Rozdział 185

Choć bardzo chciałam, żeby tak się nie stało, dzień ślubu Caleba w końcu nadszedł. Zajęło mi dużo czasu, aby wygrzebać się z łóżka, a potem jeszcze dłużej, żeby podejść do okna i wyjrzeć na świat.

Taki mroczny dzień powinien być ponury na zewnątrz. Może chmury burzowe. Przynajmniej pochmurnie i szar...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie