Rozdział 7.
Punkt widzenia Isabelli.
Kiedy zamknęłam drzwi wejściowe, oparłam się o nie i położyłam dłoń na piersi. Próbowałam uspokoić galopujące serce.
Boże, Alex zrobił się taki przystojny, a wciąż jest taki słodki, dobry i troskliwy. Minęło tak dużo czasu, odkąd moje ciało zareagowało w ten sposób.
Wysunęłam stopy z czółenek, a potem wyjęłam telefon z torebki. Kluczyki od samochodu odłożyłam na miejsce, gdzie zawsze je trzymam. Następnie zdjęłam komplet biżuterii, zanim ściągnęłam sukienkę. Zmyłam makijaż i zrobiłam swoją pielęgnację. Umyłam zęby, potem rozczesałam włosy i zaplotłam je w boczny warkocz.
Zdjęłam czarny biustonosz bez ramiączek, a potem wpełzłam do łóżka. Wysłałam Rose wiadomość z pytaniem, czy jeszcze nie śpi; krótko później zadzwoniła.
Rose: „Hej, mała, rozumiem, że dotarłaś do domu cała i zdrowa i już leżysz w łóżku?” — zapytała cicho.
Ja: „Tak. Po prostu chciałam z tobą pogadać, zanim odpłynę. Jesteś sama i możesz rozmawiać?” — najpierw powiedziałam z uśmiechem, a pod koniec zapytałam ostrożniej.
Rose: „Tak, też jestem w sypialni, w łóżku. No dobra, co się dzieje między tobą a moim głupim, starszym bratem?” — zaczęła łagodnie, a potem usłyszałam ciekawość w jej głosie.
Ja: „Cóż… chyba możesz po prostu powiedzieć: »A nie mówiłam«. Ale dotarło do mnie, że Tobias, którego kochałam, już nim nie jest. I teraz, szczerze mówiąc, aż mnie do niego odrzuca. Wczoraj, kiedy w klubie kazał Laurze obciągać mu jak jakaś dziwka na oczach wszystkich swoich kumpli i mnie… Chyba po prostu zrozumiałam, że jeśli ona go chce, to proszę bardzo, jest wolna. Ja nie chcę go w ten sposób, kiedy zachowuje się jak taki męski dziwkarz. Nigdy nie wiadomo, gdzie teraz miał usta, ręce czy kutasa. Naprawdę nie mogę znieść jego bliskości” — wyjaśniłam poważnie.
Rose: „Jezu… rozumiem. I strasznie się cieszę, że wreszcie otworzyłaś na to oczy. Mój brat nigdy na ciebie nie zasługiwał, Bell, i muszę przyznać, że było zabawnie patrzeć, jak dajesz mu odczuć chłód. Czyli rozumiem, że z nim zerwiesz?” — powiedziała poważnie i zapytała z nutą nadziei.
Ja: „Tak. Planowałam zrobić to dzisiaj, ale muszę się wyspać przed jutrzejszym spotkaniem. Więc chyba spróbuję ogarnąć to jutro” — powiedziałam i ziewnęłam.
Rose: „To moja dziewczyna. I wiesz… ty i mój kuzyn wyglądacie, jakbyście byli dla siebie stworzeni. Powinnaś zacząć się z nim spotykać. Dużo lepiej do siebie pasujecie niż ty i mój brat” — powiedziała podekscytowana.
Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu na jej głupkowatość i zapał, kiedy chodziło o moje życie uczuciowe.
Ja: „Najpierw wyjdę z obecnego związku, a dopiero potem możesz próbować mnie z kimś swatać” — powiedziałam, śmiejąc się, co sprawiło, że ona też się roześmiała.
W tym momencie ktoś zaczął dzwonić do drzwi i walić w nie mocno. Spojrzałam na stolik nocny, gdzie mam mały ekran pokazujący drzwi wejściowe. Ponieważ jestem prawniczką i mam bardzo wpływowych klientów, mam najlepszy i najbezpieczniejszy system ochrony.
Rose: „O cholera, kto dobija się do ciebie o tej godzinie?” — zapytała z niepokojem.
Ja: „Twój brat. I wygląda na cholernie pijanego. Po prostu będę udawać, że śpię, i będę mieć nadzieję, że któryś z sąsiadów zadzwoni po ochronę osiedla”. Powiedziałam, a ona przytaknęła, zgadzając się z moim planem.
Powiedziałam jej też, że muszę się przespać, ale nie chciała zostawić mnie samej, dopóki jej brat jest tuż za drzwiami w takim stanie. Kazała mi przełączyć się na wideorozmowę i ustawić telefon tak, żeby mogła widzieć ekran stojący na mojej szafce nocnej. Miała się rozłączyć, kiedy go zabiorą. Powiedziała mi, żebym poszła spać, a ona będzie nade mną czuwać.
Moja najlepsza przyjaciółka naprawdę jest najlepsza z możliwych. I wiem, że zawsze stoi za mną murem. Zrobiłam więc, jak prosiła, upewniłam się też, że telefon jest podpięty do ładowarki, żeby się nie rozładował, a potem zapadłam w głęboki sen. Ignorując dzwonek do drzwi i walenie, bo wiem, że i tak nie zdoła tu wejść.
Następnego ranka, kiedy się obudziłam, zobaczyłam, że rozmowa między mną a Rose zakończyła się o 3:52, więc to znaczy, że Tobias był tu przez wiele godzin.
Wysłałam jej szybką wiadomość z podziękowaniem, potem wzięłam prysznic i przygotowałam się do dnia.
Dzisiaj włożyłam swój biznesowy garnitur w kolorze granatowym. Spódnica sięgała tuż poniżej kolan, a pod marynarką miałam białą bluzkę. Włosy upięłam w klasyczny kok, a na twarz nałożyłam lekki, neutralny makijaż. Założyłam perłowe kolczyki i biało–różowozłoty zegarek na rękę od Rolls Royce.
Poszłam do kuchni i przygotowałam swoje zwykłe śniadanie: miseczkę z jogurtem oraz latte z brązowym cukrem. Gdy zjadłam, wzięłam torbę typu tote, telefon i kluczyki do samochodu.
Potem zeszłam do auta i ruszyłam do pracy.
Zaparkowałam na swoim zwyczajowym miejscu; jak zawsze podeszłam do recepcji, przywitałam Judith, a ona podała mi kawę i kilka wiadomości.
A kiedy wyszłam z windy na naszym piętrze, całkiem sporo osób mnie przywitało.
– Hej, ślicznotko, wyglądasz dziś przepięknie – powiedział jeden z moich współpracowników, podchodząc do mnie, i mnie przytulił.
Ze wszystkich osób, z którymi pracuję, jest siedem, z którymi mam kontakt i które uważam za naprawdę bliską paczkę. To Molly, moja PA (asystentka osobista), Judith, Walter i jego PA.
PA Waltera to Nolan Crawford, ma czterdzieści dwa lata i pracuje tutaj od dwunastu lat. Ma krótkie włosy w miodowo-brązowym kolorze, piwnoorzechowe oczy, prosty nos i mierzy sto osiemdziesiąt siedem centymetrów.
Mam też koleżankę z pracy – nazywa się Daisy Driscoll i ma dwadzieścia dziewięć lat. Ma sięgające do pasa, piaskowo-blond włosy, błękitne jak niebo oczy, zadarty nosek i mierzy sto siedemdziesiąt dwa centymetry.
Mamy dwóch kolegów. Są uroczy i wszyscy ich uwielbiamy. Są homoseksualni i są małżeństwem; trzeba by się naprawdę natrudzić, żeby znaleźć lepszych ludzi niż ta dwójka.
Ten, który przed chwilą mnie przytulił, to Thomas Anderson, ma dwadzieścia osiem lat. Ma krótkie, ciemne, popielato-blond włosy, szare oczy, prosty nos i mierzy sto osiemdziesiąt siedem centymetrów.
Thomas jest mężem Louisa Andersona, który ma trzydzieści lat. Ma krótkie rude włosy, bursztynowo-brązowe oczy, prosty nos i mierzy sto dziewięćdziesiąt centymetrów.
Ta dwójka sprawia, że dzień w pracy mija cholernie szybko. I nie mogłabym prosić o lepszych przyjaciół niż moi współpracownicy, plus Rose, oczywiście.
– Dziękuję, Thomas. Ty też wyglądasz dziś wyjątkowo szykownie – powiedziałam, chichocząc w jego ramionach.
