Rozdział 7 Czy jesteś w ciąży?

Po wyjściu wróciła prosto do willi rodziny Bakerów.

Jej projekt był dopiero w połowie — niedokończony.

Już dawno wysłałaby go na firmowego maila, gdyby ktoś jej nie przerwał.

Godzinę później Emily poprawiała szkic na tablecie, kiedy nagle usłyszała pukanie do drzwi.

— Eee... proszę pani, panna Miller mówi, że źle się czuje i chce, żeby pani przyszła i ją zobaczyła.

Służąca wyglądała na wyraźnie strapioną.

Na te słowa Emily zatrzymała rysik, a w jej oczach mignęła kpiąca iskra.

Grace naprawdę umiała wykorzystać okazję.

— Powiedz jej, że jestem zajęta. — Emily nie miała najmniejszej ochoty się w to bawić.

Jeśli źle się czuje, niech jedzie na SOR. Ona nie była lekarzem.

Teraz chciała tylko zaszyć się w swoim pokoju i w spokoju dopracować projekt.

Jak tylko „ogarnie” babcię, będzie mogła bez problemu polecieć do Paryża.

A czy Grace będzie żyła, czy umrze — co ją to w ogóle obchodziło?

Emily mimowolnie dotknęła brzucha.

Czy Alex w ogóle wiedział, że ona też jest w ciąży?

Służącej było Emily żal, ale nie śmiała podpaść kochance pana domu, więc mogła tylko z szacunkiem przekazać jej słowa.

Grace leniwie rozsiadła się na sofie, wciąż trzymając magazyn, kiedy jej oczy nagle się zwęziły.

Zajęta?

Bo staruszka ją lubiła, siedziała w domu Bakerów i nie zamierzała się wynosić. Ile to jeszcze miało trwać?

Nie ma mowy. Alex był jej — razem z tytułem pani Baker!

W starannie umalowanych oczach Grace błysnęła złośliwość. Po chwili jednak natychmiast przybrała kruchą, „biedną” minę, przykryła brzuch dłonią i lekko się skrzywiła. — Czy ja czymś zdenerwowałam pannę Johnson? Ma pani rację, nie powinnam była jej zawracać głowy.

Ledwo to powiedziała, a jej twarz nagle się zmieniła, delikatne brwi ściągnęły się w bólu. — Ja... ja strasznie boli mnie brzuch... Anna, szybko, idź po pannę Johnson. Boję się!

Z łoskotem magazyn wypadł jej z ręki na podłogę.

Jak Anna — ta sama służąca, która zaniosła wiadomość — miałaby śmieć zwlekać?

Natychmiast pognała na górę.

Pozostali służący przestraszyli się i zbiegli. — Panno Miller, wszystko w porządku? Już lecę po pana Bakera!

— Nie... nie zawracajcie Alexowi głowy. — Grace udawała troskę, zatrzymując służącą, głos miała słaby. — On jest taki zapracowany. Jeszcze chwilę wytrzymam.

Ale im bardziej tak mówiła, tym bardziej służący panikowali.

Od razu wyciągnęli telefony i zadzwonili do Alexa.

Tymczasem Emily wpatrywała się w ekran komputera, a czubek palca zawisł nad touchpadem.

Pilne walenie za drzwiami było tak mocne, że zaraz miało wyrwać je z zawiasów. — Proszę pani, proszę zejść ze mną na dół i ją zobaczyć. Jeśli coś się stanie pannie Miller, żadna z nas nie uniesie konsekwencji!

Nawet służba w domu Bakerów wiedziała, że Grace jest ważniejsza od niej.

Emily ściągnęła brwi.

Jeśli nie zejdzie na dół, nie będzie w stanie dokończyć projektu.

Wciągnęła głęboko powietrze, wstała, biorąc szklankę. — To po prostu dzwońcie pod 112.

— Jak będzie pani dalej zwlekać, naprawdę wpadnie pani w tarapaty.

Z tymi słowami zeszła na dół po wodę.

Za długo siedziała i czuła dyskomfort w dole pleców i podbrzuszu.

Ledwie zeszła, Grace spojrzała na nią z przepraszającą miną. — Panno Johnson, naprawdę fatalnie się czuję. Czy mogłaby mi pani podać szklankę wody?

— Służba jest cała zajęta, a mnie ciężko wstać.

Wyraz twarzy Emily ani drgnął. Zachowała się, jakby w ogóle nie usłyszała.

Kiedy Grace zobaczyła, że Emily ją ignoruje, uśmiech na jej ustach zesztywniał.

Co, Emily naprawdę myślała, że jest panią domu Bakerów?

Grace podniosła głos, choć dalej brzmiał krucho, niemal żałośnie. — Panno Johnson, proszę się nie gniewać. Nie chciałam tu zostawać.

— Jeśli wcześniej zrobiłam coś nie tak, to przepraszam, dobrze? Naprawdę chce mi się pić...

Mówiąc to, zaczęła z wysiłkiem się podnosić.

Twarz Emily stężała jeszcze bardziej, gdy próbowała przejść obok.

Z całej postawy Grace biła słabość. — Panno Johnson, przepraszam... przepraszam...

— A!

Grace nagle wpadła na jej ramię, przez co woda w szklance się wychlapała, a większość chlusnęła prosto na jej dłoń.

– O rany, czy z panią Miller wszystko w porządku? Szybko, szybko, maść na oparzenia!

Ten nagły zwrot wydarzeń porządnie przestraszył służbę i cała willa rodziny Bakerów w jednej chwili stanęła na głowie.

Emily zastygła, po czym przymrużyła oczy.

Ona wyraźnie…

– Grace! – W tej samej chwili rozległ się chłodny, spięty od niepokoju głos.

Emily zesztywniała cała. Odwróciła się i zobaczyła Alexa, jak wpada do środka z napiętą twarzą.

W tym momencie Grace była już podtrzymywana przez służących. Skuliła się na sofie, śmiertelnie blada, z czołem mokrym od zimnego potu.

Alex podszedł szybko, objął ją w pół, po czym spojrzał na Emily i warknął:

– Emily, ostrzegałem cię tyle razy, żebyś nie zbliżała się do Grace!

– Jest w ciąży, a ty ją zdenerwowałaś. Zadowolona teraz?

Nawet nie zapytał, co się stało. Od razu ją oskarżył. Serce Emily natychmiast ścisnęło się tępym, głuchym bólem.

Czy w jego oczach naprawdę była aż tak okropna?

Wzięła głęboki oddech, próbując zdusić ból w klatce piersiowej, trzymała go w sobie tak długo, aż kąciki jej oczu zrobiły się czerwone.

Nawet zacisk na szklance z wodą jej się wzmocnił.

– Alex, wierzysz albo nie, to nie ma ze mną nic wspólnego.

W spuszczonych oczach Grace mignął cień triumfu, po czym cicho zaszlochała w ramionach Alexa.

– Alex, nie obwiniaj panny Johnson… To… to ja… ja źle trzymałam szklankę.

Gdy wypowiedziała te urwane słowa, niby mimochodem odsłoniła grzbiet dłoni.

Na jej jasnej skórze wyraźnie widać było czerwony ślad.

Wyraz twarzy Alexa pociemniał, a w oczach zapłonęła wściekłość.

Nagle wstał i chwycił Emily za nadgarstek.

– Co ty zrobiłaś Grace?

– Wiedziałaś, że jest w ciąży, a mimo to specjalnie wylałaś na nią gorącą wodę. Co ty sobie w ogóle myślałaś?!

Uścisk mężczyzny nie miał w sobie ani grama hamulców.

– Alex, przestań rzucać bezpodstawne oskarżenia! – Wargi Emily pobladły z bólu. Szarpnęła się i wyrwała, a krzywda i złość w końcu w niej eksplodowały. – Po pierwsze: ja piję tylko letnią wodę. Z kubka nawet para nie szła!

– Po drugie: dopóki się nie rozwiedziemy, nadal jestem panią tego domu. Jak jesteś taki chojrak, to trzymaj ją gdzie indziej!

Jego agresja doprowadziła Emily do granicy.

To był pierwszy raz od trzech lat, kiedy podniosła głos na Alexa.

– Ty…! – W oczach Alexa błysnęło zaskoczenie. Najwyraźniej nie spodziewał się, że powie coś takiego.

W jego oczach Emily zawsze była łagodna i posłuszna, nigdy nie śmiała mu się tak postawić. Nigdy nie mówiła tak ostro.

Ale po chwili oprzytomniał i prychnął:

– Pani domu? Kto by to w ogóle uznał?

– Natychmiast przeproś Grace, albo… poniesiesz konsekwencje!

– Nic złego nie zrobiłam, więc niby za co mam ją przepraszać? – Wzrok Emily zamglił się, gdy podeszła bliżej. – Trzy lata, Alex. Ty w ogóle masz serce?

– Dałam ci wszystko, a w chwili, gdy Grace wróciła, jej oddałeś całą swoją czułość i cierpliwość!

– Przyszło ci do głowy choć raz, że ja też jestem człowiekiem? Że mnie też boli?!

Głos jej drżał od tłumionego szlochu, a jednak trzymała się resztkami sił.

Jej migdałowe oczy były już pełne łez.

Kiedy emocje całkiem wzięły górę, żołądek podszedł jej do gardła, a po podbrzuszu rozlał się skurczowy ból.

O nie!

Z twarzy Emily odpłynął cały kolor!

Jakim cudem właśnie teraz miały się odezwać objawy ciąży?

W sercu Emily wezbrał niepokój. Nie myśląc o niczym innym, odwróciła się i pobiegła do łazienki.

– Ugh—

Ledwo wpadła do środka, a już musiała się pochylić i zaczęła suchymi mdłościami.

Czuła się okropnie.

To był pierwszy raz, odkąd zaszła w ciążę, gdy mdłości były aż tak silne.

Dziecko musi wyczuwać jej rozpacz!

Alex patrzył na nią w panice i nagle zamarł w miejscu.

Jej reakcja przed chwilą nie wyglądała na udawaną.

Dlaczego nagle zwymiotowała?

Czyżby…

W głowie Alexa pojawiła się myśl, która go oszołomiła.

Natychmiast zapomniał o Grace i ruszył za Emily. Wpatrując się w nią, zapytał wolno:

– Emily… ty jesteś w ciąży?

Ciałem Emily wstrząsnął dreszcz!

Poprzedni Rozdział
Następny Rozdział