Rozdział 113 113

Wzdryga się, kiedy po nią sięgam. Wolna dłoń zaciska w pięść na mojej przemoczonej koszuli. — Oni… poczułam, jak kopnęli. Mocno. Sasha…

Zamieram. Znowu mam dwanaście lat, kucam nad ciałem Mamy na chodniku i zastanawiam się, jak ją poskładać z powrotem. Historia się nie powtarza — ona się rymuje, ok...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie