Rozdział 3 ROZDZIAŁ TRZECI

PERSPEKTYWA EMILY

Krzyknęłam, staczając się po górskim zboczu, z sercem bijącym nierówno. Ostre krawędzie skał raniły mi skórę, kiedy turlałam się w dół ku połaci lasu poniżej.

Próbowałam osłonić twarz dłońmi przed cierniami, tłumiąc krzyk, aż moje ciało uderzyło w potężne drzewo, które zatrzymało mój upadek.

Przycisnęłam dłonie do ust i skryłam się za pniem, gdy zza mnie dobiegło warczenie.

Cholera!!!!! Gdzie był Roman?

Spróbowałam użyć naszej więzi, żeby odnaleźć Romana, ale nie mogłam jej wyczuć. Odkąd zostaliśmy wyrzuceni ze stada, więź została zerwana. Wiedziałam, że Roman mnie znajdzie, jeśli wciąż żył. Zapach mojej krwi go do mnie poprowadzi, ale sprowadzi tu też wilka wyrzutka.

Wstrzymałam oddech i nasłuchiwałam. Zamiast tego nie usłyszałam nic. Wypuściłam powietrze, po czym ostrożnie wyjrzałam zza drzewa. Wszędzie było czysto, ani śladu wilka, który gonił mnie wcześniej. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się, czy dał za wygraną.

Robiło się już odrobinę jaśniej, co ułatwiało dostrzeżenie tego, co było przede mną. Osunęłam się plecami po pniu i wypuściłam z ulgą powietrze, oglądając nogę.

Była spuchnięta, a kawałka ciała brakowało. Wilk ugryzł naprawdę głęboko i jeśli nie zajmę się tym na czas, rana się zakaże, bo nie miałam tego szybkiego gojenia, co inne wilki. Rozerwałam kawałek ubrania i użyłam go, żeby obwiązać nogę.

Wstałam, zastanawiając się, czy powinnam wrócić do jaskini, żeby poszukać Romana. Powoli ruszyłam, próbując odnaleźć drogę z powrotem.

Zatrzymałam się i rozejrzałam. Nienaturalna cisza lasu była złowroga, stawiając każdy nerw w moim ciele w stan gotowości. Pociągnęłam nosem — wyczułam krew, i to dużo, sądząc po zapachu.

Poszłam za tym tropem i stanęłam jak wryta, wpatrując się w scenę przede mną. Czarny wilk, który mnie ścigał, był martwy — i to w paskudny sposób. Krew wsiąkła w ziemię, a głowa została czysto odcięta od tułowia. Rozejrzałam się z przerażeniem, zastanawiając się, co mogło to zrobić.

Zesztywniałam, gdy poczułam, jak powietrze wokół mnie się zmienia. Serce waliło mi jak oszalałe, gdy z cieni wyszły cztery ogromne szare wilki, osaczając mnie ze wszystkich stron. Powoli przykucnęłam, nie spuszczając ich z oczu, i przyjęłam pozycję do walki.

Proszę!! To jest ten moment, żebyś się pokazał. Pomyślałam, błagając cień, którym była moja wilczyca.

Zanim wilki zdążyły na mnie skoczyć, przede mnie wpadł wielki biały wilk, osłaniając mnie i warcząc na tamte. Odetchnęłam z ulgą, natychmiast rozpoznając wilka Romana.

Razem walczyliśmy z tamtymi wilkami — a właściwie Roman walczył, a ja, zmagając się z nogą, odpierałam każdy atak, który spadał w moją stronę. Uniknęłam skoku jednego z wilków, który wyjątkowo zawziął się, żeby mnie zabić. Straciłam czujność, gdy usłyszałam głośny skowyt Romana.

Został ugryziony w bok; krew lała się strumieniem, a on z trudem odpierał wilki, które z nim walczyły. Nie myśląc, rzuciłam się do przodu i wskoczyłam na jednego z nich, zaciskając dłonie mocno na jego karku i nie puszczając, mimo że wilk szarpał się wściekle.

Roman znów zyskał przewagę, walcząc ze wszystkich sił, ale te łajdaki były silniejsze i bardziej wyrachowane.

Krzyknęłam, gdy wilk, którego się trzymałam, odrzucił mnie w tył z taką siłą, że plecami uderzyłam o drzewo za mną. Zacisnęłam zęby, kurczowo obejmując bok, gdy ból rozszedł się po każdym zakamarku mojego ciała. Nie dając mi nawet chwili, by wstać, wilk wgryzł się w mój brzuch, wyrywając ze mnie kolejny, pełen rozpaczy krzyk.

Słabo szarpałam się z wilkiem, kiedy ciągnął mnie za włosy zaciśnięte w swoich mocnych zębach. Roman próbował się do mnie dostać, walcząc z całej siły; wbił kły w szyję wilka obok siebie i szarpnął tak mocno, że urwał mu głowę.

Przyciskałam ręką brzuch, próbując powstrzymać krew tryskającą z rany, choć to nie miało sensu — wilk ugryzł mnie naprawdę głęboko. Drugą ręką trzymałam się za włosy, płacząc, gdy wilk szarpał i ciągnął moje ciało po ziemi.

Drugi wilk skoczył na mnie, rozszarpując mi drugą nogę. Roman!!! wrzasnęłam, a głos mi się załamał, gdy błagałam go o pomoc. Nie chciałam umrzeć tutaj, w tym lesie, nie widząc już nigdy twarzy Stefana.

Zanim wilk zdążył wgryźć mi się w szyję, Roman rzucił się na niego, a jego pazury rozdarły bok napastnika. Słabo czołgałam się, odciągając ciało od miejsca walki. Roman zabił już dwa wilki; zostały jeszcze dwa, z którymi walczył zaciekle.

Zacisnęłam zęby, ciągnąc moje poobijane ciało, płacząc i przeklinając mojego wilka. Potrzebowałam go, a jednak się nie pojawiał. Byłam słaba i gdyby nie Roman, już dawno bym nie żyła. Nie zasługiwałam na to, żeby stać u boku Stefana ani żeby nazywać się wilkołakiem.

Z trudem podniosłam się na nogi, trzęsąc się, i kurczowo trzymając się za brzuch, powłóczyłam stopą. Nagle jeden z wilków wyskoczył przede mną, szczerząc zęby i warcząc na mnie groźnie.

Cofnęłam się, a strach wbił we mnie pazury na widok sytuacji, w jakiej się znalazłam. Stałam na skraju urwiska; daleko, daleko w dole widziałam, jak fale rozbijają się z hukiem o twarde skały. Zerknęłam w stronę Romana i zobaczyłam, jak walczy z drugim wilkiem, zdobywając przewagę, aż wyrwał mu głowę. Zawył triumfalnie, po czym spojrzał na mnie.

Uśmiechnęłam się zmęczona i wyszeptałam ciche „dziękuję”, kiedy wilk ruszył w moją stronę. Choćby Roman nie wiem jak próbował, nie zdążyłby do mnie na czas — widziałam, jak to do niego dociera. Przemienił się w ludzką postać, cały we krwi, i pobiegł w moją stronę, krzycząc moje imię.

Wilk wyszczerzył swoje paskudne kły, po czym z impetem we mnie uderzył, spychając nas oboje z urwiska.

— Emily!!!!!!!!! — wrzasnął Roman i bez chwili wahania rzucił się za mną w dół, wyciągając do mnie ręce. Było jednak za późno. Patrzyłam na niego, spadając, a łzy płynęły mi po policzkach.

Dlaczego skoczył za mną? Teraz mieliśmy zginąć oboje.

Silny wiatr miotał moimi włosami; zamknęłam oczy, a myśli popłynęły ku Stefanowi.

Proszę, ocalcie nas, boginie księżyca. Nie chcę, żebyśmy umarli.

To była moja ostatnia myśl, zanim moje ciało runęło w lodowatą wodę, a jej brutalna siła odebrała mi przytomność.

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział