Rozdział 450

Karczma była głośniejsza, gdy Caleb zatoczył się z powrotem na górę.

O wiele głośniejsza.

Buty szurały. Koszula na wpół rozpięta. Włosy bardziej rozczochrane niż zwykle — co w jakiś sposób czyniło go jeszcze bardziej irytująco atrakcyjnym. Pachniał piwem, pieczonym mięsem i kłopotami.

Przycisnął ręk...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie