Rozdział 5 Candice, Wreszcie się pojawiłeś
– No chodź, siadaj! Zamówiłam wszystkie twoje ulubione dania. Po takim długim dniu musisz umierać z głodu – powiedziała Qiana, pociągając Candice do krzesła i siadając obok niej.
Candice kiwnęła głową, nie bawiąc się w żadne formalności. Chwyciła sztućce i od razu zabrała się do jedzenia. – Jestem potwornie głodna. Nawet nie zjadłam lunchu przez tę operację.
Choć podczas konfrontacji z Remym czuła satysfakcję, tylko Candice wiedziała, jak bardzo była psychicznie wyczerpana przez cały zabieg.
Operacja trwała godzinami, a że nie było żadnego innego lekarza, który mógłby ją zastąpić, o lunchu nie było mowy.
Qiana słuchała z troską. – Biedactwo. No to jedz, jedz!
Pomogła nałożyć Candice kilka jej ulubionych potraw.
Candice nie wahała się ani chwili, kierując frustrację prosto w apetyt.
Dopiero gdy najadła się do syta, wróciła do rozmowy z Qianą.
Poznały się cztery lata temu na studiach za granicą i od tamtej pory były dla siebie powiernicami.
– Jak długo będziesz w Seaside City w związku z tym projektem, którym zarządzasz? – zapytała Qiana.
Candice pokręciła głową. – Na razie nie wiadomo. Może to być tylko dwa–trzy miesiące, a może się przeciągnąć do roku.
Takie projekty rzadko szły zgodnie z planem, zwłaszcza przy trudnościach, z jakimi mierzyli się przy opracowywaniu nowego leku.
Qiana wyraźnie się ożywiła. – To wspaniale! Będę miała towarzystwo, kiedy tu jesteś! Och, i po kolacji chcę cię poznać z kilkoma znajomymi. Pamiętasz te dwa rzadkie składniki lecznicze, o które mnie pytałaś? Znalazłam je tutaj, w Seaside City, dzięki rodzinie Turnerów. Właściwie ich dziedzic, Patrick Turner, będzie dziś wieczorem w okolicy! Powinnaś z nim porozmawiać!
Candice była zmęczona i planowała po kolacji odpocząć, ale gdy usłyszała słowa Qiany, natychmiast zmieniła zdanie. – Idealnie! Szukam ich od tak dawna… Nie mogę przepuścić takiej okazji!
Po kolacji Candice poszła z Qianą do ekskluzywnego klubu.
Gdy tylko dotarły na miejsce, pod wejście podjechał kolejny samochód.
To był Brandon. Tego wieczoru miał spotkanie biznesowe z klientami.
Kiedy wysiadł, znów dostrzegł znajomy zarys sylwetki.
Czy to znowu Candice?
Czy mu się przewiduje?
Knox wysiadł za nim i zauważył jego zawahanie. – Co jest? Znowu problemy ze wzrokiem?
Brandon pokręcił głową. – Nie, nic. Chodźmy.
– Jasne – odparł Knox, przyspieszając, żeby go dogonić.
Candice nie miała o tym pojęcia. Weszła z Qianą do prywatnego pokoju i zobaczyła, że kilka osób już czeka. Po zachowaniu i ubiorze wyraźnie było widać, że to ludzie znaczący.
Qiana zawołała do nich, a oni przywitali ją entuzjastycznie.
– Czemu tak długo? Czekamy wieczność!
– Spóźniłaś się — czas wypić karniaka!
Wszyscy żartowali, a Qiana podjęła grę. – Dobra, wypiję!
Chwyciła koktajl i wypiła go jednym haustem. Odstawiła szklankę i powiedziała: – Och, prawie zapomniałam was wszystkim przedstawić… To moja najlepsza przyjaciółka, Candice Elikin. Jest lekarką.
Grupa nie znała prawdziwej tożsamości Candice, ale jako przyjaciółkę Qiany przyjęli ją bardzo ciepło.
– Wow, jest przepiękna!
– Pani Elikin, miło panią poznać. Mogłybyśmy wymienić kontakty?
– Wszyscy jesteśmy tu znajomymi — wyluzuj i baw się dobrze.
Witali Candice uprzejmie.
Candice uśmiechnęła się w odpowiedzi, wymieniając grzeczności.
– Dobra, wy się bawcie. Candice i ja musimy coś omówić – oznajmiła Qiana, machając do grupy, po czym wzięła Candice pod ramię i poprowadziła ją do dystyngowanie wyglądającego mężczyzny.
– Patrick, to ta genialna lekarka, o której ci mówiłam — Candice Elikin!
Widząc przystojnego mężczyznę o łagodnym usposobieniu, Candice domyśliła się, że to musi być dziedzic rodziny Turnerów, o którym wspominała Qiana.
Z inicjatywą podeszła, by go przywitać. — Dzień dobry, panie Turner.
Patrick uśmiechnął się z ujmującą, wręcz akademicką elegancją. — Dzień dobry. Słyszałem o pani bardzo wiele. Czytałem pani prace medyczne — są naprawdę innowacyjne. Znałem pani reputację, panno Elikin, ale nie spodziewałem się, że jest pani aż tak młoda.
Candice pozostała skromna, a jednocześnie opanowana. — Jest pan zbyt uprzejmy, panie Turner.
Patrick uśmiechnął się. — Nie ma potrzeby prawić komplementów. Qiana wspomniała, że szuka pani rzadkich ziół leczniczych. Składa się tak, że w ogrodzie ziołowym mojej rodziny kilka lat temu wyhodowano kilka roślin. Są dość cenne, ale warto rozstać się z częścią, żeby panią poznać. Możemy umówić termin odbioru. Może wymienimy się danymi kontaktowymi?
— Byłoby wspaniale, dziękuję.
Candice bez wahania się zgodziła, wyciągając telefon, by dodać jego kontakt.
Gdy sprawy zostały załatwione, atmosfera się rozluźniła i zaczęli lepiej się poznawać.
Ponieważ było to przede wszystkim towarzyskie spotkanie w gronie znajomych, gry nieuchronnie prowadziły do alkoholu.
Porwana świątecznym nastrojem, Candice również wypiła kilka drinków.
Jednak nie miała mocnej głowy i mimo niskiej zawartości alkoholu szybko poczuła, że kręci jej się w głowie.
— Candice, chcesz jeszcze? — zapytała Qiana, unosząc butelkę whiskey.
Candice szybko machnęła ręką. — Nie, dzięki, już czuję. Muszę do toalety.
— Jesteś pijana? Chcesz, żebym poszła z tobą? — Qiana spojrzała na nią z troską.
Candice zbyła to ruchem ręki. — Nie jest tak źle. Baw się dalej — znam drogę. Zaraz wracam.
— Dobra, tylko uważaj.
Qiana nie naciskała, tylko ją odprawiła gestem.
Po wyjściu z pokoju Candice minęła toaletę i ruszyła do wyjścia ewakuacyjnego, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza.
Z dala od hałasu ta cisza działała kojąco.
Oparła się o ścianę i miała już zadzwonić do Yasmin, kiedy drzwi się otworzyły.
Wytoczyło się dwóch pijanych młodych mężczyzn, podtrzymując się nawzajem.
Wyglądali na zaskoczonych, że ktoś tam jest.
— A co tu ktoś robi?
Jeden ledwie to wymamrotał, gdy dostrzegł wygląd Candice.
Jej olśniewająca uroda i eteryczna aura natychmiast przykuły ich uwagę.
Rozbłysły im oczy, nie potrafili od niej oderwać wzroku.
— No proszę, jaka piękność.
— Hej, ślicznotko, samotnie ci tu? Zamiast się chować, czemu nie dołączysz do nas na parę drinków? A potem możemy ci zapewnić niezłą zabawę...
Sposób, w jaki powiedział „niezłą zabawę”, miał jednoznacznie dwuznaczny wydźwięk.
Ich spojrzenia wędrowały po sylwetce Candice, a zamiary były aż nazbyt oczywiste.
Candice pomyślała: No pięknie!
Właśnie tutaj musiałam trafić na dwóch pijanych obleśnych typów.
Postanowiła ich zignorować, szybko schowała telefon i odwróciła się, żeby odejść.
Ale mężczyźni zastąpili jej drogę.
— Hej, piękna, mówię do ciebie. Nie słyszałaś?
Gdy podeszli bliżej, mdlący zapach alkoholu sprawił, że Candice ścisnęło w żołądku.
Zmarszczyła brwi, a jej wyraz twarzy stężał. — Zejdźcie z drogi! Nie interesuje mnie wasza „niezła zabawa”!
Jej ton był lodowaty.
Ale ci pijacy zdawali się tego nie rozumieć.
Tymczasem na zewnątrz korytarza.
Brandon, który właśnie zakończył spotkanie biznesowe, przechodził akurat obok.
Nie mógł uwierzyć, że słyszy znajomy głos.
Po tym, jak dostrzegł znajomą sylwetkę w szpitalu i przy wejściu do klubu, teraz słyszał znajomy głos.
To już nie mógł być przypadek.
Brandon zmrużył oczy i spojrzał w stronę drzwi.
Candice... to byłaś ty?
Wreszcie się pojawiłaś!
