Rozdział 110

Nie tracąc ani chwili, zaraz po ubraniu się, wybiegam z magazynu i pędzę ulicami w kierunku pałacu.

Mój plan jest co najwyżej marny, ale ktoś musi podjąć ryzyko, aby uratować tych niewinnych służących. Nie pozwolę, aby ktoś inny ryzykował, mimo mojej obietnicy złożonej Calebowi.

Będzie wściekły jak ...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie