Rozdział 95 Avery

Avery

Ezra wraca jak burza przebrana za spokój — ręce ma pełne, dłonie pewne, talerzyki jakimś cudem idealnie wyważone mimo tłumu i tego całego zamieszania — i zanim w ogóle ogarnę, ile tego niesie, szturcha Joyce, żeby ruszyła tyłek z miejsca, samym spojrzeniem.

— Przesuń się.

Joyce teatra...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie