Rozdział Sto i Trzecia Trzecia

Poranne światło przesączało się przez rozbite okna ruin zamku, rzucając upiorne cienie na popękaną kamienną podłogę. Nie spałem zbyt wiele – nikt z nas nie spał. Moje myśli były chaotycznym bałaganem, splątanym jak pnącza duszące powietrze. Mapa leżała rozłożona na ziemi między nami, drwiąc ze mnie ...

Log ind og fortsæt med at læse