszyscy za nami trzymają dystans - nikt nie odważy się nas uderzyć."
Dłonie Willow były spocone z nerwów. Posłusznie skinęła głową i skupiła się na drodze przed sobą.
Dotarli do budynku jej firmy bez incydentów.
Gdy mieli wracać, Charles odebrał telefon. Jego wyraz twarzy stał się poważny, gdy wymienił kilka słów z rozmówcą.
Po zakończeniu rozmowy spojrzał na Willow z przepraszającym wyrazem twarzy. "Kochanie, jest awaryjna sytuacja w pracy. Muszę natychmiast jechać."
W samochodzie było na tyle cicho, że Willow wyraźnie usłyszała, że to sprawa służbowa. Otworzyła drzwi, zamierzając oddać samochód i wziąć taksówkę do domu.
Charles zatrzymał jej rękę. "Zadzwoniłem po kierowcę, żeby mnie odebrał. Powinnaś poćwiczyć jeszcze trochę - wróć tą samą drogą, którą przyjechaliśmy. Dopiero co nią jechaliśmy, więc powinno być dobrze."
Zanim Willow zdążyła odmówić, on już był za drzwiami. "Jedź powoli," zawołał, "a jeśli coś się stanie, zatrzymaj się i zadzwoń do mnie."
Tak po prostu, Willow została sama w samochodzie.
Patrząc na ruch uliczny wokół siebie, poczuła, jak jej pewność siebie słabnie. Zastanawiała się, czy nie wysiąść i nie zadzwonić po usługę kierowcy, gdy ktoś zapukał w jej okno.
"Tu nie można parkować," ostrzegł surowo ochroniarz.
"Przepraszam, ja—" zaczęła niezdarnie Willow, mając nadzieję poprosić o pomoc w przestawieniu samochodu.
Ochroniarz źle zinterpretował jej wahanie i zmarszczył brwi. "Jedź już, bo będę musiał wypisać ci mandat!"
Willow próbowała ponownie poprosić o pomoc, ale usłyszała, jak mruczy pod nosem: "Młodzi ludzie w luksusowych samochodach—kto wie, skąd je mają."
Na to przełknęła swoją prośbę, wzięła głęboki oddech i niechętnie uruchomiła samochód.
Na szczęście, przed nią był parking—wystarczyło przejechać krótki, prosty odcinek.
Samochód ruszył do przodu. W końcu dotarła do parkingu, gdzie stanęła przed nowym wyzwaniem przy próbie zaparkowania. Sunęła do przodu w ślimaczym tempie, wypatrując przez okno kogoś, kto mógłby jej pomóc.
Ale chodnik był pusty.
Gdy spojrzała z powrotem na drogę, zdała sobie sprawę, że dotarła do zakrętu. Z kąta oka zobaczyła, jak wyłania się inny samochód.
Instynktownie Willow nacisnęła hamulec—ale nic się nie stało. Pedał nie reagował, a samochód wciąż przyspieszał.
Widząc, że kolizja jest nieunikniona, umysł Willow ogarnął terror. Jej serce biło tak mocno, że nie mogła złapać oddechu.
Tymczasem Blake ledwo co zaokrąglił zakręt, gdy wyczuł coś nie tak, ale było już za późno.
Samochody zderzyły się—żaden nie jechał szybko, ale uderzenie spowodowało lekki wstrząs.
Na tylnej kanapie, Sterling Lancaster otworzył oczy z lekkiego drzemki. "Co się stało?"
Patrząc na zewnątrz, zobaczył samochód z przodem przyciśniętym do ich pojazdu. Jego brwi lekko zmarszczyły się.
"Pan Lancaster, sprawdzę to," powiedział Blake, sfrustrowany. Jechał tak wolno—jak ktoś mógł ich uderzyć?
Sterling pozostał milczący, pozwalając mu działać.
Blake szybko wysiadł i podszedł do drugiego samochodu. Właśnie miał zapukać w okno, gdy drzwi się otworzyły.
Willow wypadła, śmiertelnie blada, jej nogi ugięły się, gdy upadła w ramiona Blake'a.
"Pomocy... mój ojciec... on wciąż jest w samochodzie. Ratujcie go!" krzyknęła.
Blake zamarł z rozpoznania. "Panno Spencer?"
Instynktownie ją ustabilizował, a potem zajrzał do środka samochodu. Był pusty.
"Piła pani?" zapytał, choć nie wyczuł alkoholu w jej oddechu.
Cokolwiek powiedział, Willow wydawała się uwięziona we własnym świecie, desperacko błagając o pomoc, jej twarz była przerażająco blada.
Gdy Blake stał niepewny, co robić, usłyszał za sobą otwierające się drzwi samochodu. Sterling wysiadł i podszedł do nich szybkim krokiem.
"Pan Lancaster, to panna Spencer," wyjaśnił Blake, jak najszybciej przekazując Willow swojemu szefowi.
Może dlatego, że Blake nie odpowiedział na jej błagania, Willow skierowała swoje desperackie prośby do Sterlinga. Jej ręce mocno chwyciły jego kurtkę, gniotąc materiał szyty na miarę.
"Proszę, pomóż mi..."
Sterling instynktownie ją złapał, jego duża dłoń na jej talii. Przeszedł przez niego przelotny cień znajomości, szybko zastąpiony zaniepokojeniem jej desperackim wyrazem twarzy.
Jego brwi zmarszczyły się, gdy pochylił się, by podnieść ją w ramiona. Odwracając się z powrotem do samochodu, polecił Blake'owi: "Do szpitala."
