Rozdział 171

Krab przemknął do szczeliny w skale.

— Spłoszyłeś go — powiedziała.

— Wcale nie. Uciekł, bo było mu wstyd. Przyłapałem go, jak się w ciebie wpatrywał.

Pokręciła głową, wciąż się uśmiechając. Cisza, która zapadła, była łagodniejsza. Nie ta ciężka cisza sprzed chwili. Coś niemal jak ulga. Spojrzała...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie