W końcu wszyscy odchodzą.

Droga powrotna do domu jest zamglonym obrazem pochodni i hałasu, który nie dociera do moich uszu. Ona żyje. Jest bezpieczna. Powinienem być spokojny, i częściowo jestem—tak spokojny, że moje kolana niemal się ugięły, gdy usłyszałem jej głos za tymi drzwiami. Ale ulga nie tłumi reszty. Zazdrość pali ...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie