Rozdział 4: Muszę ją znaleźć

Candice biegła szybko.

Nie zauważyła, że dokładnie w chwili, gdy drzwi windy się zamknęły, zza rogu na końcu korytarza wyłoniła się grupa ludzi.

Na ich czele szedł Brandon.

Kroczył pewnym krokiem w idealnie skrojonym czarnym garniturze, roztaczając aurę szlachetności i powściągliwości, która przyciągała spojrzenia.

Po drodze wiele osób rzucało mu pełne podziwu spojrzenia.

Brandon zignorował je wszystkie; jego głębokie, przenikliwe oczy z daleka wbiły się w Elijah.

Ponieważ zmierzali w tym samym kierunku, dostrzegł też w windzie smukłą sylwetkę.

To było tylko przelotne spojrzenie — nawet nie zdołał rozpoznać rysów twarzy — a jednak Brandon zatrzymał się jak wryty.

Zmrużył oczy, a przez jego twarz przemknął błysk zdumienia.

Dlaczego ta sylwetka wydawała się taka znajoma?

Wyglądała dokładnie jak jego była żona, Candice!

Czy ona wróciła?

Twarz Brandona stężała i odruchowo zrobił krok naprzód, gotów ruszyć za nią!

Ale w tej samej chwili dostrzegł go Elijah.

Z ponurą miną i przygnębiony tym, że Candice odeszła, Elijah nie mógł powstrzymać narzekania:

— Tato, czemu tak długo cię nie było! Ta piękna pani już sobie poszła!

Widząc niezadowolenie syna, Brandon musiał na razie odpuścić.

Może się pomylił.

Candice zniknęła sześć lat temu bez śladu, nie dało się jej znaleźć — jakim cudem miałaby się tu nagle pojawić?

Brandon szybko odzyskał panowanie nad sobą i zwrócił się do Elijaha.

— Jaka piękna pani? Ta cudotwórcza lekarka, o której mówiłeś przez telefon?

— Tak!

Elijah przytaknął, zerkając w stronę, w której zniknęła Candice, wyraźnie rozczarowany.

Zastanawiał się, czy nie jest już za późno, żeby pobiec za nią.

Brandon, nieświadomy, skąd bierze się rozczarowanie syna, zbył je niedbale.

— Skoro poszła, to poszła.

Nie wierzył, że Elijah naprawdę spotkał jakiegoś cudownego lekarza.

Poza tym ta postać, którą mignęła mu przed oczami, wyglądała na bardzo młodą.

Nawet jeśli była uzdolniona, to jak bardzo mogła być wyjątkowa?

Tymczasem Brandon miał już od Graya kontakt do „Dr. Mandy”.

Odnalezienie tej słynnej specjalistki wydawało się dużo bardziej obiecujące.

Widząc, że Brandon nie traktuje jego słów poważnie, Elijah się zagotował.

— Jak możesz taki być!

Przecież próbował namówić Candice, żeby pomogła Brandonowi!

To wina Brandona, że przyszedł za późno!

A teraz jeszcze to lekceważenie!

Elijah od razu był zbyt zdenerwowany, żeby z nim rozmawiać; prychnął i pomaszerował do przodu na swoich krótkich nóżkach.

Widząc ten nagły wybuch, Brandon zmarszczył brwi i zapytał surowo:

— Co cię nagle naszło? Skąd ten ton?

Elijah obrażony wydął wargi.

— Tata w ogóle nie przejmuje się tą cudowną lekarką! Myślisz, że ta piękna pani nie potrafi?

Brandon spojrzał na jego naburmuszoną, rozgniewaną twarz, nic nie odpowiadając, ale wyraz jego twarzy mówił wszystko.

Elijah wybuchnął:

— Nie bądź taki sceptyczny! Specjalnie się dowiedziałem, że ona jest niesamowita! Właśnie przeprowadziła naprawdę trudną operację, której nikt inny nie potrafił zrobić!

Nawet z tą informacją Brandon nadal nie był przekonany.

Mimo to spróbował udobruchać Elijaha słowami:

— Nie wątpię w ciebie, ale tata zna swój stan. Tego starego urazu nie da się wyleczyć byle komu — nawet ta piękna pani, którą spotkałeś, może nie być w stanie pomóc.

Co więcej, Brandona niepokoiło to, jak dużą wagę Elijah przykładał do osoby zupełnie obcej.

Przez lata niezliczone celebrytki i bogate pannice z Seaside City ustawiała się w kolejce, każda z nadzieją, że zostanie macochą Elijaha.

A on odrzucał je wszystkie bez wyjątku.

Nawet Vesper, bliskiej rodzinie Obelon, nie pozwalał zbliżyć się do Elijaha.

„Osławione” nastawienie małego księcia rodu Obelon do kobiet było w Seaside City praktycznie powszechnie znane!

Po raz pierwszy Brandon widział, żeby Elijah zainteresował się jakąś kobietą.

Brandon nie mógł oprzeć się podejrzeniu, że ona może mieć ukryte intencje i celowo obrała taką strategię, żeby zbliżyć się do Elijaha. Jeśli tak było, najlepiej będzie uciąć to zainteresowanie w zarodku.

Dlatego Brandon dodał:

— Tata już znalazł prawdziwego „cudownego lekarza”. Dzisiejszy cel został osiągnięty, więc wracajmy do domu. Bez dalszego zamieszania.

Słysząc to, Elijah poczuł, jak opada mu zapał.

Czy „cudowny lekarz”, którego znalazł Brandon, nie był przypadkiem tą samą osobą co Candice?

Czy to znaczyło, że nie będzie mógł już zobaczyć Candice?

Choć spotkali się tylko raz, z jakiegoś powodu naprawdę ją polubił.

Zaledwie na chwilę się rozstali, a on już za nią tęsknił.

Miło byłoby zobaczyć ją znowu.

— Postanowiłem. Znajdę ją!

Jeśli nie mogła wyleczyć choroby jego taty, to mogła zostać jego mamą!

Wyobraźnia Elijaha zadziałała twórczo, natychmiast zmywając wcześniejsze rozczarowanie.

Po wyjściu ze szpitala Candice od razu ruszyła do domu.

Po drodze jej splątane emocje długo nie mogły się uspokoić.

Chociaż była rozwiedziona z Brandonem od sześciu lat, a jej serce już dawno przestało do niego należeć, nie potrafiła nie reagować, gdy myślała o Elijahu.

Elijah wyglądał na mniej więcej w wieku jej Yasmin.

Co oznaczało, że krótko po ich rozstaniu Brandon miał dziecko z kimś innym!

Z kim?

Z Vesper, być może?

Na samą myśl o tym Candice nagle wydało się to śmieszne.

Podczas ich małżeństwa kilka razy chciała mieć dziecko, ale Brandon nie miał takich planów.

Po każdym zbliżeniu kazał jej nawet brać środki antykoncepcyjne.

Życzenia rodziny Obelon stały w sprzeczności z jego postawą.

Przez całe małżeństwo jej niemożność zajścia w ciążę była powodem nieustannej presji i pogardy ze strony Brielle.

Brandon nigdy o tym nie wiedział.

A jednak ledwie po rozwodzie był gotów mieć dziecko!

Czego jeszcze Candice potrzebowała, żeby zrozumieć?

Brandon nie chciał dzieci — po prostu nie uważał, że ona jest godna, by je urodzić.

Wspominając tamte chwile, Candice nie potrafiła powstrzymać się od przeklinania Brandona.

Co za drań!

Kiedy wciąż mruczała pod nosem przekleństwa, zadzwoniła jej najlepsza przyjaciółka, Qiana Collins.

Widząc połączenie przychodzące, Candice opanowała się, zanim odebrała.

— Qiana, co jest?

Z drugiej strony odezwał się entuzjastyczny głos Qiany:

— Candice, skończyłaś już pracę?

Candice odparła:

— Właśnie skończyłam. Jadę teraz do domu.

Słysząc to, Qiana natychmiast powiedziała:

— Do jakiego domu? Rzadko bywasz w Seaside City — pozwól mi być porządną gospodynią! Poza tym po tak długiej operacji dzisiaj należy ci się porządny posiłek.

Na propozycję Qiany Candice uśmiechnęła się i powiedziała:

— Dobrze, dam ci się ugościć. Wyślij mi adres, to się tam spotkamy.

— Super, przyjedź do Coastal Cove Dining. Będę czekać!

Qiana rozłączyła się, gdy tylko to powiedziała.

Candice schowała telefon i powiedziała kierowcy:

— Na kolację nie jadę do domu. Proszę zawieźć mnie do Coastal Cove Dining.

— Oczywiście.

Kierowca potwierdził i ruszył.

Pół godziny później Candice spotkała się z Qianą w restauracji.

Nie widziały się od kilku miesięcy. Gdy tylko Qiana dostrzegła Candice, podbiegła do niej i mocno ją przytuliła.

— Candice, wreszcie jesteś!

Z figlarnie zalotnym wdziękiem uniosła jej podbródek i droczyła się:

— Jak to możliwe, że jesteś jeszcze piękniejsza? Wszechświat jest taki niesprawiedliwy — obdarzył cię i urodą, i niesamowitym talentem. Umieram z zazdrości!

Candice zachowała poważną minę, podkreślając:

— Po pierwsze, urodę mam po rodzicach. Po drugie, mój talent jest rzeczywiście wrodzony!

Qiana roześmiała się.

— Ale z ciebie zarozumialec!

Candice nie zdołała utrzymać poważnej maski i sama wybuchnęła śmiechem.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział