Rozdział 117 117

„To ma sens.”

Rzucam jej ostre spojrzenie i unoszę pytająco brew. „Aha? Naprawdę?”

Wzrusza ramionami. „Po prostu dużo wyjaśnia.”

„Na przykład co?”

„To, jak mnie czasem traktujesz” — mówi. Nie ze złością ani ze smutkiem. Tak po prostu, rzeczowo. Jakby to było oczywiste, część układu dnia. Zaskaku...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie