Rozdział 3 Trojaczki Alfa.
Gdy wyszłam na ulicę, deszcz przemoczył mnie od stóp do głów, a zimne powietrze owijało się wokół mnie, sprawiając, że dygotałam, ale nic nie czułam.
Żadnego bólu. Żadnego cierpienia. Tylko pustka, kiedy błąkałam się bez celu, nie mając żadnego planu.
Co miałam teraz zrobić?
Pracowałam jako kelnerka w restauracji, i to tylko dlatego, że mój szef był na tyle uprzejmy, że mnie zatrudnił, kiedy nikt inny nie chciał.
Po wszystkim, co się wydarzyło, wszyscy zdawali się wierzyć, że jestem przekleństwem. Nikt nie chciał mnie zatrudnić. Myśleli, że przyniosę im pecha.
Nie pomagało też, że byłam bez wilka... albo że moja matka otruła się wilczą jagodą - czymś, czego każdy wilkołak nienawidził. Uważali to za grzech, niewybaczalny wstyd, a ponieważ ona to wypiła, reputacja mojej rodziny była zrujnowana.
Teraz potrzebowałam pieniędzy, żeby ją uratować, a nie mogłam prosić szefa o kolejną zaliczkę. Już prosiłam w zeszłym miesiącu, a nawet gdybym poprosiła ponownie... to i tak nie wystarczyłoby. Więc...
"Co mam zrobić? Co mam zrobić? Jestem zmęczona... Mam dość wszystkiego. Chcę umrzeć," szepnęłam pod nosem, łzy płynęły po moich policzkach, mieszając się z deszczem.
Naprawdę czułam się, jakbym została porzucona - porzucona przez ojca, który umarł i zostawił mnie samą, porzucona przez matkę, która zdecydowała się otruć, porzucona przez jedynego mężczyznę, któremu ufałam, a który odszedł do swojej partnerki, porzucona przez świat... a najgorsze, porzucona przez boginię.
"Bogini..." zatrzymałam się i spojrzałam w niebo, stukając się drżącą ręką w pierś. "Dlaczego żyję? Jeśli takie życie mi dałaś, to po co w ogóle mnie na ten świat sprowadziłaś? Dlaczego żyję, skoro nie mogę być szczęśliwa? Dlaczego? Co zrobiłam źle?
Mój głos załamał się, gdy wzrósł we frustracji.
"Dlaczego pozwalasz mi tak żyć? Dlaczego pozwoliłaś mu umrzeć?! Dlaczego jesteś taka okrutna? Nawet nie mogłaś go ochronić. Zabrałaś jedyną osobę, którą moja matka kochała najbardziej. A teraz, chociaż wiem, że chce być z nim po drugiej stronie, nie mogę jej puścić. Wiem, że jestem samolubna... Wiem, że nawet nie mogłam spełnić jej ostatniej woli."
Mruczałam pod nosem, mój głos był szeptem, gdy przypominałam sobie ostatnie słowa, które matka powiedziała mi, zanim straciła przytomność tamtego dnia.
"Przepraszam, moje dziecko. Wiem, że to jest złe... ale nie mogę żyć bez twojego ojca. Proszę, nie zmuszaj mnie do życia bez niego. Chcę go zobaczyć znowu. Proszę, wybacz mi, moja córko. Nie płacz za mną."
Moje pięści zacisnęły się, gdy spojrzałam na burzowe niebo. "Ale dlaczego tylko siedzisz tam - nic nie robisz, bez względu na to, jak bardzo do ciebie wołam?! Dlaczego jesteś taka okrutna?!"
Grzmot rozbrzmiał nade mną na moje słowa, ale nie przestałam.
Nie obchodziło mnie, czy popełniam grzech, mówiąc tak do matki wszystkich wilkołaków.
Chciałam tylko wszystko z siebie wyrzucić.
Obwinić kogoś za wszystko, co straciłam.
„Jeśli to jest życie, które chcesz, żebym prowadziła…” szepnęłam bez tchu, mój wzrok opadł na ziemię, gdy syczałam ostatnie słowa, „to wolę umrzeć.”
Ogłuszający grzmot rozdarł niebo, głośniejszy tym razem, jakby mógł roztrzaskać ziemię.
I zanim zdążyłam wziąć kolejny oddech, czas jakby zwolnił.
Błysk światła wybuchł przede mną.
Mrugnęłam, patrząc w górę, w samą porę, by zobaczyć samochód pędzący prosto na mnie, jego klakson ryczał dziko.
Złapałam oddech w gardle. Zamarłam, niezdolna się poruszyć, gdy samochód zbliżał się, gotowy mnie uderzyć w każdej chwili.
Powinnam się ruszyć. Wiedziałam, że powinnam. Ale moje stopy były przyklejone do ziemi, całkowicie zamarznięte.
A gdy samochód się zbliżał, powoli zamknęłam oczy, pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.
To było to. Moment, w którym miałam spotkać swój koniec.
Nie bałam się. Nawet nie byłam smutna.
Jedynym żalem, jaki miałam… było zostawienie matki.
Gdy zaakceptowałam swój los, modliłam się, mając nadzieję, że jeśli umrę, Kael nadal będzie się nią opiekował.
Wiem, że to było głupie. Wiem, że nie powinnam mu ufać, nie po wszystkim. Ale mimo to… miałam nadzieję.
„Przepraszam, mamo,” szepnęłam, przygotowując się na ból.
Tylko… on nigdy nie nadszedł.
Nawet po odliczeniu pięciu sekund w głowie… nic się nie stało.
Moje oczy otworzyły się gwałtownie.
Samochód zatrzymał się, tuż przed mną. Zaledwie cal odemnie.
Drżący oddech wyrwał się z mojej piersi, kolana się ugięły, a ja upadłam na ziemię, dysząc, moja ręka mocno przyciśnięta do bijącego serca.
Dźwięk ciężkiego deszczu był jedynym, co słyszałam, gdy patrzyłam na ziemię, walcząc o oddech. Ale gdy próbowałam zrozumieć, co się właśnie stało, poczułam rękę dotykającą mojego ramienia i usłyszałam głos.
„Czy wszystko w porządku, pani?”
Uspokajający głos mężczyzny dotarł do moich uszu, a w momencie, gdy spojrzałam w górę i zobaczyłam postać stojącą przede mną, całe powietrze zdawało się opuścić moje płuca.
Patrzyłam w parę całkowicie białych oczu, oczu, które zdawały się mnie wciągać.
Świat znowu się zatrzymał.
„Jeśli chcesz się zabić, radzę nie robić tego na środku drogi i nie utrudniać życia innym,”
Rozdrażniony głos wyrwał mnie z otępienia.
Spojrzałam poza mężczyznę stojącego przede mną i zobaczyłam innego stojącego za nim, z zimnym wyrazem twarzy, jego usta wykrzywione w lekki grymas, gdy patrzył na mnie tymi samymi przerażającymi białymi oczami.
„Och, bracie. Nie sądzisz, że to trochę surowe wobec kobiety?”
Oderwałam wzrok od drugiego mężczyzny i zwróciłam się do trzeciej osoby, która właśnie przemówiła, jego oczy były skierowane na mnie. Kącik jego ust uniósł się w rozbawionym uśmiechu.
„I jest ładna też,” dodał z leniwym uśmiechem.
„Przemoczona, ale nadal ładna.”
Przełknęłam ślinę, gdy moje ciało zadrżało — nie z zimna, nie ze strachu, ale z uświadomienia sobie, że dokładnie wiedziałam, kim są.
Trojaczki Alfa.
Silas, Lucien i Claude.
