Rozdział 3: Reakcja łańcuchowa Część 2

Punkt widzenia: Freya

Nie rozumiałam tych ludzi. Skoro mnie nie lubili, czemu nie mogli po prostu mnie ignorować? Dlaczego musieli rzucać głupie komentarze, przez które każdego dnia podważałam sens własnego istnienia? Miałam ich serdecznie dość — do tego stopnia, że kilka razy myślałam o rzuceniu szkoły. Ale jeśli miałam dalej utrzymywać siebie i Juliana, potrzebowałam pracy, a praca z przyzwoitą pensją wymagała przynajmniej ukończenia liceum.

Podchodząc do pani wydającej jedzenie, spojrzałam na wspaniale zastawiony stół, na który większość uczniów zawsze narzekała. Gdybym mogła jeść coś takiego codziennie, nawet nie przyszłoby mi do głowy narzekać. Tyle że nie miałam luksusu, żeby cieszyć się tym posiłkiem. Byłam uczennicą na częściowym stypendium — bo nie zawsze byłam kompletną porażką. Jednak żeby zjeść lunch w szkole, musiałam zapłacić, a pieniędzy nie miałam. Dlatego zrezygnowałam ze szkolnych obiadów.

Teraz grzebałam w portfelu, szukając drobnych, które widziałam rano. Mając w sumie jednego dolara, podałam go pani od lunchu, a ona obrzuciła mnie pełnym pogardy spojrzeniem, po czym przeliczyła każdy ostatni cent. A potem szorstko podała mi kawałek słodkiej bułki.

Ale kiedy już miałam odejść z bułką, wpadłam na kogoś stojącego tuż za mną i pieczywo spadło na podłogę pod moje stopy. Rzucając się w dół, podniosłam je i otrzepałam z zewnątrz, żeby nadal nadawało się do jedzenia. Zasada pięciu sekund, prawda?

— Patrz, gdzie idziesz! — syknął ktoś z góry, a ja podniosłam się i stanęłam twarzą w twarz z Cindy, jedną z cheerleaderek z grupy Camerona.

Bez słowa odsunęłam się jej z drogi, nie chcąc wdawać się z nią w bójkę bez powodu, ale wyglądało na to, że Cindy umierała wręcz z chęci walki.

— Hej! Głupia suko! — szarpnęła mnie do tyłu, zaciskając dłoń na mojej bluzie z kapturem. — Co to ma znaczyć, co? Natychmiast mnie przeproś!

Zanim zmuszono mnie do zrobienia czegoś, co wcale nie było moją winą, zatrzymał ją głos dobiegający zza jej pleców.

— Cindy.

Cindy od razu spojrzała w tamtą stronę, puszczając mnie, gdy ruszyła za Alexem — osobą, która ją zawołała. Czy tylko mi się wydawało, czy w jego głosie brzmiało ostrzeżenie? Jednak nie rozpamiętywałam tego drobnego gestu życzliwości i popędziłam do drzwi, żeby wyjść na dziedziniec i zjeść lunch w spokoju. Na zewnątrz było słonecznie, a w pobliżu nie było wielu drzew dających cień, dlatego wybrałam jedzenie na dworze — tutaj zostawiano mnie w spokoju.

A powodem, dla którego zdecydowałam się jeść sama, był też Cameron MacGyver.

Nigdy nie zapomnę pierwszego dnia w liceum i mojego pierwszego spotkania z chłopakiem, którego uważałam za niewiarygodnie atrakcyjnego. Była przerwa na lunch i szukałam miejsca, ale zanim zdążyłam usiąść, ktoś podstawił mi nogę, przez co runęłam na ziemię. I to nie był koniec. Upadając, wpadłam na dwójkę innych uczniów, a cała zawartość ich lunchu w następnej chwili wylądowała mi na głowie, robiąc ze mnie pośmiewisko całej stołówki.

Wtedy zobaczyłam, jak Cameron i Derek przybijają sobie piątkę, zanosząc się śmiechem. Od tamtej pory nigdy nie jem w stołówce.

Ale tamten incydent był dopiero początkiem mojej udręki. On i jego grupa lubili wyśmiewać słabych i bezbronnych, a potem ich „wyznawcy” robili to samo, byle tylko im się przypodobać. Właściwie myślę, że nawet oni sami nie mieli pojęcia, jak niszczący może być jeden nieuważny gest — jak łatwo potrafi zrujnować komuś życie.

Cameron nawet nie wiedział, że istnieję, ale ponieważ kilka razy mnie obraził — na korytarzu albo na lekcji, którą z nim dzieliłam — jego pozerzy udający kumpli podtrzymywali tę drwinę jeszcze miesiącami po całym zajściu. Jedno zdarzenie uruchomiło niekończącą się reakcję łańcuchową.

Czasem zastanawiam się, czy ja w ogóle jestem przy zdrowych zmysłach. Jak mogłam uważać Camerona za atrakcyjnego po tym całym upokorzeniu, które mi zgotował? I chciałabym znać odpowiedź na to pytanie.

Ale to głupie serce wciąż marzyło, że pewnego dnia dostanę własną bajkę, chociaż dawno temu zrozumiałam, że bajki nie zawsze kończą się szczęśliwie.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział