Rozdział pierwszy

**** Obecne Czasy ****

Gloria nie mogła dokładnie zrozumieć, co ją obudziło. Zauważyła, że na zegarze była trzecia w nocy, co było dziwne, bo zwykle budziła się, żeby pójść do toalety dopiero około piątej. Jednak po spojrzeniu na zegar zauważyła dziurę w ścianie. Patrzyła na idealnie okrągłą dziurę, leżąc sparaliżowana w łóżku. Wymagało to całej jej siły woli, aby usiąść prosto. Potrzebowała jeszcze kilku minut, żeby zebrać się na odwagę, by postawić stopy na podłodze, najpierw palce, potem piętę. Podeszła do dziury i położyła na niej palce. Cofnęła rękę, gdy zdała sobie sprawę, co to było: dziura po kuli.

Obróciła się, by spojrzeć na okno. Włosy na jej ramionach stanęły dęba, gdy ostrożnie podchodziła do rozbitego szkła. Jej serce biło jak szalone, grożąc wyrwaniem się z klatki piersiowej. Próbowała przeanalizować, skąd mogła pochodzić kula, i jedynym miejscem, które przyszło jej do głowy, był posterunek strażniczy około 300 stóp dalej, gdzie blask księżyca ginął w ciemnościach gęstego lasu otaczającego jej więzienie. Zauważyła coś na tle cieni tego lasu: mały błysk, jakby mały płomień. Płomień zgasł, a chwilę później eksplozja wstrząsnęła linią drzew.

Gloria krzyknęła i upadła na ziemię, gdy fala uderzeniowa z eksplozji wstrząsnęła domem i rozbiła resztki jej okna. Szkło przecięło jej ramiona i nogi, gdy kucała, jakby cienkie ściany mogły ją ochronić. Nagle cały kompleks, w którym przetrzymywano ją przez ostatni miesiąc, wybuchł w chaosie. Syreny zawyły, a światła jaśniejsze niż na stadionie piłkarskim rozświetliły każdy możliwy kąt podwórka i domu.

Nie minęło nawet pięć sekund, gdy druga eksplozja wstrząsnęła fundamentami domu. Wszystkie światła i dźwięki natychmiast zgasły. Przerażająca cisza wypełniła pokój, przerywana tylko krótkimi, ostrymi oddechami Glorii. Trzaski radiostacji i kroki na trawie pod jej oknem. Ostrożnie zerknęła przez krawędź okna i zobaczyła grupę sześciu mężczyzn rozchodzących się po otwartym polu w kierunku pierwszej eksplozji. Przeciągły strzał rozległ się z drugiej strony pola i jeden z mężczyzn upadł. Formacja zamarła, a mężczyźni skierowali broń w stronę posterunku strażniczego.

„Snajper!” krzyknął jeden z mężczyzn sekundę przed tym, jak kolejny strzał odbił się echem przez przestrzeń i upadł do tyłu.

Pozostała czwórka cofnęła się w stronę domu, a Gloria bezradnie patrzyła, jak cztery kolejne pociski dużego kalibru przerywają spokojną noc. Była oszołomiona, widząc sześć ciał powalonych przez niewidzialnego snajpera. Drzwi do jej pokoju otworzyły się za nią. Gloria obróciła się na piętach, by zobaczyć, jak Aleksandr wchodzi do pokoju.

Machnął ręką, żeby się położyła. „Co ty robisz?” zapytał, kucając, gdy zbliżał się do niej. „Połóż się, bo inaczej…”

Siódmy strzał padł. Usłyszała huk, zanim kula przebiła parapet dwa cale od jej głowy, trafiając prosto między oczy Aleksandra. Upadł twarzą do ziemi kilka stóp przed nią. Pozostała na piętach, sparaliżowana tym, co właśnie zobaczyła. Czekała na kolejny strzał. Czekała, aż przebije jej czaszkę od tyłu.

Gloria nie była pewna, jak długo kucała tam, pod oknem. Może to było pięć minut, może dwadzieścia. Cokolwiek to było, wystarczyło, by jej mięśnie w łydkach zaczęły się kurczyć i palić. Wtedy usłyszała kolejną serię strzałów... i dochodziły one spod samego domu, tuż pod jej oknem. Rzuciła się naprzód, przez ciało Aleksandra, w stronę łóżka.

Szkło rozpryskiwało się, drewno pękało, a mężczyźni krzyczeli, że intruz dostał się do domu. Strzały nadal odbijały się od ścian, aż po sufit. Była w domu tylko miesiąc i nie miała dużo swobody, by go zwiedzać. Niemniej jednak mogła śledzić ruchy intruza, gdy ten przemieszczał się po domu. Naczynia rozbijały się, a garnki brzęczały, gdy przechodzili przez kuchnię. Mężczyźni krzyczeli, a karabin maszynowy wystrzelił, gdy posuwali się przez korytarz na dole. Obrazy spadały, a bezcenne porcelanowe artefakty upadały i toczyły się po schodach.

Gloria musiała myśleć. Było boleśnie jasne, po kogo przyszedł ten człowiek. Sergiej był poza miastem. Nie widziała go od ponad tygodnia. Ten dom znajdował się w lasach Illinois, najbliższy sąsiad był prawie dziesięć mil dalej, wzdłuż zadaszonej żwirowej drogi. Nie było wątpliwości, kto był celem tego człowieka: ona.

Rozejrzała się po swoim pokoju, próbując po raz setny od przyjazdu wymyślić, co mogłoby być dobrym narzędziem do obrony. Wzięła drewniane krzesło stojące przy toaletce. Trzymając je za górną poręcz, uniosła je nad głowę i z całej siły uderzyła nim o podłogę. Dwie nogi pękły z trzaskiem. Dysząc ciężko, spojrzała na lustro toaletki. Jej nocna koszula była już pokryta krwią z ran na rękach i nogach. Jej warkocz się rozplątał, uwalniając włosy wokół twarzy, która była zaczerwieniona ze strachu i podekscytowania. Zdmuchnęła włosy z twarzy, a następnie uderzyła krzesłem w lustro. Odłamki wielkości jej ramienia oderwały się i spadły na blat.

Gloria stała nieruchomo, gdy zdała sobie sprawę, że dźwięki wokół niej ucichły. Potem deska podłogowa zaskrzypiała na korytarzu. Strzały wypełniły powietrze ponownie, a Gloria chwyciła dwie nogi krzesła i garść rozbitego szkła, zanim pobiegła w stronę szafy. Strzały umilkły i usłyszała, jak ktoś przeklina. Była jakaś mrukliwa zaczepka i cichy odzew, zanim dźwięki przerodziły się w odgłosy ciała uderzającego o ciało. Ktoś jęknął, gdy został rzucony na ścianę. Był syk, jęk i krzyk. Potem drzwi do jej sypialni zostały wyważone do środka.

Gloria zerknęła przez szczeliny w drzwiach szafy. Dwóch mężczyzn walczyło na podłodze przed jej łóżkiem. Jeden miał na sobie garnitur, porwany na brzegach. Słuchawka wypadła mu z ucha, a z głowy sączyła się krew: jeden z ludzi Sergieja. Drugi mężczyzna, ten pod spodem i wydający się być w niekorzystnej pozycji, był ubrany od stóp do głów na czarno, z kominiarką zakrywającą twarz. Miał na sobie sprzęt taktyczny, z wieloma kieszeniami pustymi, jakby użył wszystkiego, co miał, żeby dotrzeć do tego punktu. Zauważyła błysk srebra i zdała sobie sprawę, że człowiek Sergieja miał nóż, który próbował wbić w intruza.

„Kurwa. To,” warknął intruz.

Intruz zwolnił chwyt, pozwalając człowiekowi Sergieja wbić nóż w jego pierś. Jęknął z uderzenia ostrza. Strażnik uśmiechnął się triumfalnie, naciskając całym ciężarem na rękojeść. Wtedy jego twarz zamarła w momencie, gdy stłumiony strzał zniszczył jego zwycięstwo. Człowiek Sergieja przechylił się na bok. Intruz pchnął go, zmuszając strażnika do upadku obok niego z łomotem.

„Trzydzieści dwa,” jęknął mężczyzna, bez tchu, gdy jego głowa opadła na podłogę.

Obserwowała, jak intruz dochodzi do siebie z ukrycia. Leżał na ziemi przez kilka minut, jakby łapiąc oddech. Potem jego ręka sięgnęła w górę, chwyciła rękojeść sztyletu i wyrwała go z piersi z jękiem. Uniósł ostrze w powietrze, żeby je obejrzeć. Wydał dźwięk aprobaty, zanim schował je do jednej z pustych kieszeni.

Podniósł się do pozycji siedzącej z głośnym, pierwotnym krzykiem. Potrząsnął głową i przyłożył do niej rękę. Rozejrzał się, a ona zauważyła, że części jego twarzy niezakryte przez kominiarkę były pomalowane na czarno. Złapał się boku jej łóżka i podciągnął się resztą drogi w górę. Wygiął się do tyłu, aż jego kręgosłup trzasnął, potem na boki, zanim otrząsnął się jak pies. Jego ciało zesztywniało, a głowa przechyliła się, zanim jego oczy skierowały się na szafę. Gloria wciągnęła powietrze i mocniej ścisnęła szkło w dłoni, aż przecięło jej dłoń i palce.

„Witaj, mała lisico,” intruz zamruczał.

Gloria cofnęła się, gdy słowa intruza zdradziły jego tożsamość. Szedł w stronę szafy powolnym krokiem. Z każdym krokiem ona przesuwała się głębiej w bezpieczne miejsce swojego schronienia. Rzucił się do przodu, chwycił za oba uchwyty drzwi i otworzył je szeroko. Nie myślała, zareagowała.

Wysunęła szkło do przodu, przecinając jego policzek, jednocześnie uderzając nogą od krzesła drugą ręką. Szkło przeszło gładko przez skórę jego twarzy sekundę przed tym, jak noga rozbiła się o bok jego głowy. Zachwiał się krokiem, białka jego oczu rozszerzyły się ze zdziwienia na jej działanie. Dotknął policzka opuszkami palców i spojrzał na krew, która zwilżyła jego rękawiczki. Nie mogła zobaczyć jego ust z powodu maski, ale mogła zobaczyć, jak jego oczy zwęziły się, a czoło zmarszczyło. Jego ciemne oczy spojrzały z powrotem na nią. Wciągnęła powietrze, gdy jego ręka wystrzeliła do przodu i chwyciła jej gardło. Krzyknęła, gdy została wyrwana z szafy i rzucona o ścianę obok niej. Palce Glorii ledwo dotykały podłogi. Obrzeża jej pola widzenia zamazały się i zaczęły czernieć, gdy jego ręka zacisnęła się na jej tchawicy. Te czarne oczy, kiedyś tak pociągające dla niej, teraz groziły, że rozszarpią ją na kawałki samą swoją nienawiścią.

„Proszę,” wychrypiała. Jego ręka pulsowała, odcinając jej powietrze na ułamek sekundy i powodując, że jej oczy wytrzeszczyły się. „Proszę, Frankie, przestań.”

Następny Rozdział