Rozdział 2: Reakcja łańcuchowa Część 1
Punkt widzenia: Freya
Odsunęłam się pospiesznie, kiedy czerwono-czarny jeep przemknął obok mnie przez otwarte bramy i pomknął prosto na parking. Tuż za nim jechał kolejny, smukły czarny samochód, zostawiając w powietrzu kłąb spalin, od których aż się zakrztusiłam.
Derek Roland i Alexander Cabot wysiedli z jeepa jako pierwsi. Byli najlepszymi przyjaciółmi Camerona i jednymi z najgorętszych chłopaków w szkole. Derek — z kruczoczarnymi włosami i szarymi oczami — oraz Alexander, Alex, z brązowymi włosami i zielonymi oczami, które zazwyczaj skrywały okulary w złotych oprawkach.
A następną osobą, która wysiadła, był sam Cameron MacGyver. Chłopak o piaskowoblond włosach i elektrycznie niebieskich oczach, który hipnotyzował całą szkołę.
Cała trójka była nie tylko przystojna i miała idealne, wysportowane sylwetki, ale też świetnie się uczyła i była znakomitymi sportowcami. Należeli do elity uczniów w naszej maleńkiej szkole — chłopcy, z których dumne było całe miasteczko.
A potem były cheerleaderki. Cindy Stewart, Laura Winsor i Trisha Smith — trio, które zawsze kręciło się wokół dwóch chłopaków. Trudno było stwierdzić, kto z kim chodzi, bo te trzy dziewczyny w różnych momentach były związane i z Derekiem, i z Alexem. Tyle że Derek był znanym podrywaczem, a Alex należał do bardziej powściągliwych; ludzie niechętnie się do niego zbliżali przez jego „zadęty” vibe. Ogólnie rzecz biorąc, Alex prawie się nie odzywał i grał w drużynie futbolowej jako bramkarz, podczas gdy Derek był rozgrywającym.
Cameron natomiast był kapitanem drużyny futbolowej. I choć cała szkoła uwielbiała plotkować o tym, z kim się spotyka, w jego przypadku nie było właściwie pola do domysłów. Bo tylko jednej dziewczynie wolno było jeździć z nim w jego samochodzie, a tą dziewczyną była nie kto inny jak Sarah Parker — kapitan drużyny cheerleaderek i najpiękniejsza dziewczyna w naszej szkole.
Kiedy obserwowałam tę grupę z daleka, tak jak wszyscy na parkingu, Cameron obszedł samochód na stronę pasażera i przytrzymał drzwi Sarah, gdy wysiadała w różowym kardiganie narzuconym na białą bluzkę i jasnoniebieskich dżinsach. Kolor kardiganu pasował do różowych pasemek w jej długich blond włosach, sięgających do połowy pleców. Patrzyłam, jak Cameron wyciąga do niej rękę, a Sarah z wdziękiem ją przyjmuje, wysiadając.
Nie wiem dlaczego, ale ten gest sprawił, że w piersi zacisnęło mi się odrobinę mocniej — zwłaszcza gdy Sarah uśmiechnęła się do Camerona, promienna, a oni patrzyli na siebie.
Marszcząc brwi na to niedorzeczne ściśnięcie w środku, postanowiłam najpierw wejść do budynku, bo wyglądało na to, że cała szkoła przestała robić cokolwiek, żeby popatrzeć, jak popularne dzieciaki schodzą ze swoich wysokich koni. Szczerze mówiąc, to był ten sam obrazek każdego ranka. Ich rodzice byli bajecznie bogaci, a ich dzieci — straszliwie rozpieszczone. Mieli najnowsze telefony, najnowsze samochody i najnowszą modę. Każdy tutaj chciał się z nimi przyjaźnić albo umawiać z którymś z nich, albo po prostu nienawidził ich do szpiku kości, bo próbował, dostał swoją szansę i został odrzucony.
Ja? Nawet nie byłam na ich radarze. Bo byłam tą samotnicą, która nosiła ubrania z punktu darowizn Goodwill; jadła w stołówce najtańsze pieczywo i nawet nie miała telefonu. Po co mi telefon, skoro nie stać mnie było nawet na to, żeby dzwonić?
Pierwszą lekcją był angielski — jeden z tych przedmiotów, z których akurat nie byłam beznadziejna. Chodziłam na niego razem z Alexem, który też był prymusem i siedział z przodu. I dobrze, bo ja siadałam na samym końcu, z dala od całego zamieszania i pisków zachwytu, i w spokoju skupiałam się na swojej pracy — na tyle, na ile potrafiłam.
Drugą lekcją była biologia i ona też minęła gładko, bez żadnych problemów. Jednak potem nadeszła pora lunchu — jedyna część szkoły, której nie znosiłam. Lunch oznaczał, że każdy uczeń ze wszystkich klas będzie kręcił się po korytarzach i stołówce, a ja usłyszę więcej niż kilka złośliwych komentarzy albo szeptów za plecami.
