Rozdział 176 Ezdrasz

Ezra

Panika we mnie to nie panika.

To jest pierdolone zwierzę.

Ma pazury.

Zęby.

Rozszarpuje mi klatkę piersiową, rwie po żebrach, jakby chciało się wydostać, jakby miało mnie pożreć żywcem, jeśli nie dopadnę jej pierwszej.

„Ona była tuż tutaj” — warczę, a głos łamie mi się w coś twa...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie