Rozdział 154 Nikołaj

Kula przeszyła mi nogę i runąłem na ziemię jak kłoda. Ból eksplodował wzdłuż uda, biały, piekący, oślepiający. Sięgnąłem po detonator, ale palce natrafiły tylko na trawę i piach.

— Aniu, uciekaj — wychrypiałem.

Ale ona nie uciekła. Opadła na kolana przy mnie, dłońmi przycisnęła ranę, a twarz miała...

Zaloguj się i kontynuuj czytanie