Rozdział 77

Poranne światło przesączało się przez płótno namiotu, blade i miękkie.

Vance obudził się pierwszy. Nie wiedział, co wyrwało go ze snu — chłód, ptaki, nieznany ciężar na piersi. Mrugnął. Sufit namiotu. Śpiwór pod nim. Ciepło.

Była wtulona w niego.

Jej głowa spoczywała na jego ramieniu. Dłoń leżała...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie