Rozdział 117 Doszliśmy do tej pory

Perspektywa Aelorii

Ugryzł delikatnie, po czym ukoił to językiem. — Tak cholernie miękka i pełna. Stworzona dla moich dłoni. Stworzona dla moich ust.

Jęknęłam, zaciskając dłonie na prześcieradle. — Twoja, tatusiu. Wszystko jest twoje. — Znów przyspieszył, a nowy kąt sprawił, że zobaczyłam gwiazdy....

Zaloguj się i kontynuuj czytanie