Rozdział 7 Pachnie jak ona
Perspektywa Lyry
Pozwoliłam, aby transformacja przejęła kontrolę, czując, jak moja świadomość łączy się z wilkiem, gdy moje kości się przekształcały, a zmysły wybuchły w hiperostrej świadomości. Ceremonialna sukienka opadła, delikatna tkanina rozdarła się, gdy moje ciało rozszerzyło się i zmieniło w wilczą formę.
Czarny jak noc futro mojego wilka lśniło w blasku księżyca, gdy pędziliśmy przez ogrody, nasze łapy cicho stąpały po wilgotnej ziemi.
Tam! Mój wilk dostrzegł ruch przed nami. Postać w bieli poruszała się szybko ścieżkami służbowymi za posiadłością.
Skoczyłam naprzód, zmniejszając dystans w sekundach. Ale gdy się zbliżyłam, moje wyostrzone zmysły wyłapały coś nie tak. Zapach był podobny, ale nie dokładny. Zbyt młody, zbyt kwiatowy.
Kobieta odwróciła się, zaskoczona moim podejściem, a ja zamarłam. To nie była dr Blackwood, tylko młoda pracownica kateringu niosąca bieliznę, która pachniała medycznymi środkami czyszczącymi.
Zła osoba, mój wilk zrozumiał z gorzkim rozczarowaniem.
Wycofałam się w cienie za budynkami służbowymi posiadłości, zmieniając z powrotem w ludzką formę. Transformacja zostawiła mnie oszołomioną i całkowicie nagą w chłodnym nocnym powietrzu.
Ubrania, pomyślałam desperacko, przeszukując okolicę.
Skradałam się wzdłuż krawędzi budynku, aż znalazłam linię, na której suszyły się uniformy pracowników. Złapałam prostą czarną sukienkę, która wyglądała na mój rozmiar, i szybko ją założyłam. Była luźna i zwyczajna, zupełnie nie jak ceremonialna suknia, którą zniszczyłam podczas przemiany, ale musiała wystarczyć.
Wygładziłam pożyczoną sukienkę i próbowałam się uczesać.
Pospieszyłam z powrotem w stronę posiadłości.
Wielka sala zmieniła się ponownie podczas mojej nieobecności. Na jednym końcu ustawiono małą scenę, ozdobioną srebrnym księżycem Fundacji Blackthorne. Goście zajmowali miejsca, gdy ceremonia wręczenia stypendiów miała się rozpocząć.
To, co zobaczyłam potem, zatrzymało mnie w miejscu.
Dorian stał na scenie obok podium, wyglądając niesamowicie przystojnie w swoim formalnym stroju. Ale nie był sam. Obok niego stała Seraphina. Poruszali się razem z wyćwiczoną łatwością, dzieląc ciche rozmowy i wymowne spojrzenia.
Gdy patrzyłam, zamarła w drzwiach, Seraphina zaśmiała się z czegoś, co powiedział Dorian. Następnie, z celową intymnością, uniosła jego kieliszek szampana i wypiła łyk, jej usta dotknęły tego samego miejsca, co jego chwilę wcześniej.
Gest był niewątpliwie zaborczy. Niewątpliwie intymny.
Ścisnęłam się za serce, widok mojego partnera tak blisko z inną kobietą wywołał ostry, nieznośny ból w moim sercu.
"Panie i panowie," głos Owena rozległ się po sali, gdy zajął miejsce przy podium. "Witamy na corocznej ceremonii wręczenia nagród Fundacji Blackthorne."
Zmuszałam się do ruchu, znajdując wolne miejsce z tyłu, gdy Owen kontynuował swoje wprowadzenie.
"Tegoroczni laureaci reprezentują najzdolniejsze młode umysły w medycynie nadprzyrodzonej," ogłosił Owen. "Każdy z nich wykazał się wyjątkowym potencjałem."
Dr Lunaris kiedyś leczył mnie z depresji. Była to ciemność, która trzymała się mnie przez lata po śmierci moich rodziców. Ostrzegał, że pielęgnowanie pozytywnych emocji jest kluczowe dla dobrostanu wilka. Spokojnie, mówiłam sobie. Po prostu przetrwaj to.
Dorian i Seraphina wystąpili razem, aby wręczyć pierwszą nagrodę.
Widok ten wywołał coś głębszego niż zazdrość.
Ojciec Seraphiny był pierwszym, który opuścił moich rodziców, kiedy najbardziej potrzebowali wsparcia. Kiedy ich śmierć została uznana za "wypadek", to on najgłośniej domagał się natychmiastowego wstąpienia beta na tron, blokując jakiekolwiek śledztwo w sprawie tego, co naprawdę się stało.
