Rozdział 177 Avery

Avery

Najpierw uderza zimno.

Potem ziemia.

Plecy walą mi o wilgotną glebę, a powietrze wylatuje mi z płuc ostrym, poszarpanym sapnięciem, kiedy Ricky wciska mnie w ziemię, jakbym nic nie ważyła, jakbym nawet nie była człowiekiem — tylko czymś, co można ot tak upuścić.

Natychmiast odskak...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie