Rozdział piąty
Kwiecień
Gloria przyłapała się na tym, że znowu wystawia język, kiedy ostrożnie zakładała szwy na pierwsze tego wieczoru rozcięcie na czole. Facet zachowywał się jak niewiarygodny dzieciak. Nie potrafił usiedzieć spokojnie i mimo że podała mu już dwa razy morfinę, dalej płakał i miotał głową na boki. Przerwała i zdmuchnęła włosy z twarzy.
To był jej drugi tydzień pracy w klubie należącym do rodziny Accardi w Nowym Jorku. To był jej pierwszy dzień, kiedy pracowała bez przełożonego patrzącego jej na ręce. Każdej nocy było najwyżej dwadzieścia pięć rund. To znaczy dwudziestu pięciu mężczyzn, których musiała opatrzyć. Ta żałosna namiastka samca była jej dziesiątym tej nocy. Zapowiadało się, że czeka ją długa zmiana.
Jeszcze przed końcem pierwszej nocy zorientowała się, że w klubie walczą dwa typy facetów: bogate lalusie, wpychane na ring przez pijanych kumpli, albo tacy, którzy, kurwa, nie żartują. Ostatni mężczyzna, którego opatrywała, miał złamany palec, który musiała usztywnić, a do tego spuchnięte powieki i uparcie domagał się, żeby rozcięła je skalpelem. Kiedy spuściła ciśnienie w okolicy oczu, obserwował z drugiego końca sali przeciwnika, z którym przegrał. Nie płakał, nie drgnął nawet; analizował dokładnie, co zrobił źle, i już planował następną walkę. Jak często robiła wobec tych, którzy nie zachowywali się jak dwulatki, lekko mu pomogła, szepcząc pod nosem, że przeciwnik, z którym przegrał, tydzień wcześniej był opatrywany z powodu naciągniętego mięśnia pachwiny i wciąż boli go prawa noga. W odpowiedzi dostała powolny uśmiech i skinienie głową, po czym mężczyzna odszedł z powrotem w tłum jak cień.
Gloria spróbowała jeszcze raz przeciągnąć igłę z nicią przez skórę obecnego przegranego na jej stanowisku, kiedy ten wyrzucił rękę, trącił jej nadgarstek i sprawił, że igła spadła na podłogę… znowu.
— Dość — syknęła. — Na podłogę.
— C-co?
— Słyszałeś. Siadaj tutaj — powiedziała, wskazując podłogę przed krzesłem, jakby kierowała go na karne siedzenie na trzydzieści minut. Mężczyzna wciągnął ramiona i rozejrzał się, kompletnie zawstydzony. — Dostałeś nokaut w pierwszej rundzie. Uwierz mi, ta noc nie może być dla ciebie bardziej upokarzająca.
— Słuchaj no, suko — rzucił, wytykając ją palcem.
— Suko? — powtórzyła.
Złapała za szwy, które już założyła na jego czole, i skręciła. Mężczyźnie natychmiast ugięły się kolana i runął na podłogę. Gloria szybko usiadła na krześle, które przed chwilą zwolnił, oplotła udami jego szyję i ścisnęła. Jego dłonie uderzały w jej uda, kiedy odcinała mu dopływ powietrza. Nogi szarpały się, próbując znaleźć oparcie. Odcięła się od ludzi dookoła i przygryzła język, szybko kończąc robotę na jego czole. Obcięła końcówki i puściła. Mężczyzna opadł do przodu i zachłysnął się wielkim haustem powietrza.
Gloria ściągnęła rękawiczki i otarła pot z czoła. — Nie ma za co, dupku — powiedziała, plując na podłogę obok niego.
Usłyszała oklaski i zorientowała się, że ściągnęła na siebie uwagę wszystkich wokół stanowiska pielęgniarek. Uśmiechnęła się nieśmiało i odgarnęła włosy z czoła. A potem poczuła, jak włoski na karku stają jej dęba. Po skórze przemknęło to samo wrażenie, które pełzało po niej od pierwszej nocy, kiedy zaczęła chodzić za pielęgniarką oddziałową, Valorie. Ktoś ją obserwował. Zerknęła przez ramię i w górę. Gloria znieruchomiała, gdy jej spojrzenie zderzyło się z oczami, które przez ostatni tydzień nawiedzały jej sny.
Uciekaj. Tak pomyślała w chwili, gdy zobaczyła go po raz pierwszy. Nie przez dziesiątki tatuaży pokrywających jego skórę ani przez bliznę biegnącą w dół policzka. Nie przez to, jak tłum rozstępował się przed nim, jakby był głodnym rekinem płynącym przez ławicę ryb. Nawet nie przez to, jak uśmiechał się do kogoś, jakby wyobrażał sobie jego śmierć, łącznie z kolejnością narzędzi, których użyje, by obedrzeć mu skórę z kości.
Chodziło o jego oczy: ciemne sadzawki jak najgłębsze partie Rowu Mariańskiego, których żaden człowiek nie odkrył. W tych ulotnych momentach, gdy jego spojrzenie łączyło się z jej spojrzeniem z drugiego końca klubu, trwało to dłużej, jakby obliczał, ile czasu zajmie mu wciągnięcie jej w tę głębię. W środku wszystko zwijało jej się w ciepły supeł w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyła.
Tajemniczy mężczyzna obserwował ją z poziomu VIP. Jedną ze swoich stóp w wojskowych butach oparł o barierkę, a sam pochylił się nad nią, wspierając na przedramionach. W dłoni wirowała mu do połowy wypita szklanka whiskey. Ona nie odwróciła wzroku jak wszyscy inni. Zamiast tego złapała się na tym, że wpada w te ciemne oczy, spadając w nie w kółko, raz po raz, aż zaczęła sobie uświadamiać, że w końcu musi uderzyć o dno… prawda? Uśmiechnął się kpiąco — niebezpiecznie, unosząc kącik wargi z jednej strony. Uniósł szklankę, upił łyk i odepchnął się od barierki. Tłum wokół połknął go w całości, a ona musiała mrugnąć. Rozejrzała się po swoim stanowisku i jęknęła, gdy zauważyła dwóch nowych facetów czekających, aż ktoś się nimi zajmie.
Nie minęło nawet dziesięć minut, kiedy pojawiła się Nora, żeby dać jej znać, że może iść na przerwę. Gloria westchnęła i cisnęła zużyte rękawiczki do najbliższego kosza. Obie kobiety machnęły ręką z irytacją na dorosłych facetów, którzy stali w kolejce i ryczeli, czekając, aż ktoś ich połata. Gdyby miała czekać, aż kolejka się przerzedzi, przepracowałaby całe osiem godzin na nogach. Nora poprowadziła ją przez kłębiący się tłum, w którym kobiety i mężczyźni wykrzykiwali kolejne ruchy, jakby zawodnicy mogli ich usłyszeć albo w ogóle ich to obchodziło.
Muzyka przycichła, kiedy weszły do korytarza dla personelu, prowadzącego od baru. Nora i Gloria weszły do pokoju socjalnego. „Trojaczki” — trzy kelnerki, które chodziły jak przyklejone do siebie i zawsze pracowały na tych samych zmianach — były pochylone nad stołem i przewijały jedno ze swoich kont w mediach społecznościowych. Tina, główna bukmacherka w klubie, siedziała jak zwykle przy stoliku w rogu i liczyła pieniądze, które zarobili do tej pory tej nocy.
Nora klapnęła na krzesło obok Rity, drugiej dziewczyny pod jej opieką. Gloria skinęła Ricie głową, usiadła i wyciągnęła swoją przygnębiającą kanapkę z masłem orzechowym i dżemem. Ugryzła kęs i przez moment myślami odpłynęła do kolacji, które jadała kiedyś, gdy wciąż żyła pod butem ojca. Był przemocowym, uzależnionym od alkoholu narcyzem, ale miał świetny gust, jeśli chodzi o szefów kuchni, a Larry był najlepszy ze wszystkich.
Gloria nagle poczuła, że ludzie o niej mówią. Uniosła wzrok i zobaczyła, że trojaczki wpatrują się w nią i szepczą.
— Ja ją zapytam — powiedziała Teresa, kiwając głową z determinacją.
— Dajcie spokój tej biednej nowej dziewczynie — odezwała się Betty, kręcąc głową, gdy kończyła swoją zupę.
— Słucham? — Gloria zapytała, unosząc brew wyzywająco.
Teresa oparła łokcie o blat i wygodnie się rozsiadła. — Wszystkie się zastanawiałyśmy, czy jest tu jakiś facet, na którego masz oko, Lilah? — Uniosła kilka razy brwi na znak pytania.
— Ja? Och, nie, ja tu jestem tylko do pracy — odparła Gloria, pociągając za swój pielęgniarski uniform dla podkreślenia.
— Och, proszę cię — prychnęła Ruby, przewracając oczami. — To jeden z m&m-ów.
— Jeden z czego? — Gloria zapytała.
— Faceci z mafii — wyjaśniła Betty.
Wszyscy od razu wiedzieli, o których mafijnych facetów jej chodzi. To była ta niebezpieczna grupa mężczyzn, która otaczała pana Accardiego, gdziekolwiek się pojawił. Był sam Accardi, jego prawa ręka, ochroniarz, menedżer klubu i księgowy.
— Co, pff, nie — powiedziała Gloria, znów spuszczając wzrok na swój talerz.
— Widziałam, jak się gapisz na nich cały tydzień — potwierdziła Ruby.
— Nie bierz się za Accardiego — ostrzegła Nora, jakby Gloria w ogóle mogła mieć szansę u faceta takiego jak on.
— Ani za Leo, on jest wierny swojej żonie do kości — poinformowała ją Teresa.
— Louis jest strasznie pod pantoflem — rzuciła Ruby.
— Ja nie…
— Marco to świnia — dodała Ruby. Wszystkie kobiety wokół pokiwały głowami i jęknęły zgodnie.
— A ten ostatni? — zapytała Gloria, kiedy one wróciły do jedzenia, jakby wymieniły już wszystkich.
— Ostatni? — Teresa uniosła brwi.
— No tak, ten cały w tatuażach — powiedziała Gloria, wdzięczna, że nie należy do osób, które łatwo się rumienią.
Popatrzyły po sobie. — Och, Frankie — powiedziała Ruby zdecydowanie za głośno.
Oczy Glorii rozszerzyły się na ten wybuch i powstrzymała odruch, żeby zerknąć przez ramię. Spokojnie. Nie zdradź niczego.
— Patrz na mnie — powiedziała Nora, pochylając się nad stołem i otwierając oczy najszerzej, jak potrafiła. — Patrzysz? Widzisz? — zapytała, wskazując dwoma palcami na własne gałki oczne.
— Eee, tak? — odparła Gloria.
— Trzymaj. Się. Kurwa. Z. Daleka. Od. Frankiego. Donatiego — poleciła Nora.