A matka Seraphiny wywołała skandal, który wstrząsnął trzema różnymi stadami. Jej romans z innym Alfą zakończył się tajemniczą śmiercią partnerki tamtego mężczyzny. Szepty wciąż śledziły ich rodzinę: niewierna, niegodna zaufania, gotowa zniszczyć każdego dla władzy.
A jednak, ponad dekadę później, świat wydawał się o tym wszystkim zapomnieć. Seraphina była fetowana tylko dlatego, że była przeznaczoną partnerką Doriana, a Crimsons byli szanowani wyłącznie za siłę swojego bogactwa.
A teraz ich córka była owinięta wokół mojego partnera, jakby tam należała.
"Lyra Nightfall," głos Owena przerwał moje burzliwe myśli. "Laureatka zaawansowanego stypendium badawczego w dziedzinie medycyny."
Oklaski wypełniły salę, gdy wstałam na chwiejnych nogach.
Dorian stał gotowy z oficjalnym certyfikatem, jego wyraz twarzy był starannie neutralny. Obok niego Seraphina trzymała tradycyjny srebrny medalion towarzyszący nagrodzie.
Weź to i idź, powiedziałam sobie. Nie patrz na nich. Nie myśl o tym, co reprezentują.
Ale gdy dotarłam do środka sceny, Seraphina wysunęła się do przodu z tym wyćwiczonym uśmiechem. Sięgnęła po moją rękę, aby umieścić medalion i najpierw szepnęła: "Jak miło widzieć, że w końcu znalazłaś strój, który naprawdę do ciebie pasuje. Mundur służącej pasuje ci tak doskonale - można by pomyśleć, że urodziłaś się, aby go nosić."
Moje policzki zapłonęły upokorzeniem.
Szczęka Doriana lekko się zacisnęła, ale nic nie powiedział.
Ośmielona jego brakiem reakcji, Seraphina nachyliła się bliżej, jej kolejne słowa były ledwo słyszalne, ale niszcząco jasne: "Zauważyłaś? Pachnie mną."
Mój wilczy nos wyczuł to natychmiast. Ten mdlący, przesłodzony zapach wilczycy, która nie należała do niego, a już na pewno nie do mnie.
Dorian wyraźnie ją usłyszał, ale tylko lekko się skrzywił.
Ból serca eksplodował w coś dzikiego. Czułam, że upadam, zanim jeszcze zdałam sobie sprawę, co się dzieje.
Ramiona Doriana złapały mnie i przez jedną rozpaczliwą, głupią chwilę myślałam, że może naprawdę mu zależy.
"Lyra?" Jego głos brzmiał jakby z oddali.
Ale wtedy Seraphina powiedziała: "Ojej, kolejny jej atak. Zawsze szuka uwagi, gdy coś nie idzie po jej myśli."
Zmartwienie zniknęło z głosu Doriana. Jego ramiona zesztywniały wokół mnie.
Starałam się skupić, bronić się, ale słowa nie przychodziły.
"Po prostu kolejny występ," kontynuowała smutno Seraphina. "Niektóre wilki nigdy nie wyrastają z potrzeby dramatu."
Poczułam, jak ręce Doriana mnie puszczają. Nie delikatnie opuszczając mnie na ziemię, ale odpychając. Upadłam na podłogę sceny, polerowane drewno było zimne pod moimi dłońmi, gdy starałam się zorientować.
Szmer z publiczności stawał się coraz głośniejszy. Zaniepokojone głosy, zdezorientowane głosy, osądzające głosy, wszystkie mieszające się razem.
"Dorian," wyszeptałam, patrząc na niego. "Proszę..."
Wtedy Seraphina dramatycznie westchnęła, przykładając rękę do piersi. "O... ja... nie mogę oddychać..." Zatoczyła się wdzięcznie, jedna ręka sięgnęła po wsparcie Doriana.
Jego uwaga natychmiast skupiła się na niej. Bez kolejnego spojrzenia na mnie, uniósł Seraphinę w ramionach, niosąc ją w kierunku wyjścia ze sceny, podczas gdy personel medyczny ruszył do przodu.
"Zróbcie miejsce," ktoś zawołał. "Wezwać lekarza."
Ale nie mówili o mnie. Siedziałam sama na polerowanej podłodze sceny, otoczona szeptami i spojrzeniami, patrząc, jak mój partner znika z inną kobietą w ramionach.
Myślą, że to my jesteśmy kłamcami, mój wilk jęknął. Myślą, że to my szukamy uwagi.
Ceremonialne światła paliły się nade mną jak podczas przesłuchania. Twarze publiczności zamazywały się razem, niektóre zaniepokojone, inne podejrzliwe, wszystkie osądzające.
Byłam zupełnie, kompletnie sama.
