Zasłona węża.

Tessa wciąż obdarza mnie tym swoim znaczącym uśmiechem, gdy nagle klaszcze w dłonie, a jej oczy rozświetlają się, jakby właśnie wpadła na najlepszy pomysł swojego życia. „Dobra,” mówi, zrywając się z kanapy, „ty i ja idziemy do miasta. Najpierw brunch, kawa, a potem...” obraca się do mnie dramatyczn...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie