Rozdział 4 Oddaj się trojaczkom alfa.

Przeklęte alfa trojaczki.

Tak wszyscy ich nazywali.

To oni byli przeznaczeni, by umrzeć w swoje dwudzieste szóste urodziny, jeśli wcześniej nie znajdą, nie połączą się i nie oznaczą swojej prawdziwej partnerki.

Wszyscy ich się bali i szanowali. Bali się ich, ponieważ byli bezwzględni, zabijali bez wahania, w przeciwieństwie do ich ojca, który był znanym jako dobry Alfa. Ale ludzie szanowali ich, ponieważ byli inni niż jakiekolwiek Alfy, jakie kiedykolwiek widziało stado Fangspire.

Byli potężnymi mężczyznami, każdy z nich błogosławiony białym wilkiem – najsilniejszą rasą, jaka istniała.

A teraz ci właśnie mężczyźni stali przede mną, białe oczy wbite w moje.

Nie byłam pewna, czy to intensywność ich przenikliwych spojrzeń, czy zimny, ciężki deszcz spływający na mnie, ale moje ciało drżało, a oddech stawał się ciężki – prawie duszący. Chwyciłam się za pierś i zamknęłam oczy przeciwko bólowi, gdy świat wokół mnie zamazywał się.

„Czy wszystko w porządku, panienko? Źle się pani czuje?” zapytał mężczyzna przede mną.

Kiedy otworzyłam oczy, by na niego spojrzeć, jego twarz była nieczytelna, ani śladu emocji mimo troski w jego słowach.

Alfa Silas.

Brązowowłosy, o oczach tak przenikliwych jak biała luna.

„Nie sądzę, żeby była w porządku, Silas,” mruknął niski, leniwy głos.

Odwróciłam się w stronę blondwłosego mężczyzny, który opierał się niedbale o samochód, z założonymi rękami, a na jego ustach błądził zabawny uśmieszek, mimo że deszcz lał się na niego.

„W końcu prawie ją potrąciliśmy kilka minut temu,” dodał z niskim śmiechem, woda spływająca po ostrych liniach jego szczęki. „Jestem pewien, że to przeciwieństwo bycia w porządku.”

Serce waliło mi w piersi, kiedy spotkałam jego spojrzenie, a gdy jego oczy zwęziły się na mnie, ten uśmieszek się poszerzył, jego tęczówki błyszczały bielą.

Alfa Claude.

Natychmiast spuściłam głowę, odwracając wzrok.

„Gdybym miał wybór między potrąceniem jej a staniem na deszczu, wybrałbym to pierwsze,” zimny głos przeciągnął. „Chodźmy. Nie chcę złapać przeziębienia po tym nudnym spotkaniu z tym starym człowiekiem.”

Nie musiałam patrzeć w górę, żeby wiedzieć, kto właśnie mówił.

Alfa Lucien.

Ci trzej mężczyźni stali przede mną, a ja byłam w osłupieniu – przemoczona, drżąca i niepewna, co właściwie robiłam.

Ale bardziej niż cokolwiek, co ciągle przewijało się przez moją głowę, to fakt, że prawie umarłam.

Jak stałam tam, zamrożona, gdy samochód pędził w moją stronę... jak prawie porzuciłam moją matkę.

W tamtym momencie naprawdę zobaczyłam swoje życie przelatujące przed oczami, ale nie były to złe wspomnienia, które widziałam. To były te dobre, te sprzed śmierci mojego ojca, kiedy wszystko w moim życiu wywróciło się do góry nogami.

I jedno wspomnienie świeciło jaśniej niż wszystkie inne.

Dzień przed tym, jak mój ojciec poszedł na wojnę z późnym Alfą.

Tego dnia byliśmy tylko we troje, mój ojciec, matka i ja – siedzieliśmy razem, uśmiechając się, pijąc herbatę i rozmawiając.

Śmialiśmy się, żartowaliśmy i mówiliśmy o jego powrocie na moje osiemnaste urodziny.

Obiecał mi, że wróci do domu.

Ta obietnica nigdy się nie spełniła, ale ja również złożyłam obietnicę.

Kiedy szedł na wojnę przeciwko wyrzutkom, mój ojciec zawsze kazał mi obiecać, że jeśli cokolwiek mu się stanie, pozostanę silna.

Że bez względu na wszystko, pozostanę nieugięta. Że nigdy się nie poddam.

Wtedy myślałam, że traktuje mnie jak dziecko.

Myślałam, że to śmieszne.

Ale teraz rozumiałam.

Wiedział, jakie ryzyko wiąże się z jego pozycją.

Wiedział, że pewnego dnia może odejść... i nigdy nie wrócić.

Łza spłynęła po moim policzku, zanim nawet to zauważyłam, a gdy przyłożyłam ręce do twarzy, więcej łez poszło za nią, moje ciało wstrząsane szlochami. I gdy płakałam, czułam trzy intensywne spojrzenia wbite we mnie.

„Przepraszam... przepraszam,” szeptałam, płacząc jeszcze mocniej, bo prawie złamałam tę obietnicę. Wiedziałam, że nie jestem silna, ale nie mogłam się poddać.

„Cholera, czy ona płacze? Myślę, że sprawiłeś, że płacze, Lucien. To dość podłe z twojej strony,” usłyszałam, jak Claude mruczy, po czym nastąpiło niechętne parsknięcie.

„Czy możesz wstać?” zapytał Silas, który klęczał przede mną. Gdy podniosłam głowę, oczy zamazane łzami, zauważyłam lekki grymas na jego ustach.

„Pada,” dodał, brązowe pasma włosów przylegały do jego twarzy, gdy wyciągnął rękę, bym ją wzięła. „Chodźmy do samochodu, porozmawiamy.”

Moje usta drżały, gdy na niego patrzyłam, ale zanim zdążyłam powiedzieć słowo, ostry dźwięk telefonu przeciął moment. Mrugnęłam, a potem drżąco opuściłam wzrok do kieszeni i instynktownie sięgnęłam po niego.

Już wiedziałam, kto to był.

Szpital.

I kiedy zobaczyłam identyfikator numeru, miałam rację.

Nie zastanawiałam się dwa razy przed odebraniem, mimo że nadal stałam przed trzema Alfami.

Gdy tylko połączenie zostało nawiązane, głos po drugiej stronie mówił pilnie.

„Pani Lilith, od jakiegoś czasu próbujemy się z panią skontaktować. Czy może pani przyjechać do szpitala? Pani matka—pani matka—”

Serce zamarło mi w piersi, gdy głos stał się statyczny i niesłyszalny. Moje oczy rozszerzyły się w panice.

„Moja matka—co się z nią stało? Halo? Czy mnie słyszysz?” zapytałam, mój głos drżał ze zmartwienia, ale linia już się rozłączyła.

„Halo?! Proszę, czy mnie słyszysz? Co się stało z moją matką?!”

Brak odpowiedzi.

Przyłożyłam telefon do twarzy drżącymi rękami i zobaczyłam, że się rozładował.

Bez zastanowienia wstałam gwałtownie z ziemi i odwróciłam się, biegnąc przez deszcz, zostawiając trzech mężczyzn za sobą.

Biegnąc w stronę szpitala, jedyne, co słyszałam, to bicie mojego serca w uszach, gdy w ciszy modliłam się do bogini, aby z moją matką było wszystko w porządku—żeby to nie był ten dzień, w którym otrzymam wiadomość, której zawsze się bałam.

Nie minęło dużo czasu, zanim dotarłam do szpitala.

Do tego czasu deszcz już przestał padać, a gdy weszłam do środka, jedna z recepcjonistek, która mnie rozpoznała, natychmiast podeszła, ale ja ją zignorowałam, biegnąc prosto do sali, gdzie przebywała moja matka, ignorując jej wołania za mną.

Gdy tylko tam dotarłam, zatrzymałam się.

Lekarz stał przed drzwiami, instruując pielęgniarki wokół niego.

„Nie wiemy, kiedy jej ciało zacznie znowu drgać z powodu szybkiego rozprzestrzeniania się wilczej trucizny, więc upewnijcie się, że sprawdzacie ją—”

„Doktorze,” przerwałam, podchodząc bliżej, mój głos się załamał.

Zatrzymał się i spojrzał na mnie, na jego twarzy pojawił się smutny grymas.

Od kiedy moja matka została przyjęta do tego szpitala trzy lata temu, nauczyłam się czytać wyrazy twarzy lekarzy i nawet bez jego słów, już wiedziałam, co zamierza powiedzieć.

Przygryzłam dolną wargę i przeszłam obok niego w stronę okna.

A gdy zobaczyłam wątłą postać mojej matki na szpitalnym łóżku, podłączoną do aparatury podtrzymującej życie, moje serce pękło jeszcze bardziej.

„Pani Lilith,” głos lekarza dotarł do mnie z boku, ale nie odwróciłam wzroku od matki. On jednak kontynuował,

„Przykro mi to mówić, ale stan pani matki się pogarsza. Jest poza naszą kontrolą. Jak pani wie, nie mamy jeszcze lekarstwa na wilczą truciznę. Jedyną opcją jest operacja, aby spowolnić rozprzestrzenianie się, ale nie możemy jej rozpocząć, dopóki pani…”

Jego słowa urwały się, ale już wiedziałam, co miał na myśli.

Dopóki nie zapłacę.

Cisza przeciągała się między nami, ciężka i dusząca. W końcu wyszeptałam,

„Dajcie mi dzień… tylko jeszcze jeden dzień. Będę miała pieniądze jutro.”

Mój oddech drżał, gdy zamknęłam oczy.

Wiedziałam, że chciał coś powiedzieć, ale zamiast tego westchnął i skinął głową.

„Dobrze, pani Lilith. Proszę się nie spóźnić. Nie możemy sobie pozwolić na opóźnienie operacji.”

Z tymi słowami odszedł.

Odwróciłam się od widoku mojej matki i osunęłam się na podłogę, kuląc się, obejmując głowę ramionami.

Co miałam teraz zrobić?

Jak miałam zdobyć taką sumę pieniędzy do jutra?

Nie mogłam już nawet płakać. Musiałam myśleć.

Musiałam znaleźć sposób.

I właśnie wtedy, jakby wszechświat usłyszał moje desperackie pytania, dwie kobiety przeszły obok mnie, ich głosy głośne, gdy rozmawiały.

„Słyszałaś, że Stella dostała prawdziwe złoto tylko za spędzenie nocy z Alfami?” jedna z nich powiedziała z niedowierzaniem.

Powoli podnosząc głowę, patrzyłam, jak druga kobieta odpowiada,

„Naprawdę? Czy to przez ten rytuał, w którym Alfy śpią z różnymi kobietami, aby znaleźć swoją partnerkę? Nawet jeśli nie była ich partnerką, to i tak dali jej złoto?”

Gdy kontynuowały rozmowę, pierwsza kobieta skinęła głową.

„Wystarczyło, że oddała swoje ciało na noc i zapłacili jej.”

Mój wzrok opadł na ziemię, oddech zatrzymał się, a klatka piersiowa się zacisnęła.

To było to. Jedyny wybór, jaki mi pozostał.

Jeśli chciałam uratować moją matkę.

Jeśli chciałam utrzymać przy życiu ostatni kawałek rodziny.

Musiałam oddać się Alfom trojaczkom. Musiałam wziąć udział w rytuale.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział