Rozdział 3

Rozdział 3

JEZIORO

Rozbierałem nas, dopóki oboje nie byliśmy w bieliźnie, ponieważ zimne powietrze powodowało gęsią skórkę na naszych skórach. Ollie drżał, ale próbował być odważny, ufając mi, że będę mu bezpieczny. Ironia nie przepadła we mnie.

„Trzymaj mnie za rękę” - powiedziałem, prowadząc go w stronę fal, gdy dodawałem. „Wejdziemy razem”.

Woda była zimna, gdy wbijaliśmy się w nią głębiej. Ollie sapnął i przylgnął do mnie, a jego małe ciało trzęsło się od temperatury.

— Jest za zimno, Lake — powiedział z zębami, gdy na mnie patrzył. „Chcę wrócić.”

„Trochę głębiej” - powiedziałem, a mój głos wypełniał się nieprzelanymi łzami, gdy dodawałem.

„Obiecuję ci, że będzie dobrze”.

Ale gdy weszliśmy dalej do wody, coś we mnie zaczęło pękać, ponieważ zaczynałem mieć co do tego wątpliwości. Zabicie się było w porządku. Ale czy mógłbym zabić jedyne światło, jakie znam? Sposób, w jaki Ollie całkowicie mi zaufał, sposób, w jaki czekał na mnie w szkole bez wątpienia, sposób, w jaki powiedział, że wie, że po niego przyjdę — to łamało mi serce w sposób, jakiego się nie spodziewałem.

„Boję się” - szepnął Ollie, a jego uchwyt na mojej dłoni napinał się, gdy poruszał się naprzód pomimo strachu, ponieważ mi ufał, mimo że nie potrafił pływać. „Fale stają się coraz większe”

Spojrzałem w dół na jego przerażoną twarz, na sposób, w jaki jego usta powoli zmieniały się na niebiesko, na pełną wiarę w jego oczach pomimo strachu. Wierzył, że będę go chronił bez względu na wszystko. Wierzył, że nigdy go nie skrzywdzę.

I nie mogłem. Nie mogłem mu tego zrobić, nie mogłem go zdradzić. Nie w ten sposób. Nie wtedy, gdy był przestraszony i zimny i ufał mi, że będę mu bezpieczny.

„Masz rację” - powiedziałem, mój głos pękł, gdy potrząsnąłem głową i powiedziałem delikatnie. „Jest za zimno. Wróćmy.”

Ale kiedy odwróciłem się z powrotem na brzeg, ogromna fala powaliła nas z nóg.

Podłoże było silniejsze niż się spodziewałem i odciągnęło nas od plaży. Walczyłem o utrzymanie Olliego, żeby trzymać nasze głowy nad wodą, ale przegrywałem z prądem.

„Jezioro!” Ollie krzyczał, a jego małe dłonie sięgały do mnie, gdy kolejna fala nas rozdzieliła.

Rzuciłem się do niego, moje serce zatrzymało się, gdy patrzyłem, jak wchodzi pod ziemię. T

Woda była taka ciemna, taka zimna, a on był taki mały. Gąbiłem za nim, płoną mi płuca, moje złamane ciało krzyczy w proteście. Ale nie mogłem go znaleźć. Nie mogłem do niego dotrzeć.

To nie miało się zdarzyć. Miałem go trzymać, zapewnić mu bezpieczeństwo, upewnić się, że się nie boi. Zamiast tego straciłem go w wodzie i zawiodłem go w najokrutniejszy możliwy sposób.

Moja wizja również zaczęła się rozmywać, ponieważ byłem zbyt osłabiony, a moja siła rozdawała się, kiedy silne ramiona nagle owinęły się wokół mnie od tyłu. Zostałem pociągnięty w górę, przełamując powierzchnię westchnieniem, który powodował spadanie wody morskiej z moich płuc.

„Mam cię” - warczał mi głęboki głos w uchu, wskazując potężną alfę za mną. „Przestań walczyć”.

Ale nie mogłem przestać walczyć. Nie wtedy, gdy Ollie jeszcze gdzieś tam był.

„Mój brat!” Udusiłem się, próbując wyciągnąć się z jego uchwytu, gdy kontynuowałem mówienie. „Muszę znaleźć mojego brata!”

„Już znalazłem” - powiedział alfa, ciągnąc mnie w kierunku brzegu potężnymi pociągnięciami, nie wychodząc z moich uderzeń. „On jest bezpieczny.”

Spojrzałem przed siebie i zobaczyłem inną postać na plaży — wysokiego mężczyznę trzymającego małe, kaszlejące dziecko. Olliego. On żył. Był bezpieczny.

Czułem ulgę przechodząc przez moje ciało z intensywnością, której nie spodziewałem się, że kuleję w ramionach alfy, pozwalając mu ciągnąć mnie przez resztę drogi na brzeg.

Gdy tylko moje stopy uderzyły w piasek, upadłem, odkrztuszając wodę morską i drżąc niekontrolowany.

„Jezioro!” Ollie oderwał się od swojego ratownika i rzucił się we mnie, jego małe ciało było ciepłe i solidne do mojego, gdy mocno mnie ściskał. Jakby bał się odpuścić. Że znów zniknę. „Byłem tak przestraszony! Myślałem, że odeszłaś!”

„Jestem tu”, sapnąłem, trzymając go tak mocno, jak tylko mogłem. — Jestem tu, kolego. Przepraszam. Bardzo mi przykro.”

„Tutaj.” Wokół nas oboje zasłonił suchy płaszcz, gdy spojrzałem w górę, aby zobaczyć alfę, która wyciągnęła mnie z wody, a moja krew zamieniła się w lód.

Nawet przemoczony i poruszony wiatrem, nie było go mylić. Człowiek, który stał przede mną, był niczym innym, jak Damienem Ramonem. Król Alfa.

Najbardziej przerażający człowiek w mieście, jeśli nie na całym terytorium. Ciemne włosy, ciemniejsze oczy i obecność, która sprawiła, że inne alfy pochylają głowy w uległości.

„Co ty tu robisz?” Zapytałem, mój głos na tyle niski, że ledwo go słyszałem nawet przeze mnie.

— Mógłbym zapytać cię o to samo — odpowiedział Ramon neutralnym tonem, patrząc na mnie, skanując mnie od stóp do głów. „Chociaż myślę, że mogę zgadywać.”

Wiedział, co próbowałem zrobić. Ta myśl doprowadziła mnie do wstydu.

— Nie wiem, co masz na myśli — powiedziałem, przyciągając Olliego bliżej mojego ciała, szukając u niego pocieszenia.

„Czyż nie?” Oczy Ramona były skierowane na mnie, gdy mówił dalej. Dziewiętnastoletni Lake Sanders pracował — pracował — jako zmywarka do naczyń w trzech różnych restauracjach, zanim został zwolniony z każdej z nich, bez istotnych powodów. Tylko gówniane pożegnanie i brak wynagrodzenia. Również prawny opiekun swojego pięcioletniego brata Olivera po tym, jak ich ojciec porzucił ich trzy miesiące temu. Obecnie opóźnia się w czynszu, mediach i rachunkach medycznych”.

Moje usta wyschły, słysząc historię mojego życia z jego ust. „Skąd to wszystko wiesz?”

„To moja sprawa, aby wiedzieć o ludziach, którzy mnie interesują” - powiedział po prostu Ramon. „A ty, Lake Sanders, byłeś dla mnie ostatnio bardzo interesujący.

„Nie rozumiem.”

Ramon studiował mnie przez długi czas, jego wyraz był nieczytelny, zanim przemówił, jego głos dzwonił w ciemności, nie zsuwał się w górę, gdy kontynuował mówienie.

„Twój ojciec jest mi winien pieniądze. Znaczna ilość pieniędzy. Zanim zniknął, podpisał zabezpieczenie, aby pokryć swój dług”.

„Cokolwiek zastawił, możesz to mieć” - powiedziałem szybko, starając się go nie wkurzyć. „Nie mam żadnej z jego rzeczy”.

— Zabezpieczenie nie było przedmiotem — powiedział cicho Ramon. „To byłeś ty.”

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział