Rozdział 5 Ładne usta do użycia 🔞

To był rytuał.

Rytuał mający na celu znalezienie odpowiedniej wilczycy, którą mieli wybrać Alfa trojaczki: Lucien, Claude i Silas.

Tak, ci trzej bezwzględni mężczyźni, którzy praktycznie rządzili całym światem wilkołaków. Byli potężni, hipnotyzujący niczym księżyc zawieszony na niebie. Byli doskonali... ale byli przeklęci.

Słyszałam historie o tych mężczyznach, jak sama bogini ich przeklęła. Mimo że obdarzeni byli potężnymi wilkami, nie byli takimi Alfami, jakich sobie wyobrażała.

Byli bez serca, zabijali bez skrupułów. Ale to, co naprawdę obrzydzało boginię, to ich cielesne pragnienia.

Mówiono, że Lucien, Claude i Silas pragnęli jednej rzeczy ponad wszystko — seksu.

Używali go, by zabić czas, oddając się przyjemności bez troski. Będąc fantazją niemal każdej wilczycy, niezliczone kobiety rzucały się na nich. A oni nie dbali o to, z kim śpią, dopóki zaspokajało to ich potrzebę.

Ale dla bogini to było nieświęte.

Seks był święty, przeznaczony głównie do dzielenia się między partnerami, a nie traktowany jako przelotna przyjemność.

I dlatego ich przeklęła. Jeśli nie znajdą i nie oznaczą swojej przeznaczonej partnerki przed 26. urodzinami, umrą.

Ale to nie była najokrutniejsza część.

Bogini dała im jedną wspólną partnerkę — kobietę, której żaden z nich nie mógł wyczuć. Nie wiedzieliby, kim jest, chyba że ją zdobędą i oznaczą.

I to tłumaczyło, dlaczego właśnie przechodziłam przez korytarze domu tych mężczyzn, ich służący szli za mną. Ich głosy zanikały w tle, zagłuszane przez bicie mojego serca.

Dziś zostałam wybrana, by spędzić noc z Alfa trojaczkami.

Nazywali to szczęściem — mówili, że nawet jeśli nie jestem ich partnerką, jedna noc z Lucienem, Claude'em i Silasem to marzenie każdej kobiety.

Każdej oprócz mnie.

Nie chodziło o to, że nie byłam oczarowana ich pięknem jak inne, jak mogłabym nie być, kiedy wyglądali jak chodzący bogowie?

Ale powód, dla którego to robiłam... nie był tym, że chciałam.

Robiłam to, bo nie miałam wyboru, bo jeśli chciałam ją utrzymać przy życiu, musiałam.

„Pamiętaj, czego cię uczyliśmy, dziecko,” powiedziała Thalia, główna służąca, z smutnym uśmiechem, gdy zatrzymaliśmy się przed dużymi, złotymi drzwiami. Jej uśmiech był szeroki i dobrze wyćwiczony, jak u kogoś, kto robił to wiele razy wcześniej (co faktycznie robiła).

„Nie kwestionuj tego, czego Alfy od ciebie wymagają. Nie wpatruj się w nich zbyt długo bez pozwolenia. Zwracaj się do nich oddzielnie jako Alfa Lucien, Claude i Silas. I pod żadnym pozorem nie próbuj nawiązywać z nimi rozmowy, chyba że dostaniesz pozwolenie.”

Powtórzyłam jej instrukcje słowo w słowo, tak jak mnie nauczyła.

Kąciki jej ust wygięły się w uśmiech i skinęła głową, jej ręka sięgnęła do drzwi. Gdy je otwierała, mruknęła pod nosem,

„Życzę ci powodzenia, Lilith,”

„Dziękuję za pomoc, Thalia.” wyszeptałam i obdarzyłam ją małym uśmiechem.

W momencie, gdy drzwi się otworzyły, przełknęłam nerwowo ślinę i patrzyłam, jak służący odchodzą, nie obdarzając mnie nawet jednym spojrzeniem.

Przez chwilę stałam nieruchomo, wpatrując się w przestrzeń przede mną, spowitą ciemnością. Biorąc głęboki oddech, przygotowałam się na nieuniknione.

W każdym sensie sprzedawałam swoje ciało. Więc powiedziałam sobie, że zamknę oczy i pozwolę, żeby szybko się skończyło.

To był plan.

Ale w momencie, gdy weszłam do pokoju, drzwi zatrzasnęły się za mną, ale to nie było to, co sprawiło, że zamarłam w miejscu.

Powodem, dla którego wstrzymałam oddech i moje ciało zadrżało, byli trzej mężczyźni przede mną, których oczy skierowały się na mnie w chwili, gdy weszłam. Z powodu ich piękna.

O, bogini.

Jak ktoś mógł wyglądać tak oszałamiająco? Nawet jeśli widziałam ich wcześniej, wciąż byli absolutnie zachwycający.

Nie byli atrakcyjni w sposób muskularny, jak większość mężczyzn. Nie, ich piękno było czymś zupełnie innym—wyrafinowane, uderzające.

Byli bez skazy, nie wyglądając przy tym kobieco. Ich twarze były identyczne, wyrzeźbione tak perfekcyjnie, że wydawało się, jakby bogini poświęciła czas na stworzenie arcydzieła.

Jedyną zauważalną różnicą między nimi były włosy. Lucien miał długie czarne włosy, Silas brązowe, a Claude miękkie blond, więc wiedziałam, że to Claude leżał na łóżku, jego usta wykrzywione w rozbawionym uśmiechu, gdy tylko mnie zobaczył. Jego głowa spoczywała leniwie na ręce, a gdy mówił, wyglądał jak coś prosto z jednej z tych bajek, które mama czytała mi, książę, który porwie cię z nóg.

„O, ta jest inna. Nie wiem dlaczego, ale pachnie bardziej apetycznie niż inne, bracia. Coś mi mówi, że to nasza partnerka,” mruknął, jego język przesunął się po dolnej wardze, a oczy śledziły moje ciało, jakby był posiłkiem, który miał zaraz pożreć.

„Czy nie mówiłeś tego o tej, którą pieprzyliśmy wczoraj? I przedwczoraj?” przerwał chłodny, nieimponujący głos.

Spojrzałam na mężczyznę bez koszuli siedzącego na kanapie, jego oczy utkwione w książce, którą przeglądał.

Gdy na niego patrzyłam, myśl przemknęła przez moją głowę, jeśli Claude wyglądał jak książę, to Silas był pięknym, błyskotliwym mężczyzną, przeznaczonym do zniszczenia cię.

„Ale masz rację co do tej… pachnie pysznie,” mruknął pod nosem, jego oczy błysnęły w moją stronę.

Przez chwilę zobaczyłam w nich rozpoznanie, ale równie szybko zniknęło. Zamknął książkę i oparł głowę na ręce, wpatrując się we mnie, zaintrygowany.

„Nie ma znaczenia, czy pachnie dobrze, czy nie. Ważne jest znalezienie naszej partnerki,” odezwał się kolejny głęboki głos, a mój wzrok przeniósł się na trzeciego z trojaczków, siedzącego na skraju okna, popijającego wino.

Alpha Lucien.

Czarny rycerz.

„Nie mamy czerpać z nich przyjemności.” Przy ostatnim słowie jego oczy błysnęły jasnym, przerażającym białym, gdy przechylił głowę, by na mnie spojrzeć.

Zanim zdążyłam zareagować, Claude nagle znalazł się przede mną, sprawiając, że drgnęłam i prawie się potknęłam. Ale jego ręka owinęła się wokół mojej talii, przyciągając mnie bliżej, tak blisko, że z moich ust wydobył się cichy jęk, gdy stał tuż obok.

Patrzył na mnie, studiował mnie, a ja nie mogłam oderwać od niego wzroku.

„Nie wpatruj się w nich zbyt długo bez pozwolenia,”

Ostrzeżenie asystenta odbiło się echem w mojej głowie, sprawiając, że moje oczy szeroko się otworzyły, zanim szybko opuściłam wzrok.

„Spójrz w górę, mała wilczyco,” zażądał Claude, a ja natychmiast posłuchałam.

Tym razem, obok Claude'a stał Silas, jego oczy wpatrzone we mnie intensywnie.

„Jak masz na imię, wilczyco?” zapytał Silas, okrążając mnie, a ja wciągnęłam ostro powietrze, gdy przycisnął się do mnie od tyłu, zamykając mnie między sobą a Claude'em.

„Zwracaj się do nich osobno jako Alpha Claude, Silas i Lucien.

„N-Nazywam się Lilith, Alpha Silas,” wymusiłam słowa z ust, moje pięści zacisnęły się, gdy Silas pochylił się, odgarnął moje włosy i wziął powolny wdech przy mojej szyi.

Ale zanim zdążyłam to przetworzyć, Claude sięgnął i chwycił moją brodę, zmuszając mnie do spojrzenia mu w oczy. Rozbawiony uśmiech, który rozciągnął się na jego ustach i przerażająca biel jego oczu sprawiły, że mój żołądek się skurczył.

„Lilith,” wymruczał, a potem zaśmiał się, jego spojrzenie spadło na moje usta. I właśnie wtedy, gdy Silas odsunął się ode mnie, Claude powtórzył,

„Cóż, Lilith. Klęknij dla mnie. Zobaczmy, jak wykorzystasz te śliczne usta.”

Te proste słowa sprawiły, że moje serce poczuło, jakby miało zaraz eksplodować. Ale...

„Nie kwestionuj tego, czego Alfy od ciebie żądają.”

Więc zrobiłam dokładnie to.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział