Rozdział 54 54

Kiwnął głową i poszedł za mną do ognia. Opadamy na pień, a wiele kobiet, które dotąd siedziały niedaleko, szybko wstaje i znika gdzieś w ciemności. Jesteśmy tu, ewidentnie, pariasami.

Zostajemy sami, w ciszy, kiedy wyciągam dłonie ku płomieniom, rozpaczliwie szukając ciepła. Ostatnie dni były udręk...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie