Rozdział 2 Odetnij wszystkie krawaty.

To wszystko miało sens.

Teraz, gdy o tym pomyślałam, wszystko się zgadzało. Późnonocne spotkania z trojaczkami Alfa, które zdarzały się częściej, niż powinny, nieznany damski perfum, który czasami wyczuwałam na nim, gdy wracał do domu... a nawet ta cholerna czerwona plama szminki na jego koszuli, którą widziałam w zeszłym tygodniu.

Niedowierzający chichot wydobył się z moich ust, gdy gorzko zaśmiałam się pod nosem.

Były znaki. Tyle znaków. Ale wybrałam, żeby je ignorować. Mówiłam sobie, że Kael pomógł mojej rodzinie i mnie wystarczająco, że zapewniał mnie o swojej lojalności i że nie zrobiłby czegoś takiego.

Ale to była tylko głupia marzenie.

Powinnam była słuchać tego natrętnego głosu w mojej głowie. Ale nie zrobiłam tego.

A teraz...

„W-Więc przez cały ten czas... przez ten ostatni miesiąc, zdradzałeś mnie z nią? Znalazłeś swoją wybrankę i ukrywałeś to przede mną? To chcesz mi powiedzieć?” zapytałam, mój głos drżał, gdy patrzyłam na Kaela.

Spuścił głowę ze wstydem, odmawiając spotkania mojego wzroku, wyglądając na zupełnie zdezorientowanego.

„J-Ja nie wiedziałem, że jest w ciąży, przysięgam, nie wiedziałem—”

„Ale teraz już wiesz,” Serafina przerwała mu ostro. „Więc co zamierzasz zrobić? Całkowicie zerwać z nią kontakt... czy stracić nasze dziecko?”

Oboje jednocześnie zwróciliśmy się do Serafiny. Miała ręce na biodrach, patrząc na Kaela z gniewem, jej czerwone usta zaciśnięte w głębokim grymasie.

Moje serce ścisnęło się, gdy patrzyłam, jak daleko była gotowa się posunąć, żeby zmusić Kaela do całkowitego zerwania ze mną. Nawet nie byłam pewna, co jej zrobiłam.

Chociaż nigdy nie byłyśmy bardzo blisko, kiedyś uważałam ją za przyjaciółkę, kilka razy spędzałyśmy razem czas. Ale wszystko się zmieniło po tym, co stało się z moją rodziną.

Wszyscy moi tak zwani przyjaciele, w tym Serafina, odsunęli się ode mnie.

Według nich, już nie należałam do ich klasy społecznej.

Ale to?

To przekraczało wszystko, co mogłam sobie wyobrazić.

Posunąć się aż do grożenia Kaelowi, że nie zapłaci za rachunki szpitalne mojej matki, wiedząc, że umrze bez nich, było czymś, czego nie mogłam zrozumieć.

Co jej zrobiłam?

Czym zasłużyłam na to?

Łzy swobodnie spływały po moich policzkach, gorące i nieustępliwe, gdy spuściłam głowę, już wiedząc, jak to się skończy.

Nie było szans, żeby Kael nadal mi pomagał, gdy w grę wchodziło jego nienarodzone dziecko.

„Serafina,” Kael wymówił jej imię bez tchu, i patrzyłam, jak zbliża się do niej, wyciągając rękę, jego oczy błagające, jakby desperacko nie chciał dokonać tego wyboru.

„Proszę, bądź rozsądna. Ciocia jest jedyną osobą, którą Lilith ma na tym świecie. Rachunki szpitalne są wysokie, nie stać jej na nie samej. Jeśli zostanie sama, ciocia umrze. Obiecuję całkowicie zerwać z nią kontakt... ale nie zmuszaj mnie do tego.”

Usta Serafiny wykrzywiły się w grymasie, gdy wyrwała swoją rękę i spojrzała na niego.

„Co to ma wspólnego ze mną? Dlaczego zawsze to ja muszę być tą, która rozumie? Dlaczego miałabym się o nią troszczyć?” Jej głos drżał z wściekłości, gdy wskazała na mnie, jej oczy płonęły nienawiścią i zazdrością.

„Nie mogę uwierzyć, że przez cały miesiąc pozwoliłam ci mnie ukrywać, bo nie chciałeś zranić jej drogocennych uczuć.” Prychnęła gorzko. „Ciągle mówiłeś, że to nie jest odpowiedni czas, żeby jej powiedzieć, że stan jej matki się pogarsza, ale dość tego. Jestem twoją wybranką. Nigdy nie będę tą drugą. Więc to twój wybór, Kael. Albo całkowicie zerwiesz z nią kontakt... albo odrzucimy siebie nawzajem.”

Kael wyglądał na lekko zaskoczonego, jakby nie zdawał sobie sprawy, że czuła się w ten sposób.

„A-ale—” jąkał się, próbując znaleźć właściwe słowa, ale zanim mógł skończyć, wzięłam drżący oddech i przerwałam mu.

„Proszę...” szepnęłam, mój głos ledwo słyszalny.

Oboje zwrócili się do mnie w tym samym czasie, ale ja utrzymywałam wzrok utkwiony w Serafinie. A kiedy patrzyła na mnie z zaskoczeniem, powoli zaczęłam czołgać się w jej stronę, zatrzymując się tuż przed nią, całkowicie ją zaskakując.

W tym momencie świat wydawał się okrutnym żartem, gdy powoli złożyłam ręce i uniosłam je przed sobą.

Tak, zamierzałam błagać kobietę, która przez miesiąc spała z moim chłopakiem. Zamierzałam wyrzucić ostatnią resztkę swojej godności i błagać.

Od osiemnastych urodzin życie było niczym innym jak okrutnym żartem, ale niezależnie od tego, co się działo, nie mogłam stracić matki. Była jedyną rzeczą, która trzymała mnie przy życiu.

Więc... błagałam.

"Proszę, Serafina... nie rób mi tego. Wiem, że jesteś zła, ale obiecuję, zerwę wszelkie więzi z Kaelem. Tylko... proszę, nie pozwól mu przestać."

Szczególnie teraz, gdy moja matka potrzebowała operacji na cito. Nawet jeśli to jej nie wyleczy, utrzyma ją przy życiu na tyle długo, bym znalazła znachora na tyle zdolnego, żeby jej pomóc. A z moją pracą w restauracji, nie miałam szans zebrać tyle pieniędzy na czas.

"P-proszę, po raz ostatni... moja mama potrzebuje tej operacji," błagałam, a mój głos się załamał. "On nie musi dawać mi tych pieniędzy za darmo - przysięgam, że mu je oddam, jak tylko będę mogła. Więc... proszę, nie rób tego."

Widziałam, jak Kael odwrócił wzrok od sceny, jego ręce były mocno zaciśnięte w pięści.

Oczy Serafiny zwęziły się na mnie, ale jej wyraz twarzy zmienił się w mgnieniu oka. Kącik jej ust zadrgał w rozbawionym uśmieszku, gdy jej spojrzenie utknęło na moim.

W jej oczach była radość, gdy patrzyła, jak płaczę. Powoli wykrzywiła usta w szyderczy uśmiech i podeszła do mnie, ręce na biodrach, patrząc na mnie z góry.

"Och, to naprawdę smutne, i jest mi ciebie żal, Lilith," powiedziała słodkim głosem. "Ale to nie ja podejmuję tę decyzję. To wybór Kaela."

Odwróciła się do Kaela, który wciąż miał opuszczoną głowę.

"Prawda, kochany? Więc, co wybierzesz?"

Jej ton był pewny siebie, gdy pytała Kaela i pocierała brzuch, wyraźnie wiedząc już, jaki będzie jego wybór.

A gdy Kael westchnął z frustracją i powoli rozluźnił pięści, wiedziałam, że już podjął decyzję.

Świeże łzy zamgliły mi wzrok, gdy podniosłam rękę do twarzy, moje ciało drżało od szlochu.

"Lilith..." wyszeptał, "naprawdę mi przykro, ale to jest moje dziecko. Nie mogę—"

"Oczywiście, że nie możesz," przerwałam mu gorzkim śmiechem. "Oczywiście, że nie możesz odrzucić swojej partnerki, gdy jest w ciąży."

Powoli wstałam z ziemi, chociaż moje nogi były zbyt słabe, by mnie utrzymać.

Każdy inny na jego miejscu postąpiłby tak samo. Nie spodziewałam się niczego innego, byłoby to egoistyczne z mojej strony, gdybym miała nadzieję na coś innego.

Wzięłam głęboki, drżący oddech i starłam łzy, zanim spojrzałam mu w oczy. Jego znajome niebieskie oczy utkwiły w moich, a w nich zobaczyłam to wyraźnie - litość.

Teraz, gdy to zrozumiałam, zrozumiałam, że to był wyraz, który zawsze mi dawał. Kiedy tragedia dotknęła moją rodzinę... kiedy zaczął pomagać z rachunkami szpitalnymi mojej matki... kiedy szeptał te słowa—

"Kochałem cię."

"Nigdy cię nie zostawię."

"Jesteś dla mnie wystarczająca."

—To zawsze było to samo spojrzenie.

Spojrzenie pełne litości.

Kael nigdy mnie nie kochał. Nie... on mnie litował.

A ja byłam głupcem, który wiedział to w głębi duszy, ale wciąż wybrał, by mu wierzyć.

"Lilith..." wyszeptał, ale podniosłam rękę i wytarłam łzy, kręcąc głową, by go zatrzymać.

"Nie mów nic... proszę." Zrobiłam krok w tył. "Nawet jeśli wszystko, co zrobiłeś, to zranienie mnie na końcu, jestem ci wciąż wdzięczna za pomoc przez te wszystkie lata. Więc... dziękuję, Kael. I gratulacje z okazji zostania ojcem."

To było wszystko, co mogłam powiedzieć, zanim odwróciłam się i ruszyłam w stronę wyjścia, nie oglądając się za siebie.

"Lilith..." usłyszałam, jak znowu szepcze.

Ale nie poszedł za mną.

Nie wtedy, gdy wyszłam na ciężki deszcz lejący z nieba.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział