Rozdział 6.

Perspektywa Alexandra.

Niedługo potem Bella wróciła do salonu i wszyscy wstaliśmy. Chwyciłem jej torebkę, a Tobias dalej patrzył na mnie tak, jakby miał mnie zabić. Ale mnie nie przeraża — to zwykły zasrany pajac.

Wszyscy po kolei uściskali Bellę na pożegnanie; Tobias znów próbował ją pocałować, ale ona odwróciła do niego policzek. Popatrzył na nią zdezorientowany, sfrustrowany, a po chwili zaczynał wyglądać, jakby był na nią wkurzony.

— Chodź, Bella, James czeka na nas na zewnątrz — powiedziałem cicho, kładąc dłoń na jej dolnych plecach. Uśmiechnęła się do mnie i skinęła głową. Pożegnała się ze wszystkimi i skierowaliśmy się do drzwi wejściowych.

Kiedy zamknąłem drzwi, zdjąłem marynarkę od garnituru i zarzuciłem jej na ramiona. Spojrzała na mnie — najpierw zszokowana, po czym znów obdarzyła mnie swoim anielskim uśmiechem. Ten uśmiech naprawdę robi mi coś z sercem.

Ponownie położyłem dłoń na jej dolnych plecach i poszliśmy w stronę mojego samochodu. Tam Bella podała kluczyki do swojego auta Jamesowi, który uśmiechnął się do niej i skłonił głowę.

James Evens jest moim prywatnym kierowcą i jest ze mną, odkąd miał osiemnaście lat. Teraz ma trzydzieści trzy; ma krótke, mahoniowobrązowe włosy, szarozielone oczy, prosty nos i sto dziewięćdziesiąt jeden centymetrów wzrostu.

Otworzyłem Belli drzwi od strony pasażera; wsiadła i zapięła pas. Delikatnie je zamknąłem, potem spojrzałem z powrotem na dom i zobaczyłem Tobiasa, który patrzył na nas z wściekłą miną.

Posłałem mu lekki uśmiech i skinąłem głową, po czym wsiadłem na miejsce kierowcy i również zapiąłem pas.

— Jaki jest twój adres? — zapytałem ją łagodnie. Chociaż go znam, ona nie wie, że ja wiem. A nie chcę wyjść na jakiegoś obleśnego stalkera, wiesz.

— Mogę wpisać go w GPS? — zapytała cicho, a ja skinąłem.

Wpisała adres i ruszyliśmy. Widziałem w lusterku, że James jedzie grzecznie za nami.

— Przepraszam, jeśli zapytam teraz o coś bardzo osobistego, ale co się dzieje między tobą a Tobiasem? — zapytałem ostrożnie. Spojrzała na mnie przez chwilę, potem wzięła głęboki oddech.

— I tak prędzej czy później się domyślisz, więc chyba mogę ci po prostu powiedzieć — rzuciła, patrząc przez okno od strony pasażera.

— Przez ostatnie pięć lat albo i więcej on się zmienił i już nie widzę w nim faceta, w którym się zakochałam. Pozwala, żeby dziewczyny mu obciągały i ruchały go dosłownie na moich oczach i na oczach wszystkich jego znajomych. Zrobił to nawet na imprezie firmowej związanej z moją pracą, więc całe moje miejsce pracy o tym wie. Wiem, że próbuje wzbudzić we mnie zazdrość, chce, żebym zrobiła z nim kolejny krok. Ale szczerze? Brzydzi mnie on i to, jaki jest puszczalski. Nie chcę, żeby mnie całował, bo nawet nie wiem, gdzie były jego usta — powiedziała z nutą smutku, po czym znów wzięła głęboki oddech.

Szczerze mówiąc, zaskoczyło mnie, że mówi mi o tym tak otwarcie. Ale cieszę się, że czuje, iż może mi się zwierzyć.

— Właściwie chciałam z nim skończyć dzisiaj wieczorem, ale plany się zmieniły przez pracę. Więc chyba po prostu znajdę lepszy moment, żeby to zrobić — dodała, spuszczając wzrok na swoje kolana.

— Miałaś problemy z szefem przez to, że odebrał twój telefon? — zapytałem znów ostrożnie, a ona pokręciła głową.

— Wcale nie — powiedziała z lekkim uśmiechem. — Walter wie, jaki Tobias potrafi być o mnie zazdrosny i zaborczy. I namawiał mnie, żebym jak najszybciej się od niego uwolniła.

Wygląda na to, że sytuacja musi być trochę gorsza, niż wynikało z raportów, które dostawałem. Od moich ludzi nie słyszałem, żeby Tobias był zazdrosny albo zaborczy.

— Kiedy wróciłaś do salonu, wyglądałaś, jakbyś płakała. Wszystko w porządku? — zapytałem cicho, a ona uśmiechnęła się do mnie, mając łzy w oczach.

— Tak, wszystko jest idealnie — powiedziała, wciąż się uśmiechając.

— Nie wiem, czy w to wierzę, kiedy masz łzy w oczach, Dzwoneczku — odparłem i delikatnie położyłem dłoń na jej udzie, ostrożnie je głaszcząc.

— To łzy szczęścia — powiedziała, patrząc przed siebie na drogę. — Walter i jego żona Cora chcą mnie adoptować, mimo że jestem już dorosła — dodała, uśmiechając się do mnie, a ja spojrzałem na nią zszokowany.

— A twoja adopcyjna rodzina? — zapytałem, na co prychnęła.

— Jaka rodzina? Moja adopcyjna siostra próbuje knuć, jak mnie zabić. Mój adopcyjny ojciec nawet mnie nie uznaje. Moja adopcyjna matka dba tylko o siebie i o moją adopcyjną siostrę Vivian. Nie rozumiem, po co w ogóle mnie adoptowali — powiedziała i znów prychnęła.

Delikatnie ująłem jej dłoń w swoją i lekko ją ścisnąłem.

— Dzwoneczku, zasługujesz na o wiele więcej niż to, jak traktują cię Tobias i twoja obecna adopcyjna rodzina, więc cieszę się, że pan Hughes i jego żona cię adoptują. A na świecie są też o wiele lepsi faceci. Ktoś może być bliżej, niż ci się wydaje — powiedziałem, muskając kciukiem jej dłoń.

Poczułem, że ściska ją w odpowiedzi. Potem znów podniosła na mnie wzrok z anielskim uśmiechem.

— Naprawdę jesteś niesamowitą osobą, Alex. Cieszę się, że wróciłeś. Tęskniłam za tobą, wiesz? — powiedziała, wciąż uśmiechając się do mnie.

Poczułem, jak serce przeskakuje mi o uderzenie; usłyszeć to od niej znaczyło dla mnie więcej, niż potrafiłem teraz opisać.

Niedługo potem dotarliśmy do jej kompleksu apartamentów, a James zjechał jej samochodem do garażu podziemnego.

Siedzieliśmy oboje w aucie, dopóki do nas nie podszedł. Ona wciąż nie puściła mojej dłoni, a ja będę smakował tę chwilę przez długi czas.

— Pozwól, że odprowadzę cię na górę. Przynajmniej będę wiedział, że żadne zboki nie kręcą się tutaj i nie spróbują włamać się do twojego mieszkania o tej porze — powiedziałem poważnie, a ona skinęła głową.

Przyszedł James i ruszyliśmy do jej mieszkania. Kiedy stanęliśmy pod drzwiami, użyła odcisku palca, żeby je otworzyć. Potem zdjęła ze mnie marynarkę od garnituru.

— Chcesz, żebym oddała ją do pralni chemicznej, zanim ci ją zwrócę? — zapytała, wskazując ruchem głowy marynarkę trzymaną w dłoniach.

— Nie trzeba, nie chcę robić ci kłopotu, Bell — powiedziałem i delikatnie odebrałem ją od niej. Nie chciałem stracić jej zapachu zmieszanego z moim.

— Dobrze. Dziękuję ci ogromnie za podwiezienie do domu i za cudowny wieczór z tobą i rodziną, Alex. Naprawdę dobrze było cię znowu zobaczyć. Proszę, nie znikaj — nawet kiedy zerwę z Tobiasem — powiedziała ze swoim słodkim uśmiechem. Przytuliła mnie, a potem pocałowała w policzek.

Objąłem jej drobną sylwetkę i nie chciałem jej puszczać.

— Obiecuję — powiedziałem, uśmiechając się do niej z góry.

Potem weszła do środka i zamknęła drzwi.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział