Rozbłysk temperamentu.

Moje buty uderzały o podłogę korytarza w równym, wściekłym rytmie, stuk, stuk, stuk, każdy krok podsycał burzę szarpiącą moje wnętrze. Potrzebowałem powietrza. Przestrzeni. Czegokolwiek, co nie pachniało smoczym ogniem Evandera ani nie brzmiało jak echo moich własnych słów, które mnie kąsały. ...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie