Rozdział 2.

Punkt widzenia Isabelli.

Przejazd uberem minął szybko, a teraz stoję i patrzę w górę na wysoki drapacz chmur, w którym mieści się moja kancelaria.

Nocne światła miasta odbijają się w szklanych oknach, które tworzą ściany budynku. To bardzo nowocześnie wyglądający gmach.

Kiedy wchodzę do środka, wita mnie bardzo ciemna recepcja — o tej porze nie ma tu wielu osób. Ale to nic nowego, że można mnie tu spotkać o tej godzinie. Zrobiłam tyle nadgodzin, odkąd zaczęłam tu pracę. Nie mam nic przeciwko — kocham swoją pracę i kocham ludzi, z którymi pracuję.

Wsiadłam do windy i nacisnęłam przycisk setnego piętra. Pozostało tylko czekać, aż winda zawiezie mnie na samą górę.

Gdy wysiadłam, od razu ruszyłam do gabinetu Waltera. Zapukałam, a on powiedział „wejdź”, więc weszłam.

Zostałam zaatakowana ciasnym uściskiem w sekundę po tym, jak zamknęłam drzwi. To była Cora i przysięgam, jest najsłodszą kobietą na świecie.

Ma pięćdziesiąt lat, karmelowo-brązowe włosy do ramion, zielone jak morze oczy, zadarty nos i sto sześćdziesiąt dziewięć centymetrów wzrostu.

Walter, jak mówiłam, ma pięćdziesiąt pięć lat; ma krótkie, ciemny blond włosy, bursztynowobrązowe oczy, prosty nos i sto osiemdziesiąt osiem centymetrów wzrostu.

Naprawdę patrzę na nich tak, jakby byli moimi rodzicami, a oni traktują mnie jak córkę, której nigdy nie mieli. Cora nie może mieć dzieci, a kiedy byli młodsi, Walter tak bardzo skupiał się na budowaniu swojej kancelarii, że nawet nie zdążyli pomyśleć o adopcji. Muszę jednak przyznać, że wiele razy życzyłam sobie, żeby to oni mnie adoptowali.

— Skarbie, wyglądasz przepięknie w tym winno-czerwonym kolorze, a ta obcisła sukienka tak cudownie obejmuje wszystkie twoje krągłości. Nie mogę uwierzyć, że Tobias potrafi traktować taką boginię jak ty w ten sposób. On mnie naprawdę wkurza. Mam tylko nadzieję, że któregoś dnia coś odwali i będziemy mogli pozwać jego dupsko na każdy grosz, jaki ma, za to, jak bezczelnie jest niegrzeczny wobec mojej słodkiej księżniczki — powiedziała Cora, najpierw słodko, a potem coraz bardziej wściekle, przez co nie mogłam się nie zachichotać.

Wysunęłam stopy z moich szampańskich sandałków na paskach, zanim usiadłam na kanapie w gabinecie Waltera. Wszystkie ściany w biurze są kremowobiałe — u mnie jest dokładnie tak samo. Zewnętrzna ściana to oczywiście wielkie szklane okno. Ale nikt nie może zajrzeć do środka; my możemy tylko patrzeć na zewnątrz.

Jest tu kilka regałów pełnych prawniczych książek. Biurko jest duże, szklane, do tego duży czarny skórzany fotel. Jest też część wypoczynkowa: dwie duże czarne skórzane trzyosobowe kanapy i po obu stronach dwa czarne skórzane fotele. Szklany stolik kawowy i pod nim czarny dywan.

Walter ma kilka spersonalizowanych zdjęć porozwieszanych na części ścian; ja też, a do tego oboje mamy dyplomy w ramkach na ścianie.

Moje biuro jest tuż obok gabinetu Waltera i, jak mówiłam, urządzone jest dokładnie tak samo. Oboje mamy też prywatną łazienkę z prysznicem na wypadek, gdybyśmy musieli zostać na noc i nie mieli czasu wrócić do domu, żeby się wykąpać.

— Tak… naprawdę zaczynam rozumieć, że już nie wróci do bycia mężczyzną, w którym się zakochałam. A robi to tylko dlatego, że nie chcę z nim sypiać — powiedziałam, wypuszczając ciężkie westchnienie.

— Pierdol to! Masz swoje powody. I są bardziej niż uzasadnione, choć nawet nie musisz mieć żadnego, żeby odmówić. To twoja decyzja i on powinien to, kurwa, uszanować. Ale on myśli tylko o sobie. Tacy faceci jak on i twój przybrany ojciec mogą mnie w dupę pocałować. Nie zasługują na to, żebyś była w ich życiu — powiedział wściekły Walter.

— Szczerze mówiąc, nawet jeśli masz już dwadzieścia pięć lat, chciałbym, żebyś pozwoliła nam cię adoptować, żebyś nie miała żadnych zobowiązań wobec tej pojebanej rodziny — dodał Walter, patrząc na mnie poważnie.

— Kochanie, uwolnisz się od nich i nie będą mieli nic do gadania. Pokryjemy koszty, jeśli się na to zgodzisz — powiedziała stanowczo Cora, gdy usiadła obok mnie na kanapie. Walter usiadł na krześle po naszej lewej i też patrzył na mnie poważnie.

Tak jak mówiłam wcześniej, zawsze żałowałam, że to nie oni adoptowali mnie od początku.

Podniosłam na nich wzrok, z łzami w oczach. — Jesteście pewni, że naprawdę tego oboje chcecie? — zapytałam, a głos uwiązł mi w gardle od płaczu.

— Tak, skarbie. Bardziej niż czegokolwiek. Od lat patrzyliśmy na ciebie jak na córkę, wiemy, że jesteś dorosła i niezależna. Ale chcielibyśmy być większą częścią twojego życia — powiedziała Cora i przytuliła mnie do siebie.

Walter przesunął się tak, żeby usiąść po mojej drugiej stronie, i dołączył do uścisku. — Proszę, Bell, zostań naszą córką — błagał, a ja słyszałam, że on też dusi się łzami.

— Bardzo bym chciała — powiedziałam, obejmując ich oboje. A potem cała trójka rozpłakała się na chwilę.

Kiedy trochę później udało nam się pozbierać, Walter wstał i znalazł jakieś dokumenty. Podał mi je, a ja je przejrzałam. To były papiery adopcyjne, brakowało tylko mojego podpisu. Podniosłam na niego wzrok z ciepłym uśmiechem i wzięłam długopis, który wyciągnął w moją stronę.

Podpisałam dokumenty, a oni oboje znów mnie przytulili. — Dobrze, jutro złożę wniosek, kiedy pojadę do sądu. To potrwa około trzydziestu dni, jeśli nie dłużej. W porządku, że uruchamiamy to tak szybko? — zapytał Walter z łagodnym uśmiechem, a ja skinęłam głową.

— Jesteś największym darem, jaki dostaliśmy w tym życiu, a teraz zostaniesz naszą córką także legalnie. Dziękujemy ci, Bell, to znaczy dla nas cały świat — powiedziała Cora, delikatnie ocierając mi łzy.

Jeszcze chwilę rozmawialiśmy, jedząc pizzę, którą Cora przyniosła. Potem ja i Walter zaczęliśmy omawiać sprawę, którą ma jutro.

Spędziliśmy nad tym parę godzin, a potem odwieźli mnie do domu. Weszłam do mieszkania i zdjęłam sukienkę — byłam zbyt zmęczona, żeby wziąć prysznic albo zmyć makijaż. Nastawiłam budzik i zanim się obejrzałam, spałam jak kamień.

I nie potrafię temu zaprzeczyć — dzisiaj serce zrobiło mi się trochę lżejsze. Nie mogę się doczekać, aż Walter i Cora będą moimi rodzicami także legalnie.

Bo moja przybrana rodzina, którą już mam, nie jest warta wspominania. Nie rozumiem, po co w ogóle mnie adoptowali. Moi przybrani rodzice przez większość czasu praktycznie mnie ignorowali, odkąd z nimi jestem. Moja przybrana siostra nienawidzi mnie z całego serca i knuje, jak się mnie pozbyć.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział