Rozdział 156

Aurora

Po śniadaniu Marcelline nie pozwoliła nam odejść z pustymi rękami. Krzątała się cicho, pakując jedzenie i wodę do naszych plecaków, jakby robiła to tysiąc razy wcześniej. Wystarczająco na kilka dni, powiedziała. Na wszelki wypadek.

Podziękowaliśmy jej - oboje, więcej niż raz. To nie wydawał...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie