Rozdział 106 106

– Nie rżnij głupa, Krwawa Zjawo. – Mrużę oczy, mocniej zaciskając uścisk. – Od początku coś mi w tobie nie grało. Doskonale wiem, że jej pomogłaś.

– Czy to naprawdę takie dziwne, że mogła odejść sama, z własnej, nieprzymuszonej woli?

Z moich ust wyrywa się pełen kpiny, suchy śmiech.

– Gadaj, zani...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie