Rozdział 114

Aurora

Zayn szedł przodem, nóż wciąż w ręku, jego ramiona napięte pod koszulą. Co jakiś czas spoglądał za siebie, upewniając się, że tam jestem, jego spojrzenie było ostre, ale nieczytelne. Trzymałam się blisko, jak mi kazał, moje palce dotykały jego rękawa, bo jakoś możliwość poczucia go sprawiała...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie