Rozdział 5
Rozdział 5
Ramon
Znalazłem ich tam, gdzie siedzieli przy kuchennym stole, a nie w jadalni. Ollie pośpiesznie jadł akurat swoją drugą kanapkę z grillowanym serem, podczas gdy Lake tylko dłubał w misce zupy, siedząc spięty, czujny i gotowy do reakcji.
Obaj dostali nowe ubrania, co było od razu widać — Ollie miał na sobie coś, co wyglądało jak piżama z naszych zapasów dla gości, a Lake był ubrany w coś, co musiał pożyczyć od jednego z moich drobniejszych pracowników; nawet to wisiało na nim luźno. Jego twarz, teraz oczyszczona z brudu i słonej wody, ukazywała pełną skalę pobicia, jakie przeszedł — podbite oko, rozciętą wargę i coś, co wyglądało jak odciski palców na szczęce, tam, gdzie ktoś trzymał go zbyt mocno.
Sam ten widok wywołał we mnie nową falę gniewu. Tamci alfowie za to zapłacą. Będą cierpieć bardziej niż Lake, kiedy z nimi skończę. Tak bardzo, że będą błagać o śmierć.
— Mam nadzieję, że jedzenie wam smakuje — powiedziałem, dając im znać o swojej obecności.
Ollie odwrócił się do mnie z szerokim uśmiechem, z policzkami wypchanymi kanapką.
— Najlepsze! Nigdy nie mamy takiego wypasionego chleba.
Lake posłał bratu ostrzegawcze spojrzenie, po czym odpowiedział, zerkając na mnie krótko:
— Jest w porządku. Dziękuję.
— Kiedy skończysz, chciałbym porozmawiać z tobą na osobności — powiedziałem do Lake’a, utrzymując neutralny ton, zauważając, że Ollie przysłuchuje się uważnie i nie chciałem go przestraszyć.
Na te słowa jego ramiona spięły się jeszcze bardziej, ale skinął głową i zapytał:
— A co z Olliem?
— Pani Winters może zaprowadzić go do jego pokoju. Jestem pewien, że po tak emocjonującym wieczorze jest zmęczony.
— Chcę zostać z Lake’em — zaprotestował natychmiast Ollie, wyczuwając, że coś jest nie tak, i wciąż przerzucając wzrok między mną a bratem.
Lake pogładził dłonią włosy brata, próbując go uspokoić.
— Wszystko w porządku, kolego. Przyjdę na górę zaraz po rozmowie z panem Ramonem. Musisz się wyspać.
— Ale…
— Proszę, Ollie. Dla mnie.
Opór dziecka stopniał pod błagalnym tonem brata.
Ollie skinął niechętnie, po czym dopił mleko jednym długim łykiem.
— Mogę wziąć ze sobą jeszcze jedną kanapkę? — zapytał panią Winters, która znów pojawiła się w drzwiach i miała odprowadzić go do pokoju.
— Oczywiście, kochanie — odpowiedziała z ciepłym uśmiechem. — A w twoim pokoju czeka ciepłe mleko i ciasteczka.
To bardzo uszczęśliwiło Olliego i po mocnym uścisku Lake’a pozwolił pani Winters wyprowadzić się z kuchni. Obserwowałem ich, zauważając czułość między braćmi. Było jasne, że Lake był dla niego kimś więcej niż tylko starszym bratem; był jedynym rodzicem, jakiego Ollie kiedykolwiek znał.
Kiedy zniknęli, skupiłem całą uwagę na Lake’u i powiedziałem:
— W moim gabinecie będzie nam wygodniej porozmawiać.
Wstał, wciąż trzymając między nami kuchenną wyspę.
— Wolę wiedzieć, co się z nami teraz stanie.
Przechodził od razu do rzeczy — to mi odpowiadało.
— Dobrze. — Oparłem się o blat, celowo sprawiając, by jeszcze bardziej się spiął, i mówiłem dalej. — Twój ojciec jest mi winien nieco ponad dwa miliony dolarów. Pieniądze, które pożyczył na różne… interesy, z których żaden nie wypalił. Kiedy stało się jasne, że nie będzie w stanie spłacić długu, zaoferował mi ciebie.
Twarz Lake’a pobladła, gdy to usłyszał, i powtórzył jak echo:
— Dwa miliony?
— Plus odsetki. Umowa była taka, że jeśli nie odda pieniędzy, ty staniesz się mój — żeby odpracować dług w dowolny sposób, jaki wybiorę.
— To niewolnictwo — wyszeptał Lake, zaciskając dłonie na krawędzi blatu, gdy spojrzał na mnie z rozpaczą w oczach. — To nielegalne.
— Wśród ludzi być może. Ale wśród naszego rodzaju jest to całkowicie dopuszczalne. Zwłaszcza dla Króla Alf. — Uważnie studiowałem jego reakcję. — Ale nie jestem nierozsądny. Jest kilka sposobów, żebyś mógł spłacić ten dług.
Przeszedł go dreszcz, choć próbował to ukryć.
— Słucham.
Obszedłem wyspę kuchenną powoli, zauważając, jak napina się przy każdym kroku, który stawiałem w jego stronę. Kiedy byłem już na tyle blisko, że musiał odchylić głowę, żeby utrzymać kontakt wzrokowy, wypuściłem swój zapach, żeby pokazać, kto tu rządzi, i mówiłem dalej.
— Pierwsza opcja: pracujesz dla mnie bezpośrednio, jako mój osobisty asystent. Praca jest dobrze płatna. Zarobisz tyle, żeby utrzymać siebie i brata i oddać mi pieniądze.
Jego oczy zwęziły się podejrzliwie.
— Na czym to dokładnie miałoby polegać?
— Normalne obowiązki asystenta. Zarządzanie moim grafikiem, korespondencja, udział w spotkaniach. Twój poziom wykształcenia wystarczy, zakładam?
— Skończyłem liceum — odparł defensywnie. — Dostałem się na studia, zanim…
— Ta opcja zajęłaby jednak lata, zanim spłacisz dług — kontynuowałem. — Potencjalnie dziesięciolecia.
— A pozostałe opcje?
Wyciągnąłem rękę i musnąłem palcem siniak na jego kości policzkowej. Drgnął, ale nie cofnął się.
— Mógłbyś zostać moim partnerem.
Słowo zawisło między nami na moment. Jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia, po czym zwęziły w niedowierzaniu.
— Twoim partnerem — powtórzył płasko, z rozbawieniem w głosie, patrząc na mnie. — Chyba żartujesz.
— Nie żartuję w takich sprawach — odparłem. — Jako mój partner, dług uznano by za spłacony. Ty i Ollie mieszkalibyście tutaj, pod moją ochroną.
— I wszystko, co mam zrobić, to co? Pozwolić ci mnie zapłodnić? Urodzić twoje szczenięta?
Uśmiechnąłem się, słysząc złość w jego głosie.
— Taki byłby efekt końcowy. Tak.
— Czyli byłbym inkubatorem z dodatkami — prychnął. — Gotowym, trzymanym omegą, żeby ogrzewać ci łóżko i nosić twoje dziedzictwo.
Pochyliłem się bliżej, pozwalając, by mój zapach alfy go otulił.
— Byłbyś partnerem najpotężniejszej alfy na tym terytorium. Większość omeg uznałaby to za przywilej.
— Wiele omeg nie zostało sprzedanych jak własność przez własnego ojca.
Słuszna uwaga. Cofnąłem się, dając mu przestrzeń, żeby mógł odetchnąć.
— Jest trzecia opcja. Mogę zorganizować serię… osób, które zapłaciłyby za twoje towarzystwo. W ten sposób dług zostałby spłacony dużo szybciej.
Kolor odpłynął mu z twarzy.
— Sprzedałbyś mnie innym alfom.
— Tymczasowo. I tylko tym, którym ufałbym, że będą cię dobrze traktować. — Wzruszyłem ramionami. — To biznes, Lake. Po prostu przedstawiam ci możliwości.
— A jeśli odmówię wszystkich trzech?
— Wtedy natychmiast opuszczasz ten dom, bez chłopca, a ja odbiorę to, co mi się należy, zabierając wszystko, co Samuel ma zapisane na swoje nazwisko, łącznie z jego niepełnoletnim synem.
Po raz pierwszy tej nocy w jego oczach pojawiła się prawdziwa panika.
— Nie zrobiłbyś tego.
